Poruczników Zubków już nie ma?

Poruczników Zubków już nie ma?

„07 zgłoś się” opierał się głównie na prawdziwych zdarzeniach
Jerzy Dziewulski – były poseł, były policjant
Krzysztof Szmagier, który był reżyserem i napisał większość scenariuszy do serialu „07 zgłoś się”, jako doświadczony dokumentalista opierał się głównie na prawdziwych zdarzeniach. Nie były to pomysły kompletnie od czapy, jak historie ze współczesnych seriali kryminalnych, kiedy policjanci współpracują z księdzem albo kiedy główną rolę w filmie gra pies policyjny. Dziś to taka specyficzna forma propagandy. Nie chcę przez to powiedzieć, że w serialu „07 zgłoś się” nie było elementów propagandy, choć miała ona wówczas nieco inny charakter. Brałem udział w realizacji niektórych odcinków i wiem, że cenzura niekiedy miała spore zastrzeżenia, bo pewne ujęcia tematów jej się nie podobały. Ale Krzysztof Szmagier interweniował i to przechodziło.
Dziś często przedstawia się policjantów jako miłych, inteligentnych, nawet słodkich, nie ma wśród nich idiotów. Tymczasem w „07 zgłoś się” jest por. Zubek. Krzysztof Szmagier nierzadko obśmiewa metody pracy milicji i sam system wartości w PRL. I choć por. Borewicz grany przez Bronisława Cieślaka nieraz powołuje się na zdanie partii, wszystko sprowadza do poziomu rzeczywistości, gdzie ścierają się rozmaite poglądy.
Tematy poszczególnych odcinków były brane z kroniki kryminalnej, np. „Bilet do Frankfurtu” czy odcinek z amerykańskim policjantem opisywały rzeczywiste wydarzenia. Ja dostałem zgodę gen. Kiszczaka na pomoc przy filmie, mimo to później spotykałem się z zarzutami, że zdradziłem tajemnice państwowe, czyli np. w jaki sposób można wejść do samolotu.
Wiem, że ludzie chętnie te filmy oglądali, ale i dziś śledzą powtórki nie po to, by wspominać dawne czasy, i nie tylko z uwagi na świetne dialogi, taką szermierkę słowną, lecz także ze względu na autentyzm poszczególnych scen.
Wszystkie odcinki, w których brałem udział, były realizowane z dużym poświęceniem. Gdy ktoś skakał do jeziora, to rzeczywiście wpadał do wody, a nie dorysowywano wodę na komputerze. Nie obyło się bez kontuzji. Kiedy miałem skoczyć ze śmigłowca na dach samochodu, powtarzaliśmy tę scenę dziewięć razy i wciąż coś się nie udawało – albo trafiałem w bok auta, albo spadałem na ziemię i nie mogłem trafić w punkt narysowany przez Szmagiera kredą na samochodzie. Wszystko rozgrywało się w naturalnych wnętrzach lub w terenie. W studiu kręcono tylko rozmowy Borewicza z Zubkiem.
W pościgach i innych scenach akcji brali udział autentyczni gliniarze. Realizm był więc daleko posunięty. Jeszcze w filmach z udziałem policji na początku lat 90. można było coś takiego zobaczyć, a dzisiaj odchodzi się od autentyzmu. Policja jest pokazywana jako bardziej cukierkowata, religijna, raczej nieprzeklinająca. Sama radość.
Not. BT

Wydanie: 30/2013

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy