Szofer Cruise’a wpadł pod Paryżem

Szofer Cruise’a wpadł pod Paryżem

Historia Chwedczuka i działań w jego sprawie to ilustracja polish joke

Jest finał historii opisywanej niedawno na naszych łamach, a dotyczącej 26-letniego Dariusza Chwedczuka, który w rodzinnej Białej Podlaskiej pobił policjanta, zabrał mu pistolet i jeździł skradzionym motorem, a po latach na Manhattanie woził limuzyną marki Maybach Kate Moss i Willema Dafoe, a ostatnio Toma Cruise’a na premierę najnowszego, trzeciego odcinka „Mission Impossible”.
– To, że Chwedczuk wpadł, to naprawdę mission impossible – mówi kapitan nowojorskiej policji, który zna sprawę. – Szansa, że jeszcze kiedyś znajdzie się w rękach polskiej policji, po tym jak się brano za jego schwytanie, naprawdę była bliska zeru.

Jak w polskim dowcipie
Wszystko w tej sprawie układa się w stereotyp polish joke. Najpierw 18-latek napadł w kwietniu 1998 r. policjanta i zrabował mu broń oraz motocykl. W maju tegoż roku został aresztowany i po trzech miesiącach wypuszczony na wniosek prokuratora (młody wiek, niekaralność, dobra opinia). Sprawy w sądzie się nie doczekał, bo prokurator „zapomniał”, że Chwedczuk może mieć paszport.
Potem wydano euronakaz jego aresztowania, mimo że dzwonił do rodziny, słał listy i paczki do Białej Podlaskiej z… Nowego Jorku. Prokuratura uważała, że nakaz europejski automatycznie działa także w USA.
Kiedy Chwedczuk przyszedł do polonijnej gazety pochwalić się wożeniem Cruise’a, żeby zareklamować siebie i swoją firmę, dziennikarz nawet nie sprawdził, czy ona w ogóle istnieje i co o Chwedczuku można znaleźć w internecie. A można było znaleźć… list gończy lubelskiej policji.
Kiedy wiedza o kierowcy z Nowego Jorku dotarła już do kraju, organa ścigania miały się zwrócić do Amerykanów o pomoc, ale równocześnie informacje te upubliczniono w lokalnej prasie, czytanej przez rodzinę Chwedczuka. A ta oczywiście go uprzedziła. Nowojorska policja o tym, że ma ewentualnie zatrzymać szofera, nic nie wiedziała.
Chwedczuk bynajmniej nie czekał na dalszy rozwój wypadków. Szybko wyprowadził się z mieszkania w okolicy Metropolitan Avenue na Queensie, a maybacha zostawił wspólnikowi. I tyle go widziano.
– Skoro wiedział, że jest za nim europejski nakaz, zgodnie z logiką powinien zniknąć gdzieś w Ameryce. Północnej, a jeszcze lepiej w Ameryce Środkowej lub Południowej – mówi kapitan nowojorskiej policji. Tak zrobiłoby dziewięciu na dziesięciu amerykańskich gagatków.
Nie Polak jednak. Chwedczuk – utrzymując się w konwencji dowcipu – niekonwencjonalnie postanowił uciekać tam, gdzie go szukają. Odleciał do Francji.

30 maja, czwarta rano
Wiedza o szczegółach zatrzymania Dariusza Chwedczuka jest niepełna. Nastąpiło to krótko przed czwartą rano, 30 maja br. pod Paryżem. Skąd Francuzi dowiedzieli się o Polaku?
Jedna z hipotez wygląda tak: po 11 września 2001 r. istnieje dobrze funkcjonujący system wymiany danych o pasażerach latających do i ze Stanów Zjednoczonych. Niedawno notabene Unia Europejska uznała go za nielegalny w świetle prawa europejskiego. Francuzi mogli zostać uprzedzeni przez Amerykanów, że ktoś, kogo mają na liście ściganych, ku nim podąża.
Francuska policja zatrzymała Polaka, ale rychło okazało się, że polska przygoda trwa. Wystawiony przez stronę polską euronakaz obarczony był błędami prawnymi uniemożliwiającymi jego wykonanie. Znów brzmi to jak dowcip, ale nim nie jest. Zaczął się wyścig z czasem, bo po 48 godzinach Francuzi powinni albo Chwedczuka aresztować, albo wypuścić. Szczęśliwie udało się wszystko pouzupełniać… dosłownie za pięć dwunasta.
Następnym krokiem będzie teraz postawienie poszukiwanego przed sądem francuskim, który orzeknie, czy zostanie on wydany Polsce na podstawie euronakazu. Przypomnijmy, że dokument ten w świetle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego jest niezgodny z ustawą zasadniczą RP, co TK stwierdził ponad rok temu, zalecając dostosowanie polskiego prawa do europejskiego standardu w ciągu 18 miesięcy. Termin mija po wakacjach. Niedawno zaś kwestia ulokowania euronakazu aresztowania w polskim systemie prawnym wywołała kontrowersje w orzecznictwie, gdy w Suwałkach zatrzymano 17-letniego polskiego Roma podejrzanego o zabójstwo nastolatka na dworcu w Brukseli. Orzekała sędzia Barbara Piwnik, podejrzanego broni przed wydaniem Belgom kancelaria Tadeusza de Viriona.

Biała Podlaska czeka
Wymiar sprawiedliwości w rodzinnym mieście Dariusza Chwedczuka nie może się doczekać jego powrotu. Lokalna prokuratura jest przekonana, że decyzje francuskiego sądu pozwolą jej na dokończenie postępowania, jakie wszczęła osiem lat temu. Jej ambicją jest, żeby oskarżany przez bialskiego prokuratora Chwedczuk stanął przed bialskim sądem, który teoretycznie może wydać wyrok nawet 12 lat pozbawienia wolności, chodzi bowiem o napaść na policjanta, nielegalne posiadanie broni i kradzież mienia.
Gdzieś w tle majaczy pytanie z dowcipu: dlaczego bialscy stróże prawa tak uprzejmie potraktowali krajana osiem lat temu? Gdyby stało się inaczej, pewnie nie poznałby on Toma Cruisae’a ani innych ciekawych osób, ale może dziś byłby już… wolnym człowiekiem.

 

Nowy Jork

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy