Masa upadłościowa

Masa upadłościowa

LEWY DO PRAWEGO  

W ostatnim okresie medialnymi hitami przestały być afery korupcyjne, a stały się afery budżetowe. Najpierw mieliśmy do czynienia z dziurą w tegorocznym budżecie, którą poprzez zwiększenie deficytu budżetowego nie do końca uszczelniono. Obecnie pojawiła się już nie dziura, a wręcz otchłań w budżecie przyszłorocznym. Temat ten wyparł z łamów gazet nawet deklaracje majątkowe pokazywane przez polityków.
Rozpoczęła „Trybuna” od ujawnienia przecieku z Ministerstwa Finansów, że wyliczony przez resort deficyt budżetowy państwa może wynosić 60 mld zł. Po kilku dniach okazało się, że te 60 mld to kwota, o którą przyszłoroczny deficyt miałby być większy w stosunku do tegorocznego, wynoszącego blisko 30 mld zł. Otchłań budżetowa zapisana w dokumencie Ministerstwa Finansów wynosi więc 92 mld zł. Dokument nie miał charakteru urzędowego, nie był podpisany, toteż rząd Jerzego Buzka ustami wicepremiera Steinhoffa odciął się od tych wyliczeń. Trudno było jednak zaprzeczyć, że taki dokument istnieje po tym, jak jedna z gazet opublikowała go w całości.
Co dokładnie wyliczono, nie będę szczegółowo omawiał, ponieważ pisały o tym dzienniki. Przedstawione wyliczenia pokazują, że jeśli nie podejmie się działań zapewniających zwiększenie dochodów budżetowych i ograniczenie wydatków, to niedobór środków w budżecie będzie wynosił właśnie tę astronomiczną kwotę ponad 90 mld zł.
Żebyście mogli Państwo wyobrazić sobie wielkość owej kwoty, powiem, że stanowi ona więcej niż połowę tegorocznych wydatków budżetu. To suma porażająca, ale czy jest prawdziwa, trudno jednoznacznie stwierdzić bez przedstawienia przez rząd dokładnych założeń przyszłorocznej ustawy budżetowej.
Dokument ministra Bauca wskazuje w zasadzie ogólny kierunek wyjścia z tej sytuacji, któremu nadano pięknie brzmiące hasło naprawy finansów publicznych. Ma to nie tylko uratować reputację tej ekipy, ale również uzdrowić finanse państwa i mieć pozytywne skutki dla gospodarki na dalsze, dalsze lata. W redakcyjnym komentarzu jedna z gazet określiła nawet ministra finansów jako wielkiego bohatera, który nie wahał się poświęcić swojego autorytetu dla ratowania finansów publicznych. Rzekomo mógł to wszystko ukryć, ale w jaki sposób, autor już nie podaje.
Jest jasne, że mamy do czynienia z głęboką zapaścią finansów publicznych. Za ten stan rzeczy pełną odpowiedzialność ponosi rząd Jerzego Buzka i jego zaplecze polityczne, choć jesteśmy świadkami próby uchylania się od tej odpowiedzialności, przerzucania jej na innych lub na obiektywne okoliczności zewnętrzne. Jest rzeczą oczywistą, że skutki prowadzonej przez cztery lata nieudolnej polityki gospodarczej poniosą ci, którzy będą rządzić po 23 września. To nowy parlament będzie przyjmował projekt ustawy budżetowej na 2002 rok.
Nie ulega wątpliwości, że ten budżet będzie najtrudniejszy w okresie całej transformacji. Tak określano już budżet 2001 roku, ale wówczas pisałem również na łamach „Przeglądu”, że jest on pierwszym trudnym budżetem, a każdy następny będzie jeszcze trudniejszy i to się sprawdziło.
Wszyscy oczekują, że Sojusz Lewicy Demokratycznej – potencjalny sukcesor masy upadłościowej, jaką po sobie zostawia rząd Buzka – podejmie z rządem współpracę przy układaniu przyszłorocznego budżetu. Wolę takiej współpracy zasygnalizował przewodniczący Leszek Miller, na co rzecznik rządu odpowiedział, iż premier Buzek nie ma na nią czasu, ponieważ jest zajęty powodzią. SLD w poczuciu odpowiedzialności nie uchyla się od współpracy z rządem w tej sprawie, ale jej celem powinno być szukanie możliwości najmniej bolesnego dla kraju wyjścia z zaistniałej sytuacji, a nie przerzucanie odpowiedzialności przez rządzących na opozycję.
Mamy już negatywne doświadczenia ze współpracy podjętej z rządem przy nowelizacji ustawy budżetowej na 2001 rok. Żaden z trzech warunków postawionych przez SLD, w tym również ten, który przybrał formę rezolucji Sejmu, nie został przez rząd Buzka spełniony. Rząd bowiem nie zrobił nic, by zablokować wejście w życie kosztownych ustaw, nie przedstawił propozycji zwiększenia dochodów do budżetu, jak również planu ograniczenia wydatków w bieżącym roku. Dlatego dziś pierwszym warunkiem podjęcia przez SLD współpracy z rządem w sprawie przyszłorocznego budżetu jest przedstawienie Sejmowi założeń przyszłorocznej ustawy budżetowej oraz propozycji naprawczych, w tym założeń ustaw okołobudżetowych, które mają być elementem planu naprawczego. W pierwszej kolejności musimy znać pełną prawdę o finansach publicznych, by móc się wypowiedzieć, jakie zastosować środki.
Mogę już zupełnie prywatnie podpowiedzieć rządowi, w jakim kierunku powinny iść proponowane decyzje i w jakiej kolejności, w zależności od wielkości prognozowanego deficytu budżetowego, należy je wdrażać.
Działania naprawcze rządu powinny objąć kroki zapewniające zwiększenie dochodów do budżetu, nie tylko poprzez zwiększenie fiskalizmu i wprowadzanie nowych podatków, ale również poprzez poprawę efektywności aparatu skarbowego, zwalczanie przemytu, ukrócenie procederu tzw. transferu cenowego w spółkach zagranicznych. Jeśli chodzi o ograniczanie wydatków, należy zacząć od zablokowania kosztownych ustaw (mniej bolesne jest niedanie czegoś, co się obiecało, niż odebranie komuś tego, co ma), rezygnacji lub odłożenia w czasie wejścia w życie tych ustaw, które zwiększają wydatki w przyszłym i następnych budżetach, radykalnego ograniczenia kosztów administracji państwowej i nieuruchamiania nowych przybudówek powoływanych przez ten rząd dla przechowywania swoich ludzi. Dopiero gdy te kroki nie wystarczą, można sięgać do portfeli podatników. Chronić jednak trzeba ludzi najuboższych i firmy, zwłaszcza małe i średnie, które dziś jeszcze zatrudniają ludzi, produkują i płacą podatki.

Wydanie: 34/2001

Kategorie: Publicystyka
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy