Mafijny lockdown

Mafijny lockdown

Grupy przestępcze w Ameryce Południowej budują sobie zaplecze społeczne, niosąc pomoc tym, o których państwo zapomniało

„Będziemy zabijać, by chronić życie innych ludzi” – tymi słowami kończy się ulotka rozpowszechniana przez Armię Wyzwolenia Narodowego (Ejército de Liberación Nacional, ELN), największą organizację przestępczą w Kolumbii. Jak podaje raport Human Rights Watch, w 11 z 32 stanów tego kraju zbrojne grupy wprowadzają na kontrolowanych przez siebie terenach własny lockdown. Przekazywane za pomocą WhatsAppa ograniczenia dotyczą zasad przemieszczania się, wykonywania poszczególnych zawodów czy godzin otwarcia sklepów. Osobom nieprzestrzegającym rygorystycznych zaleceń grozi śmierć. Według aktywistów HRW co najmniej osiem osób poniosło najwyższą karę za nieprzestrzeganie mafijnej kwarantanny.

W jaki sposób gangi Ameryki Południowej postanowiły uszczknąć kawałek pandemicznego tortu i wykorzystać światową tragedię do własnych celów? Jaki może mieć to wpływ na całe południowoamerykańskie społeczeństwo?

Kryminalne zarządzanie kryzysowe

W maju Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła Amerykę Południową nowym centrum pandemii COVID-19. Dzisiaj takie kraje jak Brazylia, Peru, Kolumbia, Chile czy Meksyk znajdują się w ścisłej czołówce państw najmocniej dotkniętych kryzysem spowodowanym postępem choroby. Rządy muszą się zmagać i z lawinowo rosnącą liczbą zakażonych, i z problemem kryminalnego zarządzania – w miejscach, do których nie dociera władza, pustkę wypełniają partyzantki, mafie i gangi. Organizują pomoc dla najbardziej potrzebujących mieszkańców biednych osiedli wielkich miast czy chłopów z cywilizacyjnych peryferii. Rządzący pozostawili ich samym sobie – w izolacji, bez środków do życia. Plagą tego kontynentu jest nieformalne zatrudnienie, a pandemia sprawiła, że rzesze ludzi, których los był zależny od pracy z dnia na dzień, zostali niespodziewanie odcięci od wszelkich źródeł zarobku. Tragiczną sytuację, w której znaleźli się najbiedniejsi taksówkarze, uliczni sprzedawcy kanapek, rolnicy z prowincji czy handlarze chińskimi słuchawkami ze śródmiejskich stacji metra, wykorzystały organizacje przestępcze, które makaronem, mąką i mydłem kupują zaufanie mieszkańców kontrolowanych przez siebie terenów.

W Meksyku żołnierze Kartelu z Zatoki (Cártel del Golfo) roznoszą paczki z żywnością sygnowane logo swojej organizacji. Na filmach umieszczonych na Facebooku uśmiechnięci przedstawiciele wiejskich społeczności stanu Jalisco, ściskając plastikowe torby z pomocą, radośnie skandują: „Dziękujemy, El Mencho!” (przydomek Nemesia Oseguery Cervantesa – przyp. aut.). Wychwalają szefa jednego z najniebezpieczniejszych karteli w kraju – CJNG (Cártel Jalisco Nueva Generación), tego samego, który zasłynął budową szpitala w El Alcíhuatl, gdzie leczy swoich żołnierzy oraz członków lokalnych komun.

Identyczne działania podejmują gangi z kolumbijskich puszcz, przedmieść chilijskiego Santiago czy brazylijskiego São Paulo, jednak brakuje im rozmachu, charakterystycznego dla narcos z północy Meksyku. W fawelach Rio de Janeiro – najbiedniejszych osiedlach światowej stolicy karnawału – żołnierze mafii rozwieszają plakaty informujące o normach sanitarnych, dostarczają pojemniki z płynem dezynfekującym do punktów poboru wody pitnej, blokują ruch turystyczny. Swoje działania tłumaczą chęcią ochrony żyjących tam osób, lecz nie kierują nimi wyłącznie altruizm i troska. Jak pisze „The Guardian”, wszystkich, którzy nie będą przestrzegać zasad nowej kwarantanny, czekają brutalne konsekwencje.

Stabilizacja w odwrocie

Koronawirus obnażył dysproporcje ekonomiczne Ameryki Południowej. Załamanie systemu gospodarczego poszczególnych krajów może spowodować kryzys humanitarny na niespotykaną skalę. Alicia Bárcena z komisji ONZ ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów, autorka raportu o koronawirusie, stwierdza, że spowolnienie gospodarcze przyczyni się do redukcji 44 mln miejsc pracy na kontynencie. Liczba Latynosów żyjących w skrajnej biedzie może się zwiększyć o 45 mln. Nowe rzesze potrzebujących będą szukać wsparcia u gangów, których pomoc, nawet niewielka, okazuje się niezwykle potrzebna.

Jak podkreśla Angélica Durán-Martínez, ekspertka ds. przestępczości zorganizowanej w krajach Ameryki Południowej, w rozmowie dla portalu InSight Crime, pandemia i dalsze oddawanie pola gangom przez rządy poszczególnych państw spowodują bezprecedensowy rozwój największych organizacji i krwawe walki o przetrwanie pomiędzy mniejszymi graczami. Może to doprowadzić do eskalacji mafijnych konfliktów na niespotykaną skalę. Zresztą już teraz to widać. Początki kwarantanny w São Paulo w porównaniu do zeszłego roku (w okresie od stycznia do kwietnia) przyniosły 30-procentowy wzrost liczby zabitych w wyniku działań policji. W Kolumbii byli bojownicy FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia, Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii), zdemilitaryzowani po podpisaniu historycznego porozumienia z rządem w 2016 r., uciekają z obozów reedukacyjnych i ponownie chwytają za broń, zasilając szeregi mniejszych grup powstałych po rozpadzie organizacji matki. Strzelaniny i przemoc stają się codziennością na ulicach chilijskiego Santiago.

Pandemiczna profilaktyka i pomoc najbiedniejszym oznaczają dalsze cementowanie władzy, którą mają gangsterzy na kontrolowanych przez siebie terenach. Wysyłają oni prostą wiadomość: „Rząd nie jest wam potrzebny, macie przecież nas. Róbcie, co każemy, a nikomu nie stanie się krzywda”. Z jednej strony, boją się o własne zdrowie, dlatego reperkusje dla łamiących zasady kwarantanny są tak brutalne. Z drugiej, jest to okazja do zyskania zaufania lokalnych społeczności i zacieśnienia więzów pomiędzy mieszkańcami a organizacją przestępczą. Pozwoli to na poszerzanie stref wpływów, zapewni nowych rekrutów, chcących spłacić „dług wdzięczności” zaciągnięty w czasie pandemii. To z kolei pozwoli na dalszą nielegalną działalność: produkcję i handel narkotykami, przemyt broni i ludzi, wydobywanie minerałów i wycinkę egzotycznego drewna.

Kolonizacja umysłów

Największym zagrożeniem jest jednak zaszczepienie w społeczeństwie poglądu, że mafia może być realną alternatywą dla demokratycznie wybieranej władzy centralnej. Przy ogromie problemów związanych z wdrażaniem kwarantanny, zamykaniem granic i wygaszaniem całej państwowej ekonomii losy poszczególnych mieszkańców kraju schodzą na dalszy plan. Sprawia to, że zwłaszcza najbiedniejsi czują się pominięci przez system, który miał ich chronić. Mafijni żołnierze – mordercy, przemytnicy narkotyków i handlarze ludźmi – przynoszący tak potrzebne jedzenie i środki czystości, są witani kwiatami, okrzykami radości i łzami szczęścia.

Podczas gdy rządy zajęte są próbą opanowania sytuacji w skali makro, władza na poziomie lokalnym, tam, gdzie umożliwiła to nieobecność legalnej administracji, została przejęta przez mafie. Gangi są stałym elementem południowoamerykańskiego pejzażu biednych dzielnic miast czy wsi. Obecne działania mogą prowadzić wyłącznie grupy, które od dawna istnieją w tamtej przestrzeni, mają realne wpływy i kontrolę. Stanowią one integralną część lokalnych społeczności, dlatego egzekwowanie przestrzegania kwarantanny czy zapobieganie spekulacjom cenowym ma również na celu ochronę środowiska, w którym na co dzień operują. Z jednej strony, bezwzględnie wykorzystują więc tragiczną sytuację do rozszerzania swojego władztwa i pomnażania nielegalnych wpływów, z drugiej zaś, ich zdecydowana reakcja na kryzys oraz pomoc najbardziej potrzebującym przyczyniają się do ratowania tysięcy Latynosów z nizin społecznych, którzy nie mogą liczyć na rządowe wsparcie.

Świadomość, że w czasie kryzysu z pomocą przychodzi mafia, a nie przedstawiciele rządu, może mieć poważne konsekwencje w nadchodzących latach. „Kolonizowanie umysłów” w tej formie może spowodować, że wojna z przestępczością, praktycznie niemożliwa bez współpracy ze strony lokalnych społeczności, okaże się trudna jak nigdy wcześniej.

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 50/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy