Niedokończony spór o Polskę

Niedokończony spór o Polskę

O realizmie politycznym Andrzeja Walickiego

Ponad trzy dekady temu, w obliczu upadku pierwszej Solidarności, w londyńskim „Aneksie” redagowanym przez Aleksandra Smolara pojawił się nietypowy dla emigracyjnej publicystyki tekst, będący zarazem próbą oceny przyczyn porażki Solidarności, jak i rozrachunkiem z głównym nurtem antysystemowej opozycji wobec władz PRL1. Tekst nietypowy w tym sensie, że do tej pory pisma emigracyjne stosowały nadzwyczajną taryfę ulgową wobec krajowej opozycji, przyjmując, że wszelka krytyka oznacza jej osłabianie i jest korzystna dla władzy, równa się więc zdradzie interesów społecznych i narodowych.

Nawet klęska związkowej emanacji opozycji – Solidarności – nie wywołała żadnej refleksji, nie mówiąc już o próbie podsumowania dokonań tego wyjątkowego w krajach demokracji ludowej ruchu. Piśmiennictwo emigracyjne, podobnie jak krajowe, wydawane poza oficjalnym obiegiem, uświęciło ofiarę Solidarności, idealistycznie widząc w niej zwieńczenie dziejów polskich zrywów narodowych i uwalniając ją – jak miało to miejsce w przypadku wcześniejszych powstań, z warszawskim na czele – od oceny jej celów i działań przez pryzmat ich realnych skutków. Zwalniając Solidarność z odpowiedzialności za historię, którą współtworzyła, całą winę za niepowodzenie próby reform społecznych zrzucono na „totalitarny i zbrodniczy reżim komunistyczny”. Stało się tak, mimo że Solidarność od początku stylizowała się na modłę antypolitycznej tradycji narodowej, co w połączeniu z nieumiarkowaniem, moralizowaniem, zastępowaniem teatralnymi gestami sprytu politycznego i umysłowym kolektywizmem musiało przypieczętować jej los.

Od totalitaryzmu do autorytaryzmu

Autor tego wyjątkowego tekstu, historyk idei prof. Andrzej Walicki, wychodził z założenia, że jedyna możliwa strategia pożądanych przemian idących w kierunku poszerzenia zakresu wolności w Polsce musiałaby uwzględniać, z uwagi na realia polityczne i uwarunkowania międzynarodowe, jakiś rodzaj kohabitacji i współpracy z władzą państwową, a dokładniej z jej frakcją reformistyczną, co w praktyce oznaczało warunkowe uznanie państwa i władz PRL przez opozycję.

Odrębność jego wizji politycznej od wizji dominującej w środowisku intelektualnym bliskim autorowi dała o sobie znać jeszcze w latach 50. W odróżnieniu od rewizjonistów, którzy w okresie destalinizacji wystąpili z programem budowy socjalizmu bez wypaczeń, Walicki, który marksistą nie był, nie uważał, by pożądane zmiany musiały się odwoływać do ideologii marksistowskiej w jej humanistycznej wersji. Inaczej niż rewizjoniści, którzy liczyli na reformy poprzez zreformowany system (demokratyczny socjalizm), Walicki stawiał na reformy poprzez zreformowanych ludzi władzy. Nie spodziewał się wiele po wewnętrznej demokratyzacji aparatu partyjnego. Tego rodzaju program napawał go raczej lękiem niż nadzieją. Budził obawy o roztrwonienie energii na jałowe spory polityczne, co z kolei groziłoby rozrostem ideologicznego sekciarstwa, a nie pomniejszało znaczenie ideologii.

Bardziej zależało mu na ograniczeniu władzy partii nad społeczeństwem, na zwiększeniu jego swobód – osobistych, kulturalnych, intelektualnych – niż na jakkolwiek rozumianym dzieleniu się władzą czy udziale społeczeństwa we władzy. Było całkiem zrozumiałe, że rewizjoniści nie będą w stanie się porozumieć ze stalinistami, a dla partyjnych odwilżowców będą zbyt radykalni i niebezpieczni politycznie. Program rewizjonizmu musiał zatem przegrać za sprawą jego wewnętrznej sprzeczności, a także przez brak wyczucia realnych granic kontestacji i nieumiejętność dostrzeżenia po drugiej stronie partnerów do rozmowy.

W latach 60. stanowisko intelektualistów opozycyjnych, które najpełniej wyrażał Leszek Kołakowski, stawało się coraz bardziej nieprzejednane. Mimo że odwilż przyniosła pożądane zmiany, on – wbrew oczywistości – twierdził coś wręcz przeciwnego, że popaździernikowa zmiana władzy oznaczała początek końca odwilży. Inni jeszcze bardziej radykalizowali to stanowisko, mówiąc wręcz o początku restalinizacji.

Można więc powiedzieć, że wizja Walickiego była propozycją zrobienia kolejnego, po odwilży, kroku na drodze detotalitaryzacji ustroju. Chodziło nie o reformowanie socjalizmu i szukanie humanistycznej wersji marksizmu, ale o osłabianie znaczenia ideologii, poszerzanie zakresów wolności jednostki i zwiększanie autonomii Polski wobec Kremla, za cenę zaakceptowania ograniczeń wynikających z położenia Polski i zrozumiałych w kategoriach realizmu politycznego. Uwarunkowania te oznaczały, że władza polityczna nadal będzie spoczywać w rękach aparatu partyjnego, ale będzie ona ograniczona; że nadal będzie to system autorytarny i niedemokratyczny, ale już nie totalitarny, nie wszechwładny. Pogląd ten potwierdza zarówno teoria politologiczna (Juan Linz), jak i doświadczenie krajów strefy radzieckiej i samego ZSRR.

Autor uważał, że Moskwa mogłaby uznać taką ewolucję za korzystną także z jej punktu widzenia i zaakceptować ją. Władza w podporządkowanym jej państwie byłaby oparta już nie na strachu i terrorze, ale na warunkowym przyzwoleniu społeczeństwa. Legitymizowałaby się więc nie tyle przymusem i ideologią, ile swego rodzaju umową społeczną, a to byłaby zmiana fundamentalna. Nie tylko umocniłoby to podstawy jej wewnętrznej stabilności. Podniósłby się także prestiż międzynarodowy, i to nie wyłącznie tej władzy, ale całej konstrukcji państw skupionych wokół ZSRR. Rozwiązanie to niosłoby pewne korzyści pragmatyczne, ułatwiając procesy zarządzania zarówno na poziomie poszczególnych państw, jak i z perspektywy Kremla. Czy były to jedynie pobożne życzenia? Przecież zaledwie kilka lat później, za Gorbaczowa, ZSRR pozwolił satelitom na znacznie więcej – na zupełną zmianę ustroju i odzyskanie suwerenności. Poza tym nawet w czasach stalinowskich pewne cele i decyzje władz PRL cieszyły się znacznym poparciem społecznym. Konfrontacyjna strategia opozycji, obliczona na pogłębianie przepaści między społeczeństwem a władzą, abstrahowała od tego faktu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 2/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Rep. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 2/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy