Marycha kwitnie na Mazurach

Marycha kwitnie na Mazurach

Policja w Gołdapi w ciągu pół roku zabrała uczniom półtora kilograma narkotyków

W ciągu ponad pół roku „Sklepowa” sprzedała tyle działek amfy lub maryśki, ilu jest mieszkańców Gołdapi. Kto tylko miał w kieszeni przynajmniej 10-15 zł, był mile widziany przez 33-letnią Beatę O., ksywa „Sklepowa”, bezrobotną mieszkankę jednego z bloków. Czasem w transakcjach zastępował ją mąż, choć podobno źle ze sobą żyli, a przyglądała się temu dwójka ich małych dzieci.
Beata O. przyznała się prokuratorowi, że sprzedała w tym okresie co najmniej 450 gramów amfetaminy i 800 gramów marihuany. – To prawie 12 tys. porcji wartych około 77 tys. zł – mówi Artur Gryczko, zastępca prokuratora rejonowego w Olecku, który rozpracował tę sprawę wraz z gołdapskimi policjantami. Na tej podstawie przygotował dwa akty oskarżenia i skierował je do Sądu Rejonowego w Ełku i Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Policjanci, którzy wkroczyli do mieszkania Beaty O., byli dobrze przygotowani do akcji. Nie znaleźli co prawda dużej ilości narkotyków, lecz zaskoczyli „Sklepową” i jej klientów. – W trakcie przeszukania zjawiło się aż siedem osób, które chciały kupić działkę – mówi aspirant sztabowy Jerzy Kuprewicz, rzecznik prasowy gołdapskiej Komendy Powiatowej Policji. – Podejrzewaliśmy to małżeństwo od dawna, bo choć bezrobotni, żyli na wysokiej stopie, mieli niezły samochód. Lecz trudno było ich przyłapać.
– Dzięki zasadzeniu się na Beatę O. mogliśmy rozpracować dilerską siatkę, która sięgała do Augustowa, a stamtąd ślad prowadzi do Warszawy – informuje prokurator Artur Gryczko i dodaje: – Trzeba pochwalić gołdapskich policjantów za sprawność, bo jest to sukces tak małej jednostki. Był moment, że musieli być jednocześnie w pięciu miejscach, prawie cała komenda.
Beatę O. aresztowano. Wkrótce wyjawiła prokuratorowi, że towar sprowadza z Augustowa, a dostarczali go hurtowo Adam O. i Jakub. J. Okazało się też, że gołdapianie to tylko leszcze, jak mówi prok. Gryczko. Wśród miejscowych podejrzanych o handel i używanie narkotyków przeważała młodzież, np. 18-letni Karol A., uczeń pracujący w kawiarence internetowej. Beacie O. pomagali sprowadzać towar mieszkańcy Augustowa, z którymi skontaktował ją jej krewny. W sumie zarzuty postawiono 15 osobom, zapobiegawczo aresztowano 11.

Miejsca są znane

W miasteczku nikogo nie dziwi, że pytam o narkotyki, bo powszechnie znane są miejsca, gdzie w biały dzień kręcą się młodzi ludzie, do których podchodzą – na krótkie „cześć” – inni, często wagarowicze. Zwykle są to małolaty w wieku gimnazjalnym. Najprawdopodobniej wtedy dochodzi do transakcji. Takim miejscem są okolice ul. Partyzantów, prawie w centrum miasta, zwłaszcza w pobliżu salonu gier komputerowych, ponadto ul. Batorego, skąd blisko do szkół średnich: LO profilowanego i Zespołu Szkół Zawodowych. W tamtej okolicy, pod budynkiem zwanym powszechnie Kukuryku, także można spotkać znudzonych młodzieńców i ich klientów. Niektórzy wskazują na trzy kawiarenki internetowe, gdzie w sieci można zasięgnąć informacji, co i gdzie kupić, jakie rośliny uprawiać i jak je przerobić na chodliwy towar, by przeżyć odlot. Takim miejscem był też do niedawna (a może nadal jest?) park przy placu Zwycięstwa naprzeciwko ratusza, gdzie kwitnie handel towarami bez akcyzy.
Ktoś to toleruje, bo wiadomo, że w Gołdapi i powiecie bezrobocie największe w kraju, rzędu 40%, większość dawno bez zasiłków. Chleb, zwykle nielegalny, daje pobliskie przejście do Gusiewa w Rosji, bo na pewno nie kilka niedużych, choć nowoczesnych zakładów na terenie podstrefy Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Gołdap wciąż nie może się pozbierać po likwidacji największego pracodawcy, jakim był przed laty Romincki Kombinat Rolny zatrudniający 1,5 tys. ludzi. – W Gołdapi nic się nie opłaca, nawet „mrówki” narzekają – mówi Małgorzata Banach z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, która na co dzień styka się z ludzkimi dramatami. Od niedawna miasto jest uzdrowiskiem i liczy na rozwój usług zdrowotnych i turystyki. Na razie pracuje jedno sanatorium Wital.
Na placu Zwycięstwa niedaleko pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni jest duży parking, a obok przystanki PKS i postój taksówek. Ruch spory od wczesnego rana do późnego wieczora, więc jak odróżnić pasażerów od handlarzy? Młodzież jeździ na deskorolkach, umawia się na randki, pije „kulturalnie” piwo z puszek i butelek, rozmawia, śmieje się. Starsze panie i panowie także pociągają ukradkiem z gwinta, lecz nie słychać burd ani wrzasków. Tylko w rogu parku, w okolicach kwiaciarni Stokrotka inna grupka starszych, okupująca przez wiele godzin ławki i murek, pilnie przygląda się przechodniom, proponując: „Papieroska? Wódeczkę?”. W biały dzień bez żenady podchodzą do nich nie tylko młodzi ludzie, wręcz smarkacze, lecz nobliwe panie i panowie z pobliskich urzędów, banków i firm lub pasażerowie z zatrzymujących się samochodów. Każdy ma w ręce odliczoną gotówkę. W zamian dostaje paczkę lub więcej papierosów, czasem butelkę czegoś mocniejszego. Gdy towaru zabraknie, pojawia się nagle młoda mama z dzieckiem w wózku lub „wnuczek” ze szkolnym plecakiem, z którego kolejna porcja bezakcyzowego towaru wędruje do torby „babci”, „cioci” lub „wujka”. A stamtąd do klientów, w tym do młodzieży.

Zabawa w chowanego

Bo paczka dobrych papierosów kosztuje tylko 3 zł, a litr wódki 20 zł, mówią uczniowie oleckich szkół, którzy do rodzinnej Gołdapi jechali autostopem. – A narkotyki bierzecie? – Nieee, my nie, ale wiemy, gdzie i od kogo można je kupić. Wystarczy 10 zł, odpowiadają. Mniej niż na bilet do kina Sambia (16 zł), ale żadnego seansu dawno w nim nie było, bo właściciele (firma Atut) z Białegostoku poprzestają na dyskotekach. Tylko w poszukiwaniu amfy lub skręta trzeba się bardziej kryć, bo po ostatniej wpadce dilerzy są ostrożniejsi. – A kto bierze najwięcej? – Gimnazjaliści – odpowiadają zgodnie autostopowicze.
Rozbudzonego głodu narkotykowego nie zlikwidują ani policja, ani prokurator. Tu trzeba innych działań, przede wszystkim rodziny i specjalistycznych ośrodków odwykowych. – Rodzice rzadko do nas przychodzą z problemami narkotykowymi, bo to często dotyka tych lepiej sytuowanych, a my opiekujemy się najbiedniejszymi – mówi Małgorzata Banach z PCPR. – Mieliśmy cztery takie przypadki, bo realizujemy wnioski sądu na leczenie odwykowe, ale tylko wtedy, gdy ktoś mu się podda dobrowolnie. Niedawno skierowaliśmy do ośrodka Monaru jednego chłopca, który nauczył się ćpać od brata. Ale to matka go zmobilizowała do leczenia. Pani Banach także wskazuje na gimnazjum jako środowisko, gdzie młodzież najczęściej styka się z narkotykami.
Pomocą młodzieży zajmuje się Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna przy ul. Wileńskiej. – Mamy pełne półki spraw dotyczących kłopotów uczniów w szkole – mówi pracownica poradni, Elżbieta Naumowicz. – Ale młodzież nie chce mówić nauczycielom o przyczynach swoich problemów. My dowiadujemy się o nich za późno, bo rodzice nie reagują na pierwsze podejrzenia szkolnych pedagogów. Narkomanię wykrywamy niejako przy okazji innych badań.
W Gimnazjum nr 1 mieszczącym się w pokoszarowym kompleksie starych gmaszysk uczy się 1093 dzieci.
– Narkotyki? Znana jest nam grupa ryzyka – twierdzą zastępcy dyrektora, Alla Stryjewska i Mirosław Sidor. Dwóch naszych uczniów przebywa w ośrodkach rehabilitacyjnych, ale to tylko dzięki zaangażowaniu rodziców. W gimnazjum była kiedyś policja z psami, ale narkotyków nie znaleziono. To wszystko dzieje się poza szkołą, bo naszego terenu pilnują też ochroniarze skierowani tu na kilka miesięcy z pośrednictwa pracy. – To są w większości nasi byli uczniowie z podstawówki, więc mamy do nich zaufanie. Marzymy natomiast o monitoringu.
Aspirant sztabowy Kuprewicz z Komendy Powiatowej Policji uważa, że młodzież ma nieodpowiednią ofertę rozrywki, nudzi się w domu, a przecież mogłaby uprawiać sport. Akurat w tej dziedzinie ofert w Gołdapi jest już sporo, choćby Miejski Klub Sportowy Rominta lub stowarzyszenie Gołdapska Rada Sportu. Romintą zarządza Andrzej Kwaśniewski, właściciel baru Jędruś na Skarpie. Oczkiem w głowie Kwaśniaka, jak nazywają prezesa Rominty, jest grupa ok. stu piłkarzy, od trampkarzy do seniorów. – Narkotyki? Niechby który spróbował. Chłopcy osiągają dobre wyniki w ligach lokalnych i okręgowych, więc są dumą gołdapian. Na mecze przychodzi do tysiąca kibiców, to dużo jak na taką miejscowość.
Gdzie jest zatem ta młodzież, która zaledwie w ciągu pół roku spożyła w Gołdapi 1,5 kg narkotyków? To nadal czarna dziura. A przecież policjanci i prokuratorzy nie wykryli wszystkiego, choć na terenie województwa warmińsko-mazurskiego policja odnotowała w tej dziedzinie naprawdę wiele sukcesów, likwidując dilerskie siatki oraz uprawy zakazanych roślin i spore ilości gotowych narkotyków. Widmo narkotykowego amoku wcale się nie zmniejsza, bo to dobry interes. Pierwotny hurtownik płaci za gram amfetaminy 8-10 zł, sprzedaje go dwa, trzy razy drożej, a na końcu łańcucha pośredników ten sam gram kosztuje ok. 80-100 zł. To jest biznes bez skrupułów, mówią policjanci.

 

Wydanie: 46/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Kuba Jurecki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy