Rzeka pełna mleka

Rzeka pełna mleka

Nasz „biały rynek” w coraz większym stopniu spełnia wyśrubowane normy jakościowe Unii Europejskiej

Nie ma chyba drugiej dziedziny polskiego rolnictwa, która w minionych latach dokonałaby takiego postępu jak mleczarstwo. Obfitość przetworów i ogromna konkurencja panująca na naszym „białym rynku” sprawiły, iż w szybkim tempie następowały procesy modernizacyjne, dzięki czemu dystans dzielący nas od zjednoczonej Europy bardzo się skrócił. Woda bieżąca w oborach, urządzenia do schładzania, mechaniczne dojarki – to już niemal codzienność krajowej hodowli krów, jeszcze kilka lat temu stanowiąca egzotykę. Dziś do skupu trafia w Polsce wyłącznie mleko klasy ekstra i I. A przecież nie tak dawno klasy II i III były pełnoprawnym surowcem do wyrobu przetworów mlecznych.

Krowa to brzmi dumnie

Produkcja mleka jest w Polsce coraz ważniejsza – ale i w Unii Europejskiej stanowi jeden z najistotniejszych sektorów rolniczych. Co piąty litr mleka na świecie jest dawany przez unijne krowy. Mogłoby być znacznie więcej, jednak od 1984 r. we wszystkich państwach Unii obowiązuje kwotowanie, czyli określanie dopuszczalnej wielkości towarowej produkcji mleka, jaka przypada na każdy kraj. Następnym etapem było rozdzielenie przyznanych kwot pomiędzy producentów mleka. Chodzi o to, by Unii nie zalała rzeka mleka, niemożliwa do spożycia na miejscu czy wyeksportowania.
Producenci muszą się ograniczać – mogą jednak także liczyć na wsparcie udzielane w ramach mechanizmów Wspólnej Polityki Rolnej po to, by utrzymać rynkową cenę mleka i jego przetworów na konkurencyjnym, w miarę niskim poziomie (patrz: ramka). Naturalnie obszar Unii Europejskiej jest chroniony wysokimi cłami zaporowymi na import produktów mleczarskich z innych państw, zaś rodzimi producenci otrzymują dopłaty do swego eksportu. Ze wszystkich tych rozwiązań korzystać będą także nasi wytwórcy mleka i jego przetworów. Ba, ci hodowcy, którzy zechcą rozwijać chów krów tradycyjnej rasy czerwonej polskiej, mogą uzyskać z unijnych funduszy dofinansowanie na rozwój obszarów wiejskich.

Jeszcze mamy rezerwę

Oczywiście, każdemu członkowi Unii zależy na otrzymywaniu jak najwyższej kwoty mlecznej. Zabiegała o to także Polska. W wyniku negocjacji przedakcesyjnych ustalono ją na poziomie 8,96 mln ton mleka rocznie. To korzystny rezultat, bo przekracza o prawie 0,5 mln ton obecną sprzedaż mleka w naszym kraju, a więc stwarza jeszcze rezerwy dla polskich producentów.
Nasza „biała rzeka” została uregulowana ustawą (weszła w życie z początkiem ub.r.) dotyczącą rynku mleka i przetworów mlecznych. Zgodnie z jej zapisami, nasi producenci muszą mieć przyznaną indywidualną kwotę mleczną. Od 1 kwietnia 2004 r. mleko i przetwory mleczne wyprodukowane w gospodarstwie niemającym przydzielonej kwoty mlecznej nie będą mogły być sprzedawane – ani do mleczarni czy sklepu, ani nawet na targu. Podobnie nie będzie wolno sprzedawać mleka w ilościach przekraczających indywidualną kwotę. Producent, który się tego dopuści, zapłaci karę. Warto tu dodać, że kwota mleczna jest przedmiotem dziedziczenia. Otrzyma ją w spadku osoba, której przekazano gospodarstwo rolne.

Kafelków nie trzeba

Po wejściu Polski do Unii do obrotu rynkowego będzie dopuszczone jedynie mleko najwyższej klasy ekstra. Najważniejszym problemem polskiej branży mleczarskiej w procesie integracji z UE jest zatem osiągnięcie unijnych norm jakościowych. Spełnia je coraz więcej mleczarni – w grudniu 2002 było ich 26, teraz już 38, a za rok do tej czołówki dołączy 178 następnych. Zgodnie z okresem przejściowym, wynegocjowanym dla polskiego mleczarstwa, wszystkie zakłady mają osiągnąć standard Unii do końca 2006 r.
Oczywiście, czyste muszą też być krowy u hodowców. Nikt jednak – wbrew powtarzanym czasem plotkom – nie każe wykładać ścian obory kafelkami. W Unii nie obowiązują takie wymogi.
Jak stwierdza prof. Zygmunt Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, „modernizacja i racjonalizacja procesów przetwórczych sprzyjać będzie utrzymywaniu się jeszcze przez dłuższy okres konkurencyjności cenowej polskiego mleczarstwa”. To zaś oznacza, że podobnie jak dotychczas w handlu artykułami mleczarskimi ze „starymi” członkami Unii eksport będzie przeważać nad importem. Dotyczy to zwłaszcza takich polskich wyrobów jak masło, sery dojrzewające, serki smakowe i desery mleczne. Perspektywy, jakie się rysują przed naszym producentami mleka w zjednoczonej Europie, są więc zachęcające. A dotyczy to ponad 400 tys. rolników.


Jak Unia pomaga swym producentom mleka

* W państwach UE prowadzony jest interwencyjny skup odtłuszczonego mleka w proszku.

* Mleczarnie otrzymują dotacje za chude mleko przeznaczane na paszę.

* Gdy limity skupu mleka w proszku zostaną przekroczone, uruchamia się system dopłat do magazynowania mleka w proszku

* Produkcja masła jest objęta skupem interwencyjnym oraz dopłatami do przechowywania masła w magazynach.

* Dotuje się przekazywanie masła na rzecz organizacji społecznych oraz do szkół.

* Dotowana jest także sprzedaż masła po obniżonej cenie do placówek gastronomicznych.

* Istnieje system dopłat obniżający koszt magazynowania serów długo dojrzewających.

Wydanie: 22/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy