Literacki dekalog nowej normalności

Literacki dekalog nowej normalności

Dziwny rok 2020 obfitował w dobre książki, do których warto wracać

Koronawirus zdominował i zdefiniował rok 2020. Epidemia trochę przyćmiła inne ważne tematy, które ze zdwojoną siłą wrócą jutro, świat będzie inny niż dotychczas i do tej nowej normalności można się przygotować dzięki właściwym lekturom. Nie są to najlepsze książki minionego roku ani lista bestsellerów, ale subiektywny przegląd lektur ważnych i uniwersalnych. Ostatecznie – jak to ujęła Olga Tokarczuk – „literatura stawia pytania, na które nie da się odpowiedzieć przy pomocy Wikipedii, wykracza bowiem poza same fakty i wydarzenia, odwołując się bezpośrednio do naszego ich doświadczania”.

Po czasie wielkiego chaosu, społecznego spustoszenia, gospodarczej niepewności wróćmy do lektur, które stawiają na osobiste doświadczenie, odchodzą od prezentacji suchych faktów na rzecz ich realnej obecności w naszym tu i teraz.

1. Olga Tokarczuk, Czuły narrator, Wydawnictwo Literackie
Nie wypada zacząć od innej pozycji. „Czuły narrator” to literackie wydarzenie roku. Niemniej jednak pierwsza książka Olgi Tokarczuk po Noblu jest dziełem ostrożnym. Powściągliwość polega na tym, że część umieszczonych w zbiorze esejów to teksty już publikowane, znane, jak słynna mowa noblowska, która dała tytuł całości. Poza tym dobrze znanym tekstem znajdziemy m.in. esej „Ognozja” powstały latem, po pierwszej fali pandemii. Noblistka pisze w nim o poczuciu złożoności i zarazem skończoności świata. Snuje refleksje, jak pandemia obnażyła kruchość ludzkiej potęgi i przypomniała o sile natury.

„Kiedyś świat był wielki i nie do objęcia wyobraźnią – teraz wyobraźnia nie jest nam potrzebna, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki po smartfona”, pisze Tokarczuk. Nie można mieć wątpliwości, że w 2021 r. świat będzie jeszcze bardziej skomplikowany, a rola technologii jeszcze większa. Eseje Tokarczuk, łączące szacunek dla przeszłości z troską o przyszłość, mogą być dobrym przewodnikiem.

2. Andri Snær Magnason, O czasie i wodzie, tłum. Jacek Godek, Karakter
Pandemia trochę przyćmiła główny problem współczesności, czyli katastrofę klimatyczną. Najczęściej o kryzysie klimatycznym pisze się w sposób hermetyczny, pełen naukowego żargonu albo w duchu apokaliptycznym. Jednak można też ująć ten temat intymnie i uważnie. Tak jak to zrobił Andri Snær Magnason w książce łączącej esej z reportażem, islandzką mitologię i poezję z rodzinną opowiastką, codzienne zgryzoty bliskich z problemami planety. Pryzmatem refleksji Magnasona są tytułowe czas i woda. To przeszłość, ale i przyszłość, w której będziemy żyli w pamięci naszych dzieci i wnuków. A także topniejące islandzkie i himalajskie lodowce, coraz bardziej zakwaszone oceany. To nasze babcie, które zdobywały lodowce, i nasze wnuki, które być może nigdy ich nie zobaczą. Dzięki lokalnej, intymnej perspektywie „O czasie i wodzie” przemawia do wyobraźni i serca dużo sugestywniej niż kolejne popularnonaukowe opracowania o kryzysie klimatycznym. To książka pisana do bliskich, do Ziemi, do życia. Każde pokolenie odnajdzie w niej siebie.

3. Adam Leszczyński, Ludowa historia Polski, W.A.B.
Książka o nas wszystkich. To nasza historia. W końcu 90% z nas ma pochodzenie chłopskie czy robotnicze. Rewolucyjna praca Leszczyńskiego powinna na stałe wejść do kanonu lektur szkolnych, ale tak się nie stanie. Przynajmniej dopóki ministrami edukacji będą takie postacie jak Przemysław Czarnek.

Historia Polski pisana z perspektywy wiktorii wiedeńskiej, obiadów czwartkowych czy wolnych elekcji, z husarskimi skrzydłami w tle, to atrakcyjny produkt pophistoryczny, ale żadna prawda o przeszłości. Leszczyński o Polsce opowiada przez pryzmat mechanizmów wyzysku, reprodukowanych z pokolenia na pokolenie folwarcznych relacji władzy i podległości: między szlachcicem a chłopem, właścicielem fabryki a robotnikiem, partią a klasą robotniczo-chłopską. Opisane wyzysk i upodlenie są wciąż obecne: w korporacyjnych gierkach, w resentymentach polityków prawicy i w trudnych relacjach ze wścibskim sąsiadem.

Teraz, gdy wszystko staje się polityczne, a kwestia tożsamości jest coraz ważniejsza, szczególnie dla najmłodszego, buntującego się pokolenia, może to być solidne narzędzie do rozumienia, jak historia tworzy naszą rzeczywistość.

4. Zyta Rudzka, Tkanki miękkie, W.A.B.
Żyjemy w czasach, gdy motorem zmian są ruchy kobiece i to panie – słusznie – przejmują stery w polityce. W dobie podobnych rewolucji społecznych takie powieści o mężczyznach są potrzebne. Zyta Rudzka, mistrzyni gęstych, konkretnych zdań, rozprawia się z mitem mężczyzny uwodziciela, dominującego zdobywcy i odkrywcy. Robi to w najbardziej wyrazisty i dotkliwy sposób: upadla męskie ciało, które stanowi przecież samczą przewagę w świecie. U Rudzkiej jest słabe, chore, puste. Sflaczałe tkanki męskie świetnie się nadają na materiał poglądowy w studiach nad końcem patriarchatu.

Oczywiście Rudzka nie jest przygłupią feminazistką, ziejącą nienawiścią do mężczyzn. W „Tkankach miękkich” nie pastwi się nad nimi, ale poprzez historię dwóch samotnych mężczyzn pokazuje to, co nieuchronne – koniec świata rządzonego przez testosteron. Chociaż w tym roku na półkach księgarń pojawiło się wiele książek feministycznych, na sztandary wielkiej zmiany wzięte zostały takie autorki jak Rebecca Solnit, to ja stawiam na beletrystykę i tę w gruncie rzeczy apolityczną autorkę, wierząc, że takie fikcyjne historie oddają ducha rzeczywistości, w której głos kobiet będzie jeszcze bardziej doniosły.

5. Maggie Nelson, Argonauci, tłum. Kaja Gucio, Czarne
Jak na polskie warunki to książka bardzo odważna i dobrze, że było o niej głośno. „Argonauci” to wspomnienia autorki, ale u podstaw są romansem, na szczęście bez taniego sentymentalizmu. Maggie Nelson nie tyle nam się zwierza, ile świadomie opowiada własną intymność. Ta lesbijka pozostająca w związku małżeńskim z mężczyzną, który był kiedyś kobietą, pisze o nowoczesnej miłości i nowoczesnym macierzyństwie. Miłość, ta najtrudniejsza ze sztuk, pokazana jest tutaj w całej złożoności, z aspektem fizycznym włącznie. Bez taryfy ulgowej, bez lirycznych sztuczek. Warto dodać, że to także książka filozoficzna, w której Maggie Nelson kwestionuje oraz bada każdy aspekt bycia i życia, przygląda się skostniałemu systemowi społecznemu i politycznemu. Wyprawa argonautów nowoczesności, którą prowadzi, to podróż, w którą warto się wybrać.

6. Salman Rushdie, Quichotte, tłum. Jerzy Kozłowski, Rebis
Kolejna powieść w zestawieniu i kolejna beletrystyka, która poprzez fikcyjne postacie i zdarzenia sprawnie komentuje rzeczywistość. Długo wyczekiwana powieść autora „Szatańskich wersetów” to piekielnie interesująca lektura. Rushdie w swoim stylu – jak na stylistę przystało – żongluje cytatami i kontekstami, miesza wysokie z niskim. „Quichotte” to wariacja na temat słynnej powieści Cervantesa. Tym razem błędnym, czy raczej obłędnym, rycerzem jest starzejący się komiwojażer hinduskiego pochodzenia. Zamiast na rumaku porusza się wiekowym dieslem, ukochaną Dulcyneą jest gwiazda TV, towarzyszem wagabundy zaś wyimaginowany syn z… przyszłego małżeństwa. Jakby tego było mało, hinduski Quichotte na amerykańskiej ziemi jest wymysłem kolejnej postaci. Szkatułkowa powieść Rushdiego to sprawnie napisana satyra na amerykański sen, niezmąconą wiarę w indywidualizm i czary masowych mediów. Niezwykle przyjemnie się to czytało, obserwując kampanię wyborczą za oceanem. O ile reportażysta Matt Taibbi w książce „Nienawiść sp. z o.o.” bezceremonialnie pisze wprost o amerykańskich mediach i polityce, o tyle Rushdie krytykuje te zjawiska poprzez zgrabne aluzje. Jego postmodernistyczna sklejka literacka karmi zarówno serce, jak i intelekt.

7. Łukasz Najder, Moja osoba, Czarne
Łukasz Najder w inteligentny, ale i zabawny sposób komentował rzeczywistość i świat polityki, zanim – z powodu zamknięcia w domach i z braku innych rozrywek – stało się to modne. Pracował też zdalnie, dostrzegając wszystkie trudy tego systemu, zanim stało się to powszechne. Czołowy śmieszek inteligenckiego Facebooka, Szeherezada ze Zgierza, wziął na siebie cierpienia i bolączki Polek i Polaków, po czym zamknął je w interesujących esejach. Jeżeli chcecie coś zrozumieć ze współczesnej Polski, spojrzeć na nią oczami bystrej, sfrustrowanej młodzieży, ludzi pracujących poniżej swoich możliwości i aspiracji, ale niegodzących się na powszechną degrengoladę, weźcie do ręki „Moją osobę”. Jeśli będziecie się śmiać przy lekturze, będzie to śmiech przez łzy. Ten zbiór to odświeżająca umysł bolesna lekcja życia w późnym kapitalizmie. Najder dokonał precyzyjnej analizy narodowych mitów, lęków i pragnień. W roku 2021 te wszystkie bolączki nie znikną. Dla tych, którzy chcą lepiej je poznać, a przy tym zajrzeć w głąb siebie, „Moja osoba” będzie jak znalazł.

8. Tomasz S. Markiewka, Gniew, Czarne
Gniew był głównym uczuciem 2020 r. Koronawirus zamknął nas w domach, więc wpadliśmy w gniew z powodu bezsilności. Nieudolność rządu w walce z drugą falą pandemii tylko pogłębiła oburzenie. Koniec roku zafundował już erupcję społecznego niezadowolenia. Polska zapłonęła gniewem. Lektura eseju Markiewki okazała się poręcznym narzędziem do zrozumienia narracji zbuntowanych grup. Filozof i publicysta, odwołując się do historii, ekonomii i popkultury, odpowiada na pytania o rolę gniewu we współczesnym świecie i Polsce. Rozróżnia gniew konstruktywny – taki, jakim kierowały się sufrażystki czy organizatorki Czarnego Protestu – i jałowy, zwykły wkurw à la Adaś Miauczyński, tak powszechny. Autor zastanawia się, dlaczego tak często ograniczamy się do tego pustego buntu, który nic nie zmienia. Rozważa okoliczności, które mogłyby nas pchnąć do szlachetnego wkurzenia. W końcu podkreśla, że warto spojrzeć w stronę niezadowolonych, bo tam dzieją się najważniejsze rzeczy. To wkurzeni modelują ten świat. Lepiej ich zrozumieć, zanim ten bunt zostanie wykorzystany przeciw nam. A trzeba wiedzieć, że czas gniewu i buntu się nie skończył. Wiosną będzie gorąco.

9. Caroline Criado Perez, Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzntłum. Anna Sak, Karakter
Świat nie jest zaprojektowany pod kobiety. Caroline Perez analizuje seksistowski charakter świata, w którym żyjemy. Coraz bardziej cyfrowego i w coraz większym stopniu kształtowanego przez dane. Te zaś są zbierane i przetwarzane przez mężczyzn. Tak ukształtowane sprawiają, że domyślnym użytkownikiem większości dóbr i usług jest wciąż mężczyzna. Brak danych na temat kobiet – ich potrzeb, zdrowia, sposobów korzystania z infrastruktury i usług publicznych, funkcjonowania na rynku pracy itd., prowadzi do ich systematycznej dyskryminacji we wszystkich dziedzinach życia, od języka po system edukacji czy ochrony zdrowia. 2020 był rokiem kobiecych buntów i narodzin cyfrowej świadomości. Zaczęliśmy dostrzegać, jak dane tworzą i objaśniają nam świat, zauważamy naszą zależność od cyfrowych gigantów. Nowy świat po pandemii – jeśli ma być lepszy – musi być światem większej cyfrowej niezależności, wolnym od dyktatu białych uprzywilejowanych mężczyzn z Doliny Krzemowej.

10. Rebecca Makkai, Wierzyliśmy jak nikt, tłum. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Poznańskie
W tej monumentalnej powieści autorka opowiada o epidemii, nietolerancji i rozpadzie więzi społecznych. O tym wszystkim, czego doświadczaliśmy w tym roku. Fabuła rozgrywa się w trzech epokach: w Paryżu artystów tuż przed I wojną i tuż po niej, w Chicago ogarniętym epidemią AIDS od połowy lat 80. do początku 90. i ponownie w Paryżu, dręczonym atakami terrorystycznymi już na początku XXI w.

Świetnie napisana, wielowątkowa powieść jest zwierciadłem rzeczywistości. W bohaterach, młodych, wykluczonych idealistach, może się odnaleźć wielu z nas. Rebecca Makkai napisała beletrystyczny komentarz do obecnej sytuacji politycznej i społecznej, który jest zarazem opowieścią o przełomie i przełomem literackim samym w sobie. Do tej książki zabrałem się dopiero na początku grudnia. Przeoczyłem ją wcześniej, ale zachęcony recenzjami, mając na uwadze rzetelność tego literackiego dekalogu, zmierzyłem się z nią. I było to dobre literackie podsumowanie 2020 r.

Fot. Pixabay

Wydanie: 1/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy