Z zawiści, zemsty, bezinteresownej niechęci

Z zawiści, zemsty, bezinteresownej niechęci

Polacy kochają donosy, a państwo donoszenie im życzliwie umożliwia

Donosy są tak popularne, że gotowe wzory pism do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych czy urzędów skarbowych można znaleźć w sieci. Ot, choćby na stronie donosimy.waw.pl, która chętnie odwiedzana jest zwłaszcza w okresie poprzedzającym czas składania zeznań podatkowych. Donos trzeba podpisać, bo urzędy skarbowe nie zajmują się anonimami. Piszą byli pracownicy, małżonkowie, konkurencja, a informują niemal o wszystkim – o domowym handlu kosmetykami, obrocie paliwami czy nieruchomościami. Na stronach, które donosy propagują, pokazując je nie jako narzędzie walki w rodzinnych czy sąsiedzkich konfliktach, ale przejaw postawy obywatelskiej, można znaleźć informacje, że donosy muszą być „rzetelne“. Czyli zawierać dowody. Wydruki korespondencji, nagrania, fotografie. Polacy wymagania rzetelnego donoszenia chętnie spełniają.

Donos na telefon

Grażyna, emerytka: – Na mnie doniosła koleżanka z osiedla. Pracowałam we Włoszech, dorabiałam sobie do emerytury. Ile wynosiła? Około tysiąca złotych. Dzięki pracy we Włoszech, która polegała na zajmowaniu się starszą osobą i domem, mogłam jakoś w miarę normalnie żyć. To się skończyło, kiedy ZUS zrobił mi kontrolę.

W 2017 r. Państwowa Inspekcja Pracy otrzymała 7 tys. donosów, a tendencja jest wzrostowa. We wszystkich izbach administracji skarbowej w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. złożono ponad 11,5 tys. donosów. Skarbówka na donosy jest tak otwarta, że w 2018 r. uruchomiła nawet specjalny numer: Krajowy Telefon Interwencyjny Krajowej Administracji Skarbowej. I mimo że donos to pojęcie niezdefiniowane w ustawie, urzędnicy chętnie korzystają z podpowiedzi. Tego rodzaju zgłoszenia najczęściej dotyczą wynajmu mieszkania, pracy na czarno i wypłat pod stołem czy niewydawania paragonów. Urząd po otrzymaniu donosu musi przeprowadzić kontrolę.

Paweł: – Przeniosłem się za granicę, swoje mieszkanie wynająłem. Nie płaciłem podatków, ciągle odkładając sprawy urzędowe na później. Moja była żona doniosła do urzędu skarbowego. Musiałem zapłacić zaległy podatek, odsetki, dodatkowo miałem postępowanie o wykroczenie i musiałem zapłacić mandat. W sumie kilka ładnych tysięcy.

Donosy to ulubiony oręż byłych małżonków i partnerów. Zwłaszcza jeśli walka toczy się nie tylko o podział majątku, ale także o opiekę nad dziećmi, a postępowanie trwa długo i – co oczywiste – dla jednej ze stron przybiera niekorzystny obrót. Jedna z kobiet działających w ruchu społecznym na rzecz walczących o dzieci matek, które były ofiarami przemocy ze strony nie tylko partnera, ale także instytucjonalnej: – Mój były mąż zainicjował przeciwko mnie ponad 20 postępowań, wszczętych głównie na podstawie donosów. Trudno mi wymienić instytucję, której nie zaangażował, łącznie z tym, że próbował mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Wszystko dlatego, że chciał przejąć opiekę nad naszym synem.

Kto jest wielbłądem

Prawniczka zajmująca się sprawami rozwodowymi: – Panowie często wymyślają rozmaite opowieści, wydzwaniają na policję i do opieki społecznej. Donosy do Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych zdarzają się rzadko i świadczą o wyjątkowej chęci odwetu i ukierunkowaniu na zniszczenie życia byłej partnerce, matce dziecka, ale mam sprawę, w której pan, wobec którego umorzono sprawę o znęcanie się nad matką ich wspólnego dziecka i nękanie jej, znalazł sobie nowy sposób na niszczenie jej. Złożył donos do takiej właśnie komisji, postępowanie jest tu bardzo specyficzne i teraz ona, Bogu ducha winna, musi udowadniać, że nie jest wielbłądem.

Komisje działają w gminach i wszczynają procedurę, która może się zakończyć skierowaniem na leczenie odwykowe w przypadku nadużywania alkoholu. Z ustawy o wychowaniu w trzeźwości wynika, że dotyczy to osób, które w związku z uzależnieniem lub nadużywaniem alkoholu powodują „rozkład życia rodzinnego, demoralizację nieletnich, systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny”, ale tak naprawdę to po prostu skuteczne narzędzie zatruwania komuś życia. Komisja donos sprawdzić musi, bo w rodzinie faktycznie może dochodzić do przemocy – takie sprawy też się zdarzają. W większości jednak to po prostu donosy mające oszczerczy charakter, a wszczęte w ich wyniku postępowanie ma być sposobem nie tylko na nękanie zgłoszonej osoby, ale również na zyskanie przewagi w sądzie. Jak wygląda procedura? Komisja wzywa osobę, której dotyczy doniesienie. Na wezwanie trzeba koniecznie się stawić, przy czym wezwany nie wie, kto złożył donos (choć, jak anonimowo mówi jeden z pracowników komisji w mieście wojewódzkim, rodzina zwykle się domyśla). Wezwana osoba składa wyjaśnienia, a potem musi dokonać wyboru: albo przyznać, że ma problem alkoholowy i chce się leczyć (nawet gdy problemu nie ma), albo powiedzieć, że problemu nie ma, i zdecydować, czy godzi się na badanie przez biegłych, czy nie. Jeśli się nie zgodzi, sprawa trafia do sądu, który i tak na badania skieruje, a jeśli osoba, której postępowanie dotyczy, będzie się uchylać od tego obowiązku, może nakazać doprowadzenie jej na badania.

Wyjścia nie ma – trzeba przejść całą procedurę. I tłumaczyć się ze swojego życia, będąc traktowanym gorzej od oskarżonego o przestępstwo, bo osoba wezwana nie ma nawet prawa wglądu do materiału dowodowego. Nie ma jak obronić się przed pomówieniem, a ewentualne konsekwencje wobec donosiciela można wyciągać później, po zakończeniu postępowania. Całkiem jak u Kafki.

Matka musi być święta

Paulina: – To absurd. Jestem samotną mamą, od czterech lat toczą się sprawy o opiekę nad córką. Z byłym partnerem był konflikt, ale jakoś to działało. Nagle złożył donos, dostałam wezwanie i muszę udowadniać, że to kalumnie. Zabiera mi to czas i siłę, wpływa na jakość opieki nad córką, bo cała sytuacja jest bardzo stresująca, znalazłam się pod opieką psychologa, a wszystko dlatego, że były nie może się pogodzić z tym, że sprawa nie toczy się po jego myśli.

Prawniczka: – Ten pan nie tylko nagle, nie wiedzieć czemu po czterech latach, złożył takie doniesienie, choć żadnych powodów do niepokoju nie miał, ale także poszedł dalej i zadzwonił do miejskiego ośrodka pomocy rodzinie, mówiąc, że pijana matka zajmuje się dzieckiem. Nawiasem mówiąc, klientka funkcjonuje wzorowo, alkohol spożywa sporadycznie, ale w Polsce wygląda to tak, że matka musi być święta, bo to matkę prześwietla się z każdej strony. Druga strona medalu jest taka, że sprawy o przemoc wobec kobiet są masowo umarzane mimo mocnych dowodów. Potem panowie, zwykle z zemsty, inicjują tego typu postępowania.

Do domu Pauliny przyszli z zaskoczenia pracownicy MOPR. Oglądali dom, zaglądali do lodówki i kosza na śmieci, rozmawiali z przerażoną wizytą obcych ludzi córką. Nie miała prawa wglądu do donosu, musiała się tłumaczyć, że jest dobrą matką, a alkohol pije okazyjnie. Wizyta odbyła się również w szkole córki, gdzie pytano nauczycieli, czy od matki czuć było kiedykolwiek alkohol. Ani w domu, ani w szkole żadnych nieprawidłowości nie wykryto. Został tylko odór pomówienia.

Wszystko dlatego, że sfrustrowany były partner, który stosował wobec niej przemoc – sprawa została umorzona – złożył fałszywy donos. Teraz w szkole nauczyciele na córkę Pauliny patrzą bardzo uważnie. W końcu to ta, której mama może pije. Paulina: – Szczerze? Zastanawiam się, czy nie zmienić szkoły. Zmiana w stosunku do nas jest naprawdę odczuwalna. Chce mi się wyć, bo w niczym nie zawiniłam, pracuję, spokojnie żyję, a muszę się borykać z czymś takim. To niegodziwe.

Co ciekawe, Najwyższa Izba Kontroli nie ocenia działań komisji pozytywnie. Przykładem jest kontrola przeprowadzona w 2014 r. w Gnieźnie, która wykazała, że „tryb prowadzenia postępowań w stosunku do osób nadużywających alkoholu nie zapewnił sprawnego i efektywnego wykonywania czynności zmierzających do orzeczenia o zastosowaniu obowiązku poddania się leczeniu odwykowemu”. Czas prowadzenia spraw przekroczył 100 dni (wynosił od 242 do 736 dni). Efekt? Żaden, bo jeśli osoba faktycznie nadużywała alkoholu, ani nie przyśpieszono leczenia, ani nie zapobieżono negatywnym zjawiskom w rodzinie. Za to w przypadku osób, które zostały pomówione, a donos był elementem strategii procesowej, procedura działa świetnie. Powoduje stres, rujnuje zdrowie, faktycznie wpływa na „rozkład pożycia rodzinnego” i psuje opinię. A obronić się nie można.

Fot. Shutterstock

Wydanie: 26/2021 26/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy