Mały Wielki Brat

Teledelirka to już zbyt łagodne określenie na to, co nam, k… pokazywano w telewizji. Na którymś z uniwersytetów podjęto uchwałę, że będzie się wyrzucać za brzydkie słowa, a jak, do k… nędzy, nazwać to, co się dzieje? Miotanie się od ściany do ściany, taniec św. Wita, prośby, groźby, uśmiechy, śpiewy kościelne chóralne, popisy solowe i modły, modły. Jedni śpiewają w Telewizji Trwam, grzejąc się w charyzmie ojca Rydzyka, są dumni, że mogą tam wystąpić, drudzy w Łagiewnikach z prawomyślnymi biskupami, którym lud i proboszczowie wypowiadają posłuszeństwo. Dlaczego modły polityków odbywają się w świetle kamer?
Starcie kardynał Glemp i ojciec Rydzyk schizmą pachnie, na kilometr czuć w powietrzu paloną skórę, i nie ma pewności, kto wygra. Dziwne, że jeszcze nie robi się na ten temat audiotele. PiS obstawiło ojca, Platforma preferuje światłych biskupów. Nie wiadomo, który, mówiąc delikatnie, chórek wujków partyjnych zwycięży. A wszyscy wykorzystują lud prosty, jedni berety moherowe, drudzy hełmy górnicze, stoczniowe kaski, kapelusze inteligentów, obie strony napuszczają na siebie ludzi. Wygląda na to, że chcą wojny domowej, w której zgubią się programy, wyborcze obietnice, a znaczenie będą miały haki i who is who w PRL-u.
Nie wierzę im ani trochę, kłamią jak najęci, bo też do kłamstwa są najęci. W tej samej godzinie pokazuje się jeden bliźniak z Tuskiem, o słoneczku gaworzy, uśmiechają się panowie do siebie jak podczas sesji zdjęciowej, do lukrowanej opowieści o ludziach ze świecznika, a tymczasem drugi jednojajowy brat z Lepperem się układa, obiecuje, wabi. A potem fiuu i okazuje się, że nie było porozumienia, tylko chłopaki prywatnie sobie pogadały o czasach, kiedy razem o demokrację walczyli. Była zmyła! Uśmiech brata na konferencji prasowej był „porażający”, ludność od razu wiedziała, że PiS miękko wprowadziło Platformę na mieliznę. Tusk ubolewa, oskarża, a Rokita czuje się oszukany, i to po raz trzeci. Jak nazwać polityka, który trzy razy dał się oszukać, okiwać, wykiszkować? Posługują się takimi słowami jak pospolita gangsterka. Ten język jest dla mnie wstrętny, znacznie gorszy niż zdrowe, k… przekleństwo. Sprawdzam, mówi Komorowski, a prezydent czuje się obrażony, bo jakże to tak, jego chcą sprawdzać, kiedy to on sam jest od sprawdzania?
Nie sprawdzaj, albowiem będziesz sprawdzany! – oto przykazanie jedenaste.
Mały Hazardzista, Mały Wielki Brat Jarek, prezes, co odebrał meldunek o wykonaniu zadania, gra nami, jak chce. Przynajmniej na razie. Socjotechnika w służbie PiS oznacza walki psów. Oczywiście nie oni są psami. Zadekowali się z małymi ochroniarzami, najmniejszymi, jakich udało się znaleźć w IV Rzeczypospolitej, państwie dwóch królów Ubu, i przyglądają się z daleka jatce.
A wszystko wet za wet. W staropolszczyźnie wet oznaczał rekompensatę pieniężną lub deser. Teraz na wety podano galaretę z parlamentarzystów. Zjednoczyli się wszyscy w lęku przed rozpędzeniem Sejmu. Jarek Kaczyński, okrzyknięty wszechmogącym, jak pijak z dowcipu, trzyma widelec nad zimnymi nóżkami, mówiąc do galarety: nie trzęś się, bo i tak cię nie zjem. Nikt mu nie wierzy, posłowie czekają na pożarcie, stąd ramię w ramię stanęli. Trudno uwierzyć, że myśleli o obronie demokracji, którą chcą nam baśniowe ludki zabrać.
Mały Wielki Brat rządzi półświatkiem politycznym, któremu wydaje się, że jest wielkim światem. Premier Marcinkiewicz z PiS, partii patriotyczno-narodowej, po wyrażeniu anglojęzycznej radości: Yes, Yes, Yes, otworzył nowy rozdział IV Rzeczypospolitej, czyli nowe trzy razy tak. Usuwa tych, których sam przyjmował, przyjmuje nowych. Kiedy Zyta Gilowska zgodziła się trzymać kasę, giełdą, bankami, a także tymi, co mają parę groszy na kontach, wstrząsnęło potężne westchnienie ulgi. Dopóki Zyta będzie ministrem finansów, dopóty można liczyć na normalne zarządzanie rynkiem finansowym. Wydaje się jednak, że Gilowska nie zniesie wicepremiera Leppera. Chociaż Lepper zachowuje się rozsądnie. Negocjuje, a kiedy zakotłowało się, zamiast jęczeć jak Platforma, wyjechał gdzie pieprz rośnie, czyli do Chin.
Układanie się PiS z Samoobroną, może sen o normalności zburzyć. Zyta jest osobą, która potrafi powiedzieć: nie. Odeszła z Platformy, bo poczuła się obrażona. Miała powody, bo jej polityczni bracia pozbyli się jej przy pierwszej lepszej okazji, dlatego że przesłaniała chłopaków, którzy wciąż truli o męskich rozmowach, męskich przyjaźniach i co tam jeszcze męskiego zostało. Kłamali, że zatrudniła synową, a przecież ta dziewczyna pracowała wcześniej, zanim syn Gilowskiej się z nią ożenił.
Mam inne poglądy na rodzinę, aborcję, środki, wychowanie religijne niż pani minister, ale uważam że Platforma popełniła błąd, który mści się na niej do tej pory. Nie wiadomo, czy gdyby wyrazista Zyta była w partii, to Platforma nie zwyciężyłaby w wyborach parlamentarnych. Zabrakło tych kilku procent. Rokita z Tuskiem i Zytą byliby rozgrywającymi. Dziś w blasku reflektorów mogą co najwyżej powoływać gabinet cieni.
Uważam, że najlepiej było za rządów Belki. Żałuję, że nie można głosować na rząd, kiedy partie polityczne są całkiem bezideowe, a ich liderzy opowiadają androny. Lewica była bezideowa, musiała po raz kolejny sztandar wyprowadzić.
Prawica w osobach Małego Wielkiego Brata Jarka i Mniejszego Brata Leszka sztandar wprowadziła, udając, że jest ideowa. Zamiast idei daje ludziom zbiór komunałów, i tak mi dopomóż Bóg, po każdym stęknięciu. A w czymże Bóg ma pomagać tym facetom? W opluwaniu niewygodnych ludzi pod pozorem moralnego oczyszczania, we wprowadzaniu paranoików na ważne stanowiska, w zbieraniu haków, w gromadzeniu billingów, w procesach z hydraulikami o jacuzzi, w tworzeniu urzędów wpieprzających się w nasze życie? Tych urzędów bezpieczeństwa chcieliśmy się pozbyć, kiedy wybuchła „Solidarność”, i później przy Okrągłym Stole, kiedy udało się ustanowić konsensus. Ględzenie o IV Rzeczypospolitej jest chore, bo chore jest to, co nam Mały Wielki Brat chce zafundować.
Miał rację Wałęsa, kiedy mówił, że jakby chciał coś zniszczyć, zaangażowałby bliźniaki, ale gdyby chciał budować, nigdy!
Belka zostawił kraj w dobrym stanie, z przyzwoitym wzrostem gospodarczym, z dużym zapasem zaoszczędzonych pieniędzy i teraz PiS może udawać, że wszystko to jego zasługa. Jakoś nie słychać, żeby mówiono o tym, komu zawdzięczają kasę na becikowe i swoje kosztowne superkomisje. Bracia K. upojeni sukcesem sądzą, że mogą ogłosić nowe wybory i wygrać je z palcem w nosie. Otóż nie, są już badania, w których Platforma sięga PiS. Może lewica pójdzie po rozum do głowy, zjednoczy się ze wsparciem Kwacha i utrze nosa Małemu Wielkiemu Bratu.

 

Wydanie: 4/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy