Teatr naprawdę powszechny

Gdyby nie Robert Bolesto, pies z kulawą nogą nie warknąłby o warszawskim Teatrze Powszechnym. Kiedyś niesłychanie zasłużonym, zwłaszcza za dyrekcji Zygmunta Hübnera, czyli 20 lat temu. Robert Bolesto, niszowy dramaturg, dostał posadę kierownika literackiego w tej skostniałej, zasuszonej trupie aktorskiej. Napisał „Regulamin pracy w Powszechnym”, manifest artystyczny. Taki „Nuż w bżuhu!”. Ważne były punkty 8. i 9. Czyli „Pierdol szanownego patrona” i „Młody jebie starego”. Zapis młodzieńczego buntu przeciwko starym formom w teatrze. Podobnie jak punkt 7. – „Bufet jest do dupy”. Nie miał on charakteru gastronomicznego, „bufet” to towarzystwo aktorskie przesiadujące, plotkujące w teatralnym bufecie. Symbol sitwy, towarzystwa wzajemnej adoracji. Te zawołania do buntu młodych przesłoniły mediom inne, szlachetne przesłania „Regulaminu” Bolesty. Zakładającego „pełną dyspozycyjność od początku do końca zaangażowanych w spektakl osób”, fundamentalne dzisiaj pytanie „Praca w teatrze czy w TV?” oraz wezwanie do autokrytyki – „Nienawidzimy się generalnie”. Pomimo że punkt 4. „Regulaminu” mówił „Nie podsłuchuj i nie kabluj”, Bolesto został rychło przez zawistnych, zapewne starszych kolegów, zakablowany do mediów. Oskarżono go, jak to często bywa w naszym kraju, o obrazę uczuć religijnych. Tym razem dostało mu się za „pierdolenie kultu szanowanego patrona”.
A przecież Robert Bolesto nie był nekrofilem, nie nawoływał do obcowania z osobą, tylko z Mitem. Mitem – wzorcem teatru, który był twórczy, cenny 20 lat temu. W zupełnie innych warunkach artystycznych i ekonomicznych. Teatr Zygmunta Hübnera mógł istnieć w czasach PRL-u, bo miał pełne finansowanie państwowe. Bo nie było telenoweli w telewizjach, aktorzy zaś popularność i miłość widzów zdobywali grą w teatrze. Poza tym „Szanowny Patron” wielkim reżyserem i dyrektorem był. Dziś brakuje takich. Ale czy wskrzeszony Patron dałby radę prowadzić teatr w dzisiejszych warunkach? Z Powszechnego odeszły gwiazdy. Krystyna Janda zbudowała za własne pieniądze własny teatr. I tam teraz warszawska publika chodzi. Bo tam jest teraz żywy teatr, reagujący na potrzeby publiki.
Teatr ku pamięci Szanownego Patrona ma 900 tys. zł długów. Bo chociaż wszyscy artyści walczyli za PRL-u o kapitalizm i za kapitalizmem są, to nie przyjmują do wiadomości rygorów rynku. Dalej chcą grać wiele spektakli, przy wielkiej obsadzie. I nie szukać dodatkowych źródeł finansowania. Oszczędności.
W stolicy mamy powszechność takiego pojmowania kapitalizmu przez prokapitalistycznych twórców. Niedawno poseł PiS, Artur Górski, ten od koronacji w IV eRPe Chrystusa Króla, rzucił ideę budowy nowego teatru na Ursynowie. Oczywiście wszyscy przyklasnęli, bo tylko cham i do tego niepoprawny politycznie zapyta o sens takiej budowy. Jeśli są sceny na stołecznym Ursynowie. A zespół Teatru Zadalekiego właśnie się rozsypał i nie przewiduje wysypu premier. Oczywiście budowa gmachu teatru przyda się władzy, bo będą mogli wykazać się i poseł, i burmistrz, i radni. Tylko kto potem zagra w tym teatrze? Też poseł i burmistrz? I kto wtedy przyjdzie zapłacić za bilety? Kto utrzyma gmach? Poseł? Burmistrz? Radni?
PS. Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga na portalu internetowym Wirtualna Polska.

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy