Sam się cysorz śmiał

Sam się cysorz śmiał

Onego dnia, elektronicznym cudem, z brzucha Jarosława Kaczyńskiego wychynął profesor Piotr Tadeusz Gliński i dał głos. Kiedy profesor Piotr Tadeusz Gliński przemawiał, z wysokości sejmowych balkonów spoglądał nań ze smutkiem profesor Piotr Tadeusz Gliński. I zdawał się mówić profesor Piotr Tadeusz Gliński do profesora Piotra Tadeusza Glińskiego: „Cóż z ciebie (bo oni się tykają), profesorze Piotrze Tadeuszu Gliński, ten Jarosław Kaczyński uczynił?”. Lecz nie był szczery profesor Piotr Tadeusz Gliński, zadając profesorowi Piotrowi Tadeuszowi Glińskiemu to pytanie. Czuł bowiem w głębi duszy profesor Piotr Tadeusz Gliński, że wszystkiego na Jarosława Kaczyńskiego zwalić się nie da. Dlaczegożeś więc, profesorze Piotrze Tadeuszu Gliński, wychynął i dał głos? Istnieje pięć możliwości:
1. Ewa Pobratyńska, czyli miłość. Jak pamiętamy, w „Dziejach grzechu” Żeromskiego Ewa ginie, zasłaniając własnym ciałem ukochanego Łukasza Niepołomskiego przed kulą podłego Antoniego Pochronia. Wątek ten powtarza się często w literaturze i historii. Jeżeli jednak profesor Piotr Tadeusz Gliński chce zostać osłaniaczem Jarosława Kaczyńskiego, niech wspomni losy porucznika Kazimierza Doskoczyńskiego, który 7 lutego 1952 r. wziął na siebie kulę przeznaczoną dla Bolesława Bieruta. Towarzysz Tomasz docenił jego oddanie i w nagrodę mianował komendantem ośrodka rządowego w Łańsku, ale przecież nie premierem.
2. Przyboczni Raszida ad-Din Sinana, czyli wierność i posłuszeństwo. Raszid, przywódca asasynów, zwany też „Starcem z gór”, popisywał się przed krzyżowcami i Arabami, każąc przybocznym skakać w przepaść, co oni bez zwłoki i sprzeciwu wykonywali. Robiło to takie wrażenie, że nawet sam wielki Saladyn w 1175 r. zdecydował się nie niepokoić asasynów. Dzisiaj rzecz trudna do zdyskontowania, bo jeśli nawet profesor Piotr Tadeusz Gliński rzuci się z sejmowego balkonu, zawsze znajdą się tacy, którzy oświadczą, że się pośliznął albo go Ruscy popchnęli. Dyskusje będą trwały latami i heroizm czynu zostanie rozmazany.
3. Humphrey Marlow, czyli pieniądze. Marlow był na dworze angielskim, co wiemy z „Księcia i żebraka” Marka Twaina, chłopcem do bicia. Ochoczo obrywał za szkolne grzeszki w miejsce księcia Walii. Jak sam mówił: „Gdy on popełni jakieś przewinienie, ja dostaję cięgi. I jest to słuszne i sprawiedliwe, gdyż na tem polega mój urząd, tem zarabiam na utrzymanie”. Gdyby jednak książę zrezygnował z dalszej edukacji? „Grzbiet jest moim żywicielem, o dostojny władco! Gdybyś ty przestał się uczyć, ja jako chłopiec do bicia będę zbyteczny. Błagam cię, nie wypędzaj mnie!”. Na szczęście szef okazuje się wspaniałomyślny: „Powstań, Humphreyu Marlow, mianuję cię dziedzicznym arcy-chłopcem-do-bicia…”. Jest to jakaś perspektywa dla profesora Piotra Tadeusza Glińskiego, przy czym absolutnie nie sugerujemy, że bez stanowiska umarłby z głodu.
4. Tomek Canty, czyli złudzenia. Pozostańmy jeszcze chwilę przy „Księciu i żebraku”. Tomek ubrany w szaty następcy tronu, kiedy rzecz trwała, stopniowo zaczął wierzyć, że jest nim rzeczywiście. Wielu historyków jest zdania, że to samo przytrafiło się łże-Dymitrowi na tronie moskiewskim. W bliższych nam czasach koledzy poeci wmówili Wielimirowi Chlebnikowowi, iż jest carem literatury i może decydować o wydaniach i nagrodach, co ten wziął tak całkiem serio, że poczuł się wielce skrzywdzony, kiedy zmuszono go do abdykacji. Jego malarskim odpowiednikiem był Henri Rousseau, Celnik, koronowany na króla Montmartre, który przynajmniej skorzystał z władzy, obchodząc okoliczne knajpy, gdzie pijąc absynt i wino, kazał swoje rachunki opłacać poddanym. Dopiero po paru nietrzeźwych ekscesach wyjaśniono mu, że jest wprawdzie monarchą, ale konstytucyjnym, co go mocno zniechęciło do sprawowanej funkcji. Abdykował dobrowolnie, w odróżnieniu od Chlebnikowa, w maju 1906 r. W przeciwieństwie do profesora Piotra Tadeusza Glińskiego ani jeden, ani drugi masowych audiencji nie udzielali. W każdym razie „Dobrze, dobrze być cysorzem – choć to świnia i krwiopijca”, jak śpiewał niezapomniany Tadeusz Chyła (prawie imiennik) do słów Andrzeja Waligórskiego.
5. Herostrates, czyli sława. Był ci Herostrates prostym szewcem z Efezu, który podpalił świątynię Artemidy Efeskiej po to tylko, żeby zdobyć rozgłos. Imię jego skazano na wieczne zapomnienie, ale wyszedł z tego obronną ręką. Odnotowują go wszystkie poważne encyklopedie i leksykony. Wbrew wyrokowi opiewają go dziejopisowie (Teopompos) i poeci, jak choćby nasz Stanisław Trembecki, który w tych słowach zwraca się do Stanisława Augusta Poniatowskiego (skądinąd swojego dobrodzieja – nie ma wdzięczności na tym padole): „Bodaj było twe imię ukryte przed światem – Niecnoto, równej sławy godny z Herostratem!”. Trudno nie zauważyć, że profesor Piotr Tadeusz Gliński ma nieporównanie lepszą sytuację od efezczyka. Jest profesorem, a nie byle szewcem, i nie musi niczego podpalać, co zawsze ryzykowne. Wystarczy wychynąć i dać głos. Oczywiście i na tym można się sparzyć, ale przecież tylko w przenośni.
Jakiekolwiek byłyby motywacje profesora Piotra Tadeusza Glińskiego, jestem o niego spokojny. Nie każdy może się pochwalić, że go Jarosław Kaczyński wyjął z kapelusza i pozwolił mu zostać swoim brzuchomówcą. Żal mi tylko jego ministrów specjalistów. Ani ich wierności, ani miłości nikt nie potrzebuje, pieniędzy, sławy i złudzeń nie doświadczą. Tylko tę zwrotkę przyjdzie im zaśpiewać:

W Ołomuńcu, na frajplatzu,
Kiedym umfa w glidzie stał,
Wszyscy mi się umfa dziwowali,
Sam się cysorz umfa śmiał.

Niech im będzie na pocieszenie, że nie tylko cesarza rozśmieszyli.

Wydanie: 12/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy