Meldunki tajnych agentów

Reakcje warszawiaków na wydarzenia Czerwca ’56 w świetle dokumentów Urzędu Bezpieczeństwa

28 czerwca 1956 r. robotnicy poznańskich zakładów pracy wyszli na ulice Poznania zaprotestować przeciwko podwyższanym normom, złym warunkom pracy, fatalnym warunkom socjalno-bytowym. Protestowali też przeciwko nałożonemu tzw. podatkowi akordowemu, który uderzał w najbardziej wydajnych i tym samym najlepiej zarabiających robotników. Około godziny 6.00 rano na ulice miasta wyszli pracownicy największego poznańskiego zakładu pracy – wówczas Zakładów im. Józefa Stalina Poznań, czyli Zakładów Przemysłu Metalowego Hipolita Cegielskiego. Po drodze do centrum uformował się kilkudziesięciotysięczny tłum demonstrantów. Na placu pod siedzibą władz miejskich i partyjnych zgromadziło się około 100 tys. osób. Wobec fiaska protestu, tłum demonstrantów przeniósł się pod Wojewódzki Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego, by uwolnić rzekomo aresztowanych robotników. Padły strzały – prawdopodobnie z tłumu, który zdobył broń w rozbitym więzieniu. Pokojowa demonstracja o charakterze ekonomicznym

przerodziła się w zamieszki zbrojne

na tle politycznym. Do miasta ściągnięto dwie dywizje pancerne i dwie dywizje piechoty – ponad 10 tys. żołnierzy. Zamieszki trwały kilka godzin i pochłonęły 57 ofiar śmiertelnych (49 po stronie cywilnej i osiem po stronie władzy) i około 650 rannych.
Wydarzenia w Poznaniu to był szok nie tylko dla mieszkańców miasta, lecz także dla władzy, która brutalnie rozprawiła się z aresztowanymi demonstrantami. Przełom październikowy, odwilż i powrót Władysława Gomułki przerwały tzw. procesy poznańskie, gdzie uczestnicy byli oskarżani z paragrafów zagrożonych karą śmierci. Wydarzenia poznańskie odbiły się szerokim echem w całej Polsce – głównie z powodu odbywających się wtedy XXV Międzynarodowych Targów Poznańskich. Goście targowi z całego kraju wracali do swych rodzinnych stron i przekazywali to, co widzieli w Poznaniu, często niestety wypaczając i wyolbrzymiając fakty. Poznańskie zamieszki były szeroko komentowane w wielu miastach, co często dla osób rozpowszechniających lub opowiadających kończyło się represjami. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa sporządzali szczegółowe raporty, zbierali opinie, donosy, analizy.
W Warszawie również dokonywano tego typu analiz i zajmowano się

zbieraniem opinii oraz badaniem nastrojów

wśród mieszkańców stolicy i regionu. Dokumenty te znajdują się obecnie w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie. Natrafiłem na nie przypadkowo podczas badań nad Poznańskim Czerwcem 1956 r. Raporty napisali: ppłk Mikołaj Krupski, kierownik Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego dla m. st. Warszawy (w latach 1973-1988 kierownik Głównego Inspektoratu MSW w stopniu gen. bryg.), mjr Wincenty Milewski, naczelnik Wydziału IV (odpowiedzialnego za przemysł) Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego dla m. st. Warszawy, oraz kierownicy Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie – mjr Jerzy Nowakowski (do 15.07.1956 r.) i ppłk Jan Wołkow (od 15.07.1956 r.). Odnalezione dokumenty powstały w okresie między 28 czerwca a 17 lipca. Zawarte tam informacje pochodzą przede wszystkim z donosów od kontaktów operacyjnych. W artykule pominięto nazwiska osób, których wypowiedzi zawarte są w materiałach Urzędu Bezpieczeństwa.
W świetle omawianych raportów – w oryginale „Meldunków specjalnych” – wydarzenia poznańskie stały się przedmiotem dużego zainteresowania warszawiaków, odnotowano szereg komentarzy wśród mieszkańców i pracowników warszawskich zakładów pracy. W godzinach wieczornych 29 czerwca zatrzymano mężczyznę, który podczas jazdy tramwajem głośno wychwalał „wypadki poznańskie” i krzyczał: „dlaczego Warszawa nie występuje?!”. Informatorka „Ksenia” podała, że handlarki z bazaru przy ul. Polnej krytycznie wypowiadały się na temat rządu oraz żon dygnitarzy, które robią u nich zakupy, twierdząc, że w większości są to Żydówki. Handlarki popierały możliwość podobnych wystąpień w innych miastach Polski. Agent „Technik” z warszawskiego Metalexportu donosił, iż jeden z inżynierów opowiadał, że w Poznaniu Wojsko Polskie odmówiło strzelania, wobec czego ściągnięto do miasta Armię Czerwoną, która spacyfikowała zamieszki. Delegat na Kongres Związku Samopomocy Chłopskiej w restauracji przy ul. Krajowej Rady Narodowej usłyszał rozmowę przy stoliku, podczas której padło stwierdzenie, że „lud Warszawy wyczekuje na to samo, co w Poznaniu”.
Przy Powszechnym Domu Towarowym przy ul. Młynarskiej funkcjonariusze UB zauważyli dwie grupki osób, które głośno rozprawiały o wydarzeniach w Poznaniu.

Pogardliwie wyrażali się

o bratobójczych walkach, twierdzili, że ci, co wszczęli prowokację, na nowo zapełnią więzienia. 29 czerwca, około godziny 20.30 w tramwaju nr 8 nietrzeźwy redaktor jednej z warszawskich gazet, wygrażał interweniującemu milicjantowi, że „w Poznaniu milicja już nie jest taka silna i że milicjanci w Warszawie też mogą przestać być silni”.
Jeden z księży z parafii p.w. Matki Bożej Loretańskiej przy ul. Ratuszowej w Warszawie wyrażał opinię, że gdyby w Poznaniu byli „chłopcy z powstania”, poradziliby sobie z czołgami bardzo łatwo i że zamieszki w Poznaniu to było „formalne powstanie dla demonstracji, dla pokazania, że mogliby zdobyć miasto, gdyby chcieli”. Inny ksiądz mówił, że „gdy robotnik zarabia mało, to mało jest na tacy, a jak dużo, to i taca jest większa”, dlatego popierali wydarzenia poznańskie. Tego samego dnia wieczorem pracownicy Centralnego Domu Twórczości Ludowej i Centralnego Zarządu Świetlic i Domów Kultury wydali odezwę w związku z zajściami w Poznaniu, których przyczyną miało być – według odezwy – „oderwanie się kierownictwa partyjnego i państwowego od klasy robotniczej”.
Na początku lipca 1956 r. ppłk Mikołaj Krupski opracował zebrane wypowiedzi warszawiaków, którzy byli w Poznaniu podczas zamieszek. I tak inżynier z Centralnego Zarządu Przemysłu Młynarskiego twierdził, że zagraniczni goście targowi

zarobili dużo pieniędzy,

sprzedając nakręcone przez nich filmy z zajść do Głosu Ameryki lub Radia Wolna Europa. Widział też, jak mordowano na Dworcu Głównym funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, który potem w ubikacji męskiej, gdzie go zaciągnięto „dogorywał w konwulsjach i w kałuży krwi”. Milicjanci, których inżynier nazywał „łachy”, nie reagowali na lincz, mieli podczas zamieszek spokojnie chodzić z kobietami pod rękę. Za to z podziwem wyrażał się o bohaterstwie funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Dla inżyniera bohaterem był też premier Józef Cyrankiewicz, który w po zajściach przechadzał się po Poznaniu bez obstawy. Widział też strzelających zarówno robotników, jak i „bandytów”.
Jak wynika z badanych dokumentów – których w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej jest zapewne wiele więcej, Poznański Czerwiec 1956 wywołał bardzo ożywione reakcje i dyskusje przybierające często charakter politycznych – z punktu widzenia Urzędu Bezpieczeństwa – incydentów lub zdarzeń. Zwracają uwagę liczne wypowiedzi o filmowaniu demonstracji przez zagranicznych gości, co tym bardziej jest ciekawe, że nigdy filmów takich nie odnaleziono ani nie ujawniono.
Był to okres, kiedy lodowce stalinizmu powoli topniały od odwilży i społeczeństwo czuło, że może zacząć głośno wyrażać swoje myśli i opinie. Okres poluźnienia trwał jednak krótko. Euforia zmian i październikowej odwilży zakończyła się dość szybko – na początku 1957 r. Pozostały jedynie po tamtym okresie wypowiedzi zwykłych ludzi, członków społeczeństwa, spisywane pieczołowicie przez ambitnych funkcjonariuszy bezpieczeństwa. W czerwcu 1957 r. Władysław Gomułka zaapelował w Poznaniu o spuszczenie „żałobnej kurtyny milczenia” nad tym, co stało się w 1956 r. Na szczęście kurtyna ta powoli odsłania tajemnice poprzedniego systemu.

Autor jest doktorem, historykiem z Poznania, autorem książek: „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”. Poznański Czerwiec 1956 – straty osobowe i ich analiza, Poznań-Warszawa 2006; Biogramy ofiar Czerwca ’56, Warszawa 2007.

 

Wydanie: 26/2007

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy