Mamy „Iliadę”

WIECZORY Z PATARAFKĄ  

Doczekaliśmy się wreszcie „Iliady”. „Iliadę” znamy wprawdzie wszyscy, bo któż nie słyszał o dziełach Homera, ale podczas gdy „Odyseję” przekładano bez końca, aż wreszcie po Wittlinie na bardzo długo zauroczył nas Parandowski, „Iliadę” wielu zaczęło, ale nikt dobrze nie zakończył. Wreszcie chytry Grek z Poznania, mój przyjaciel, Nikos Chadzinikolau, zaradził naszemu nieuctwu. Usiadł i siedział przez pięć lat, wygonić się nie dał, Homera tłumaczył. Chytry i uparty, przywędrował z Delf, w Poznaniu osiadł, bo spokojniej, filologię polską skończył, w szkołach wykłada, daje się wychwalać obu narodom. To o nim właśnie powiedziała Melina Merkuri, że jest najlepszym ambasadorem kultury greckiej. Słusznie, bo i książek przełożył bez liku (także z polskiego na grecki), i swoich własnych napisał niemało. Oczywiście, przede wszystkim jest poetą. Poetą jest także (ale i muzykiem) jego syn, Ares, o którym również miałem tu napisać, ale już widzę, że się nie zmieszczę. Innym razem.
Po raz pierwszy całą „Iliadę” przełożono z oryginału. Zadanie ogromne. Nikos nie próbował wiersza, bo to zgoła niemożliwe – biały heksametr – ale też to, co osiągnął, nie jest bynajmniej bez reszty prozą. Coś takiego w połowie drogi, chyba ogromnie wierne oryginałowi. Lecz Chadzinikolau, całe życie spędziwszy z Homerem, ma na jego temat swoiste i osobne zdanie. Laik może tylko ręce rozłożyć i słuchać, co Nikos prawi. Jego zdaniem, był tylko jeden Homer, autor obu poematów, a nie zbiorowisko anonimowych twórców. Co więcej, ten Homer bynajmniej nie był ślepy, bo przeczy temu ogrom wizualnych szczegółów, nieuchwytnych dla niewidomego. Hm. Przecież od lat wojny trojańskiej do czasów Homera minęło kilkaset lat, więc on osobiście tego wszystkiego widzieć nie mógł i nie musiał. Nie musi to nawet zahaczać o tak drażliwą dla Nikosa kwestię współautorstwa – pradawna gadka mogła i musiała snuć się niejako sama.
Ale tłumacz-interpretator dowodzi, że Homer nie tylko nie był ślepy, ale i nie był analfabetą, bo w „Iliadzie” są wzmianki o tabliczkach zapisanych jakimiś znakami. Zgadza się, było przecież minojskie pismo linearne B, bezsporna greka, był dysk z Fajstos, było pewnie wiele innych dokumentów – ale czy do nich liczono poezję? Bo samo pismo było już w czasach sumeryjskich i Homer rzeczywiście mógł umieć czytać i pisać.
Chadzinikolau idzie dalej. Wedle niego, wojna trojańska była po prostu wojną domową, międzygrecką. Rzekomo o tym świadczą nazwy i imiona, wspólne obyczaje antagonistów itd. Ale to wniosek, którego dowieść niepodobna – w basenie Morza Śródziemnego było bez liku ludów, także indoeuropejskich. Słowa mogły być podobne, zresztą wiemy, że znajomość między Troją a Spartą była wcześniejsza od samej wojny. I jakoś tam ze sobą gadali. Grecki przecież rozprzestrzenił się bardzo wcześnie i stał się zgoła oficjalnym językiem Imperium Romanum. Jednak w końcu i sami Grecy wojowali ustawicznie ze sobą, zarówno Achajowie, jak i Dorowie, więc i coś w rodzaju wojny domowej jest całkiem możliwe.
Wróćmy do samej „Iliady”. Dotąd mogliśmy ją w Polsce czytać zazwyczaj w przekładzie Dmochowskiego, a był to pseudoklasyk, wzorujący się na Francuzach, tłumaczący 13-zgłoskowcem, bardzo uładzonym i sfrancuziałym. Chadzinikolau nie tylko nie przyjął wiersza, ale i nie unikał pewnej brutalności i – jakby to rzec – bryłowatości. Skutek jest raczej osobliwy, bo neologizmy, archaizmy i umiarkowane wulgaryzmy w nieskończonych dyskusjach bohaterów i bogów sprawiają niekiedy wrażenie rozrachunków spod budki z piwem. Wymyślają sobie od psów i innych bestii, a sami bogowie jeszcze dolewają oliwy do ognia. Co w połączeniu z niezmiennymi, tzw. homeryckimi epitetami daje wrażenie wyjątkowo smaczne.
Cóż rzec, „Iliada” Dmochowskiego była po prawdzie nudnawa, czego o przekładzie Nikosa nijak powiedzieć nie można. Smutno tylko, że dzieje ludzkości składają się z samych pyskówek i mordobicia, ale temu to już i Nikos nie winien…

Wydanie: 32/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy