Magik Bogiem?

Magik Bogiem?

Jak się robi film o legendzie hip-hopu Leszek Dawid – (ur. w 1971 r.) absolwent wydziału reżyserii PWSFTViT, zainteresowany kinem społecznym. W tym nurcie zrealizował nagrodzony m.in. Srebrnym Smokiem na Krakowskim Festiwalu Filmowym „Bar na Victorii” oraz nominowany do Złotych Lwów „Ki”. Maciej Pisuk – (ur. w 1965 r.) scenarzysta, pisarz, script doctor i fotograf, absolwent Studium Scenariuszowego PWSFTViT. Autor sztuki telewizyjnej „Gwiazdy i los człowieka”. Za scenariusz do filmu „Jesteś Bogiem” otrzymał Nagrodę Specjalną Marszałka Województwa Mazowieckiego w Polskiej Edycji Konkursu Scenariuszowego Hartley-Merrill za rok 2010. Na Śląsku, w katowickiej dzielnicy Bogucice i w Mikołowie, powstały zdjęcia do filmu „Jesteś Bogiem” o zespole Paktofonika, w reżyserii Leszka Dawida, do scenariusza Macieja Pisuka. Członkowie grupy: Magik, Rahim i Fokus, przyczynili się do ukształtowania polskiej sceny hiphopowej. Rozwijająca się kariera zespołu, istniejącego od 1998 r., stanęła pod znakiem zapytania w roku 2001, gdy lider, Magik, popełnił samobójstwo. Paktofonika zakończyła działalność dwa lata później. Film „Jesteś Bogiem” otworzył festiwal filmowy w Gdyni i był pokazywany w konkursie głównym. Rozmawia Anna Tarnawska Kim jest bohater waszego filmu? Leszek Dawid: – Widzę człowieka, który jest straszliwie samotny. I wszystko, co jest wokół niego, łącznie z Polską lat 1998-2000, sprawia, że ta samotność się pogłębia. Miejsce, w którym Magik się rodzi, przemiany, które w tym kraju zachodzą, świat, który go otacza, tylko potęgują poczucie samotności i niemożność funkcjonowania w rzeczywistości na takich zasadach, na jakich by się chciało. Jest to czas osadzania się młodego kapitalizmu w Polsce. Można ostrożnie powiedzieć, że Magik jest ofiarą tego systemu i tego czasu, ale problem tkwi dużo głębiej. Jest to sprawa pewnej wrażliwości, braku mechanizmów wewnętrznych, które sprawiają, że człowiek nie może na tę rzeczywistość odpowiednio zareagować. Magik jest bohaterem tego czasu, dlatego że jest idealną postacią, skupiającą w sobie wszystkie ważne elementy. Maciek (Pisuk – przyp. red.) dokonał szczegółowej analizy postaci w obrębie kontekstu, w którym ona funkcjonuje, i ten kontekst ma olbrzymi wpływ na to, jak to wszystko się rozwiązało z postacią Magika, z jego wrażliwością. Maciej Pisuk: – Ta historia i postać Magika wyłaniały się stopniowo. Od 1999 r. szukałem wyrazistej, czystej historii. W 2001 r. trafiłem w „Dużym Formacie” na artykuł Lidii Ostałowskiej o zespole Paktofonika i jego legendarnym liderze, Magiku. Wiedziałem, że mam do czynienia z ludźmi, którzy są warci współczesnego filmu. Że jest to historia pokolenia testu, którego sukces czy porażka mają wymiar symboliczny, gdyż, mówiąc w pewnym uproszczeniu, są sukcesem lub klęską „nowej Polski”. Wciąż jednak nie wiedziałem, jaka jest rola poszczególnych postaci tej historii. Jasne, Magik popełnił samobójstwo i to jest coś niezwykle istotnego, w jego przypadku dawka dramatu jest najwyższa. Ale miałem opory przed tym, żeby zrobić Magika głównym bohaterem. Bo oto przyjeżdża facet z Warszawy, reprezentuje media, które rzucają się na tego rodzaju pikantne historie. Samobójstwo idola – to się dobrze sprzeda. Pomyślałem, że może by opowiedzieć o tym od strony Fokusa. Ale uznałem, że muszę wypełnić luki, które pojawiły się w tekście Ostałowskiej. Zagłębiając się w historię, poznałem losy tego człowieka i zdałem sobie sprawę, że to właśnie on jest jej centralną postacią, więc nie uniknę tego w filmie. Magik jest kimś, kto ucieleśnia zbiorowe lęki i nadzieje i zmaga się z tymi problemami, które są naszym wspólnym doświadczeniem, ale skumulowanym w rzeczywistości medialnej: z walką o wizerunek, z tym, że sukces danej osoby jest weryfikowany przez media, że gubimy samych siebie, że oddala nas sfera wirtualna. Dlatego jego postać nabiera rangi symbolu i dlatego jest on osobą ważną, o której warto opowiadać. WYPROWADZKA Co skłoniło cię do przeprowadzenia się do Katowic? Maciej Pisuk: – Przed 2000 r. nie słuchałem hip-hopu. Nie miałem żadnego wyrazistego stosunku do tej muzyki. Poruszyła mnie historia. Zanim wybrałem się do menedżera Paktofoniki, oczywiście kupiłem płytę. Uświadomiłem sobie, że znam niektóre kawałki. Kiedy przesłuchałem płytę po raz drugi, potem trzeci, bardzo to doceniłem. Myślę, że stało się tak, bo wykonałem pewną pracę, żeby móc to ogarnąć, dopuścić do siebie. I kiedy się otworzyłem, ta muzyka wydała mi się prawdziwa, świeża, odkrywcza.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2012, 2012

Kategorie: Kultura