Lobbyści – władza zza kulis

Lobbyści – władza zza kulis

Co czwarty poseł i co trzeci radny przyznaje się, że uwzględnia interesy grup nacisku i firm Przychodzi Rywin do Michnika… A może raczej – i polscy lobbyści wolą takie przykłady – przychodzi Andrzej Zarębski do polityków z SLD i przekonuje ich (na różne sposoby), żeby pozwolili w nowej ustawie o telewizji i radiofonii, by Agora kupiła sobie ten Polsat. Albo – to także opowieść z ostatnich miesięcy – po Sejmie chodzą zwolennicy i przeciwnicy biopaliw. Za wprowadzeniem przymusu tankowania benzyny z dodatkiem biokomponentów lobbuje m.in. były minister i polityk PSL, Andrzej Śmietanko, zasypujący posiedzenia komisji sejmowej analizami, według których całe polskie rolnictwo zyska na nowej ustawie ogromne pieniądze. Argumenty na „nie” dostarcza posłom m.in. Robert Gmyrek, były wiceminister rolnictwa, straszący np. awariami silników w samochodach używających „ekologicznej benzyny”. W istocie tzw. lobby biopaliwowców walczy o miliard dolarów rocznie zysków – tyle że nie dla zwykłych rolników, lecz dla garstki właścicieli gorzelni i olejarni, a także wielkich plantatorów rzepaku (powiązanych podskórnymi nitkami interesów z PSL). Przeciwni tej grupie lobbyści wynajęci są przez koncern naftowy Orlen, który nie chce wydawać wielkich pieniędzy na dodatkowe inwestycje na składowanie i sprzedawanie biopaliw. Przykłady można by mnożyć. Najbardziej istotny jest fakt, że rozwija się w Polsce, szczególnie wobec parlamentu i rządu, ale także wobec władz regionalnych i lokalnych wszystkich szczebli, polska sztuka lobbingu. Korytarze władzy (od angielskiego słowa lobby, czyli kuluary) zapełniają się ludźmi, których zadaniem jest – najlepiej ciche i niedostrzegalne dla opinii publicznej – przeforsowanie odpowiedniego brzemienia ustaw czy innych przepisów prawnych, doprowadzenie do takiego, a nie innego wyniku publicznego przetargu, wymuszenie (korzystnej dla konkretnej firmy czy grupy nacisku) interpretacji określonego przepisu, np. w prawie celnym, sprywatyzowanie państwowej firmy, tak by dostała się ona w ręce tego właśnie, a nie innego kontrahenta. Milion dolarów za kasyna Osoby działające w polityce albo na jej obrzeżach świetnie to wiedzą. Przeciętny Polak najczęściej dowiaduje się o lobbystach i ich wpływach przy okazji kolejnego skandalu związanego z ich działalnością. Pierwszy raz w związku z tym o lobbingu głośno było w Polsce już w 1992 r., przy okazji przygotowywania ustawy o grach losowych. Wtedy właśnie pojawiła się na podstawie obserwacji działania rozmaitych „ekspertów” reprezentujących interesy właścicieli kasyn i nieformalne obietnice wobec posłów sugestia, że w Sejmie można przeforsować swoją wersję prawa za… milion dolarów. Sprawa stała się bardzo głośna, kiedy przeciw wyeliminowaniu z rynku kasyn firm zagranicznych, a konkretnie Casinos Austria, zaczął nieformalnie lobbować także austriacki ambasador. Z trybuny sejmowej ujawnił to poseł Henryk Goryszewski, wołając teatralnie na całą Polskę: „Ekscelencjo! Minęły czasy, kiedy ambasador austriacki wraz z Repninem (ambasadorem carycy Katarzyny w Warszawie – przyp. aut.) decydowali, co polski Sejm uchwala!”. Z kasynami lobbystom się nie udało, ale już np. przy prywatyzacji polskiego przemysłu – jak wspominają starsi stażem politycy – „aż furczało (i furczy)” od nieformalnych nacisków, namów i argumentów. W tym czasie, mówi się do dzisiaj, wyrosła m.in. gwiazda jednego z najbardziej znanych (oczywiście wtajemniczonym) polskich lobbystów, za jakiego nadal uważany jest Andrzej Olechowski. Jeden z ojców duchowych Platformy Obywatelskiej przez cały okres polskiej transformacji funkcjonował raz w świecie polityki (gdzie pełnił kolejne funkcje ministerialne), raz w doradztwie gospodarczym, ocierającym się wielokrotnie o lobbing. W minionych latach Olechowski reprezentował w naszym kraju w nieformalny i bardziej formalny sposób interesy takich wielkich firm jak Fiat, ABB czy Bank Handlowy. Do dziś wiele wątpliwości budzi umowa, którą polski rząd podpisał z koncernem Fiata, niezmiernie korzystna dla strony włoskiej, a znacznie mniej dla nas. W ludzkiej pamięci zachowała się bez wątpienia tzw. afera żelatynowa Stanisława Grabka. Przez kilka kolejnych lat (i co najmniej dwie koalicje rządowe, jedną związaną z prawicą, drugą z dominacją SLD) polski „król żelatyny” bardzo skutecznie za kulisami polityki forsował utrzymywanie zakazu importu żelatyny. Sam Grabek i wynajęci przez niego lobbyści przekonywali kolejnych ministrów, że w ten sposób państwo będzie walczyć z bezrobociem, a na dodatek zadba o zdrowie obywateli,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2003, 2003

Kategorie: Kraj