PiS psuje nawet wódkę

PiS psuje nawet wódkę

W najlepszym z państwowych Polmosów Ministerstwo Skarbu Państwa przygotowuje czystkę

Wydawałoby się, że stracić na produkcji wódki nie można. A jednak dzisiejsi wytwórcy spod znaku Polmosu w większości przynoszą straty. Powodem są błędne decyzje gospodarcze i trudne warunki finansowe funkcjonowania branży spirytusowej – państwo pobiera wysoką akcyzę, którą można załatać braki w budżecie, ale o inwestycjach i restrukturyzacji branży nie myśli. Skarb państwa zarobił już np. na prywatyzacji jednego z filarów przemysłu spirytusowego – Wyborowej w Poznaniu, którą sprzedano francuskiemu koncernowi Pernod Ricard za 375 mln zł. Teraz wódkę Wyborową Francuzi zamiast w Polsce mogą produkować nawet w Gujanie, ale my już z tego nie będziemy mieli ani złotówki.

Józefów na czele

Pozostało nam jednak jeszcze osiem niesprywatyzowanych państwowych Polmosów. Większość przynosi straty. Myśli się o stworzeniu Polskiej Grupy Spirytusowej, która może się skoncentrować na kilku markowych produktach, takich jak Starka czy Extra Żytnia, a w nierentownych zakładach można by umieścić np. rektyfikację spirytusu do wyrobu biopaliw.
Zanim jednak zapadną decyzje, w branży polmosowej dokonuje się zaskakujących zmian w kadrze zarządzającej. Takie roszady dotknęły najlepszy Polmos – fabrykę w Józefowie, która w ciągu ostatnich czterech lat ze stanu bankructwa wydobyła się na pozycję lidera, i to bez złotówki dotacji z państwowej kasy.
Kiedy Polmosowi w Józefowie pod Warszawą brakowało do plajty zaledwie ok. 200 tys. zł, a długi fabryki wynosiły ok. 17 mln, prezesurę w jednoosobowym zarządzie powierzono Jackowi Kołodziejakowi, zdolnemu menedżerowi ze sporym doświadczeniem w dużych firmach zagranicznych. Nowy prezes postawił sobie za zadanie wyprowadzić z zagrożenia bankructwem dwie podległe mu fabryki, spółkę matkę, czyli Polmos, oraz spółkę córkę, czyli drożdżownię. Robił to jednak tak, by nie pogłębiać tragedii bezrobocia w okolicy, bo upadały właśnie ożarowskie Kable. Dokonując restrukturyzacji zatrudnienia i kosztów, Kołodziejak doprowadził do rozwoju spółek, zainicjował też budowę nowych marek produktowych, stworzył system dystrybucyjny, zintensyfikował eksport. W 2005 r. po raz pierwszy od bardzo dawna pojawił się w firmie zysk operacyjny ok. 300 tys. zł. W roku 2006 zysk mógłby już przekroczyć kilka milionów złotych, bo prócz produkcji własnych wódek korzystnie rozwija się produkcja dla światowego koncernu Diageo. Szykuje się też duży kontrakt z wejściem na rynek amerykański itd.

Faks i blokada konta

Kiedy jednak prezes był służbowo za granicą, do zakładu nadszedł faks z Ministerstwa Skarbu, w którym szef resortu poszerzał skład zarządu o dwóch nowych ludzi. Dotychczasowy prezes zorientował się o wadze tych decyzji nie na podstawie oficjalnego pisma ani rozmowy z właścicielem, czyli reprezentantami skarbu państwa, ale po zablokowaniu służbowego konta bankowego. Choć zgodnie z prawem odwołania prezesa w jednoosobowych spółkach skarbu państwa (aby ograniczyć nepotyzm) może dokonywać tylko rada nadzorcza, minister wystąpił tutaj w charakterze walnego zgromadzenia i sam zmienił zarząd. Oczywiście o żadnej argumentacji dla takiego działania nie ma mowy. Z jednej strony, nikt jeszcze oficjalnie niczego nie powiedział, z drugiej – wiadomo, o co chodzi. Niby rada nadzorcza ma teraz ogłosić konkurs na nowego prezesa zarządu, wiadomo jednak, że dysproporcja w kompetencjach Jacka Kołodziejaka – absolwenta SGH, władającego pięcioma językami, wiceprezesa Krajowej Rady Producentów Spirytusu i publicysty ekonomicznego – oraz desygnowanych do zarządu dwóch panów, z których jeden jest miłym psychologiem, a drugi pracował w Centrali Nasiennej i prowadził własną jednoosobową firmę, jest tak duża, że nikt nie ma złudzeń, iż nie o kompetencje tutaj chodzi.

Bomba z wódką

Być może kandydat na nowego prezesa jest samorodnym talentem gospodarczym i nie tylko utrzyma dotychczasowy trend rozwojowy firmy, lecz także pomnoży zyski, jednak bardziej prawdopodobne jest co innego. Do Polmosu w Józefowie trafią na stanowiska zarządzające krewni i znajomi królika, a zakład dołączy do grupy Polmosów wyciągających rękę po państwowe pieniądze. Nie można też wykluczyć upadku przedsiębiorstwa, co spowodowałoby gigantyczne straty dla budżetu – z alkoholi, które sprzedaje Polmos Józefów, państwo bierze ok. 220 mln zł rocznie w postaci akcyzy. O stratach w postaci likwidacji miejsc pracy nawet nie warto wspominać.
Jaki scenariusz szykują dla najlepszego Polmosu nasze władze gospodarcze? Na razie w zakładzie nic się nie dzieje. Nowi członkowie zarządu zamykają się w swoim gabinecie, dyskutują, żadnych decyzji nie podejmują. Ale nikt nie ma wątpliwości – bomba z wódką niebawem wybuchnie.

 

Wydanie: 43/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy