Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No proszę, jedna z gazet pisząc o Lechu Kaczyńskim, wspomniała także Stanisława Komorowskiego (obecnego wiceszefa MON, a wcześniej wiceministra w MSZ), czyli Kena. Napisała, że Ken, jako spadkobierca rodu ziemiańskiego, ma posiadłość pod Warszawą, gdzie spotykały się różne ważne osoby, rozumie się, że z PiS i PO, Lech Kaczyński również. Oni dyskutowali, Ken nalewał, no i w ten sposób funkcjonował w kręgach decyzyjnych i był ważny. Pewnie tak było – i to tłumaczy jego zadziwiającą i niezrozumiałą dla wielu karierę.
Ale gazeta idzie dalej, opisuje sytuację, kiedy Ken podał się do dymisji – otóż wcześniej udał się do Lecha Kaczyńskiego, by go przekonywać, że PiS źle działa i że trzeba to zmienić. Wtedy prezydent wyrzucił go za drzwi, wołając, że wątpi w jego jakiekolwiek umiejętności dyplomatyczne.
Miał rację.
Ale wróćmy do alei Szucha. Bo od 1 stycznia mamy wielkie MSZ. Tym ciałem kieruje dziś minister i ośmiu wiceministrów. I dyrektor generalny, Rafał Wiśniewski. W tym gronie jest jeden sekretarz stanu, Mikołaj Dowgielewicz. Warto to zaznaczyć, bo jeszcze w grudniu Dowgielewicz sam skarżył się w mediach, że scalenie UKIE z MSZ tuż-tuż, a on jeszcze nie otrzymał żadnej propozycji. No to otrzymał.
Elementem towarzyszącym scaleniu dwóch urzędów był list ministra Sikorskiego. Ciekawe było w nim jedno zdanie – otóż minister stwierdził, że proces zrastania się obu organizmów będzie trwał jeszcze przez długie miesiące. Ooo, dwa lata scalano dwa urzędy, można było się przygotowywać a przygotowywać, a teraz minister mówi: nie udało się, cierpliwości.
Tak się legalizuje bałagan.
À propos bałaganu – wraz ze wspomnianym listem na stronie MSZ zaprezentowano nowy schemat organizacyjny nowego ministerstwa. Schemat jak schemat, jedno w nim jest zastanawiające – to, co poza schematem. A tak umiejscowieni są „Pełnomocnicy Ministra SZ”. Czyli różni MON-owscy spece od informatyzacji itd., którzy wydają polecenia dyrektorom i nie biorą za nic odpowiedzialności. Panie ministrze, jeżeli ma tak być na skróty, to po co te wszystkie schematy?
Przy okazji wejścia UKIE do MSZ zaczęto plotkować o jeszcze innej sprawie. O tym, że przed ludźmi z MSZ otworzyły się nowe możliwości, pracy w strukturach unijnej dyplomacji. Samych ambasad Unia Europejska ma na świecie grubo ponad sto. Ileż to posad do obsadzenia! Nawet uwzględniając te wszystkie parytety…
Nawiasem mówiąc, praktyka pokazała, że unijne instytucje stawiają przed kandydatami jedną zasadniczą barierę – barierę kompetencji. To nie jest granica nie do sforsowania, wielu naszych dyplomatów ją przeskoczyło, ale o tym mało się w Polsce mówi, bo jest kłopot – to są dyplomaci kształceni jeszcze w PRL. Pani Fotygi i jej teczkowych nikt w Unii nie oczekuje, za to Jana Truszczyńskiego – i owszem.
To powinno być latarnią dla młodych zaczynających pracę w MSZ – że podklejanie się pod kolejnych nominatów, owszem, przynosi korzyści, ale bardzo krótkotrwałe. Za to prawdziwe konfitury są tylko dla tych, którzy naprawdę zainwestują w siebie.
I tym optymistycznym akcentem zakończmy dzisiejsze spotkanie.
Attaché

Wydanie: 2/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy