Magister do kwadratu

Magister do kwadratu

Studiowanie na dwóch kierunkach staje się koniecznością

Studiowanie na dwóch kierunkach to dowód, że powoli dostosowujemy się do zachodnich standardów – mówi prof. Janusz Adamowski z Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. – Młodzi ludzie mają świadomość, że pewnie będą musieli zmienić zawód. A studiowanie na dwóch kierunkach im to ułatwi.
– Robię to dla przyszłej pracy, a jeśli przy okazji czegoś się nauczę, tym lepiej dla mnie – żartują studenci. Choć ich sytuacja wcale nie jest wesoła.
Julia Maślankiewicz jeszcze do niedawna studiowała na dwóch kierunkach – zaocznej polonistyce na Uniwersytecie Warszawskim i pedagogice specjalnej w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Oba kierunki zaczynała od pierwszego roku. Formalności udało się załatwić w miarę sprawnie. Teoretycznie trzeba było mieć pozwolenie z obu uczelni, ale to jej uszło płazem. Może dlatego, że dziekan był na urlopie. – Trochę ryzykowałam, ale wolałam to niż niekończące się wędrówki po dziekanatach – opowiada. Wytrzymała niecały rok. Z polonistyki zrezygnowała w maju, jeszcze przed sesją. – Było naprawdę ciężko. Teraz już wiem, że polonistyki nie da się uczciwie studiować zaocznie, poza tym to pedagogika była dla mnie najważniejsza. A czułam, że robię coś kosztem czegoś – mówi Julia, która zawsze chciała być dwuzawodowa. – Już wiem, że nie powinnam zaczynać od pierwszego roku. Poczekam jeszcze dwa lata i wtedy coś dla siebie znajdę. Najchętniej socjologię, bo przed nią jest przyszłość. Ale na pewno byłoby mi łatwiej, gdyby wykładowcy podchodzili do takich ludzi jak ja bardziej życzliwie. Tymczasem każdy tak traktuje swój wydział, jakby niczego ciekawego na świecie już nie było. Szkoda – podsumowuje Julia.
– Nikomu nie radzę rozpoczynania nauki na dwóch kierunkach właśnie na pierwszym roku, bo jest on kluczowy – przekonuje prof. Adamowski. – Młodzi ludzie często przeżywają szok. To już nie liceum, trzeba przestawić się na inny rytm pracy. Ale jestem daleki od utrudniania życia tym młodym ludziom, którzy próbują robić coś więcej. Rzecz polega tylko na takim pomaganiu, żeby jednocześnie nie obniżać poziomu nauczania.
Siedem dni w tygodniu w szkole to z kolei sposób na przyszłość Piotra Krzemińskiego. I tylko czasem przyznaje, że to przesada. – Bywa, że układam wszystko co do godziny. Ale do niczego się nie zmuszam. Owszem, nie zawsze mam czas wyjść w tygodniu do pubu czy w piątek na imprezę – mówi. Od poniedziałku do piątku studiuje na II roku geologię na UW, a w weekendy – I rok psychologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. – Co jakiś czas muszę mieć dzień zupełnego odpoczynku od nauki – przyznaje. – Najlepiej pójść wtedy do kina albo na pizzę ze znajomymi. To pomaga.
– Rozmawiałem z absolwentami i rzadko który pracuje w zawodzie. To oni zdradzili mi złotą zasadę, że do dyplomu renomowanej państwowej uczelni warto dorobić coś jeszcze – tłumaczy. Ale zanim zaczął drugie studia, czekało go sporo biurokracji. Najpierw podanie do rodzimej uczelni o możliwość przedstawienia oryginalnych dokumentów na innej. Potem rozmowa z dziekanem, która, jak się nie ma dość szczęścia, przypomina spowiedź na dywaniku. – Mnie się udało. Po kilku obietnicach, że nie będę opuszczał zajęć, dziekan wyraził zgodę – mówi Piotr. Ale jego koleżanka miała znacznie więcej problemów. – Dostała się jednocześnie na geologię i na SGGW. Oba kierunki w trybie dziennym. Władze uczelni postawiły zdecydowane weto. Dziekan się zgodził dopiero po kilku spotkaniach, ale z olbrzymimi oporami.
– Drugi kierunek na innej uczelni to dobra metoda. Uniwersytet bardzo chętnie współpracuje z renomowanymi uczelniami. Najlepsi studenci mają możliwość studiowania w tych dwóch miejscach i z tego, co wiem, zainteresowanie jest bardzo duże – podsumowuje prof. Adamowski z UW.
– Ekonomię na uniwersytecie zacząłem zupełnie przypadkowo. Po pierwszym roku oblałem całą sesję na matematyce i trzeba było jakoś się ratować. Zdałem więc na ekonomię, a potem we wrześniu nadrobiłem poprzednie zaległości. I tak już zostało – swoją historię opowiada Grzegorz Karczmarczyk. Teraz już nie uważa takiego studiowania za żaden wyczyn. Poza tym oba kierunki mają ze sobą wiele wspólnego i łatwo je pogodzić. Część zajęć się powtarza. – Drugie studia muszą być rozsądnym wyborem. Nie ma co się brać do kierunków pokrewnych. To zbędny wysiłek, który i tak nie poprawi naszej sytuacji na rynku pracy – przekonuje tymczasem prof. Adamowski. Dodaje jednak: – Chyba że ktoś chce zostać w przyszłości wybitnym specjalistą w danej dziedzinie i myśli tylko o poszerzaniu wiedzy.
– Niektórzy wykładowcy na ekonomii wpisują mi piątki z przedmiotów, które wcześniej zaliczyłem na matematyce. Niczego mi nie utrudniają – opowiada Grzegorz. Przyznaje jednak, że nie ma lekko. Tradycyjne studenckie życie kojarzy się raczej z imprezami, a on zwyczajnie nie ma na nie czasu. – Może to i lepiej, bo jestem samotnikiem. Rodzice trochę się o mnie martwią. Poza tym, że mam masę nauki, jestem jeszcze harcerzem i daję korepetycje. Sporo egzaminów muszę zdawać w drugim terminie. To wszystko razem wymaga olbrzymiego zorganizowania.


Bezkarna nauka przez Internet?

Obowiązujące przepisy nie przewidują kształcenia na odległość, ale coraz częściej uczelnie próbują korzystać z tej formy. MENiS nie akceptuje takich działań i podejmuje próby wyeliminowania studiów wirtualnych.
Być może, kształcenie przez Internet zostanie uregulowane w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym, ale do tej pory uczelnie powinny prowadzić kształcenie według aktualnie obowiązujących reguł, a więc organizować ćwiczenia i wykłady, w których aktywnie uczestniczą studenci. Zajęcia prowadzone drogą satelitarną, np. wykłady z niektórych przedmiotów, mogłyby jedynie uzupełniać proces dydaktyczny, nie mogą być uznane za podstawową formę kształcenia.
Oprac. na podst. materiałów MENiS.

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy