A miało być pięknie…

Myślę, że niewielu już ludzi traktuje serio zapowiedzi społeczne, dzięki którym bracia Kaczyńscy zdobyli władzę w Polsce. Zostało z tego nad wyraz niewiele.
Niedawno, jak za gazetą giełdową „Parkiet” donosi „Trybuna”, wielkie spółki giełdowe rozdzieliły pomiędzy swoich akcjonariuszy dywidendy i suma tych pieniędzy sięgnęła niebagatelnych 13 mld zł, to znaczy dwa razy więcej niż w roku ubiegłym. Warto zaś dodać, że zgodnie z regułami gry kapitałowej znaczna część tych pieniędzy wypłynie za granicę, do rąk zagranicznych inwestorów. Znaczy to, że liberalny kapitalizm, oparty na kapitale zagranicznym, ma się dobrze i nic mu nie zaszkodziły antyliberalne pohukiwania PiS.
Podobnie rzecz się ma z naprawą służby zdrowia. Jest oczywiste, że lekarze i pielęgniarki muszą być lepiej opłacani, należy się im 30% podwyżki, o co walczą, a Polska jest w sytuacji człowieka, który stojąc w obliczu katastrofy zdrowotnej, nie może skąpić na lekarza. Wiadomo także, że efektem postępu medycyny jest coraz doskonalsza i droższa aparatura i coraz doskonalsze i droższe specyfiki, a więc wzrost kosztów leczenia, u nas pomnożony dodatkowo przez starzenie się społeczeństwa. Ale pomysł przerzucenia tych kosztów – również wynoszących około 13 mld zł – na biednych ludzi jest porażką prospołecznych obietnic PiS.
Podobnie jest z bezrobociem, które nie spada, podobnie jest z oświatą, która rodzi nierówności społeczne, podobnie jest z kulturą, która staje się dobrem elit.
Niespełnioną obietnicą okazuje się także hasło sanacji moralnej. „Rewolucję moralną” egzekwuje jak dotąd jedynie prokuratura, jeśli oczywiście ujawniane przez nią skandale, na przykład w Ministerstwie Finansów, okażą się prawdziwe. Nie widać jej jednak w dziedzinie wzorców, jakie stawia się społeczeństwu, a bez wzorców mówienie o odnowie moralnej jest pustosłowiem.
Prawica, której kwintesencją u nas jest PiS, ma z tym prawdziwy kłopot. Może oczywiście, co czyni chętnie, powiedzieć, że wszystkie wskazania i wzory moralne zawarte są już w naukach Kościoła i w żywotach świętych, ale co w takim razie czynić ma zwykły, zlaicyzowany obywatel, poza tym, żeby zapłacić za pobyt Benedykta XVI w Polsce? Zostać św. Stanisławem Szczepanowskim albo błogosławioną Kózką?
Czytałem niedawno o młodzieży którejś ze szkół, która na gwałt poszukuje pozytywnych wzorów do naśladowania, ale na razie bez skutku. Wszystkie bowiem zalecane wzorce pozytywne oparte są na fundamencie walki z komuną i na konspirze antykomunistycznej, której nie ma dzisiaj wobec kogo zastosować. Nieboszczka komuna stworzyła na tę okoliczność przodowników pracy i przodujące prządki. Także zaraz po transformacji ustrojowej starano się nam aplikować jako wzory do naśladowania przodowników biznesu z listy stu najbogatszych, co z tego jednak, gdy w ramach prokuratorskiej odnowy moralnej lista ta zamienia się teraz coraz częściej w list gończy?
Podobne kłopoty mamy z bohaterami antykomunizmu. Niedawno udało mi się obejrzeć w TVN film „Potrójny agent” o radzieckim wysokim oficerze marynarki wojennej nazwiskiem Artamonow, który w 1958 r., pod wpływem miłości do Polki (nasz akcent narodowy!), zdecydował się na ucieczkę do USA. Wyprowadził w pole całą flotę ZSRR, której dowódcy nie mogli uwierzyć, że ktoś taki jak Artamonow może zdradzać ojczyznę, i na samotnej łodzi, z jednym tylko marynarzem nazwiskiem Popow, dopłynął do brzegów USA, gdzie zameldował się w CIA. Prawdziwy człowiek honoru.
Ciekawy jednak wydaje się także ów Popow, który też nie mógł uwierzyć, że jego dowódca, który był wybitnym wojskowym i składał przysięgę oficerską, jest zdrajcą. Kiedy jednak zorientował się, o co chodzi, najpierw, zgodnie z regułą, że kapitan na morzu jest „pierwszym po Bogu”, wykonywał wszystkie jego rozkazy, po czym, już na lądzie, zażądał powrotu do ZSRR. Czyli zachował się skromnie i normalnie.
Efektowna polityczna zdrada okazuje się w wyższej cenie niż zwyczajna lojalność i przyzwoitość. Na przykład wierność zasadom czy danemu słowu, nie mówiąc już o przysiędze.
Mówi się, że społeczeństwo nasze jest zdemoralizowane i żyje w potępianym „relatywizmie moralnym”. Ale w czym ma żyć, skoro co roku setki zniczy palą się na grobie szpiega, pochowanego w alei zasłużonych, awansowanego pośmiertnie na generała bodaj, któremu buduje się teraz muzeum czy izbę pamięci za to, że złamał składane przysięgi i oszukiwał ludzi, którzy darzyli go zaufaniem?
Szpiedzy są niezbędni, istnieli od początku świata i będą istnieć do końca. Ale nie uda się na nich zbudować moralności społecznej.
Nie bardzo można ją budować także na wszelkiego rodzaju nawróconych, którzy porażeni w 1989 r. koniunkturalną amnezją, nagle po tej dacie odzyskali rozum i jedynie słuszne zapatrywania. Oczywiście, że ludzie się zmieniają, ale zmiana musi mieć swoją logikę, polegać na przemyśleniu całości swojego życia, a nie tylko tej jego części, która szczęśliwie ocalała po dobrowolnej amputacji osobowości.
Jak ludzie mają nie żyć w relatywizmie moralnym, skoro setki tysięcy poborowych, którzy służyli w Wojsku Polskim, dowiaduje się nagle, że wspomagali przestępczy spisek, wymierzony w wolność współobywateli? Że w rzeczywistości uczestniczyli w organizacji, której szarże, dowództwa i sztaby były po prostu gangiem, niczym gang pruszkowski, tylko na nieporównanie większą skalę?
Bez szacunku dla normalności, przyzwoitości, lojalności i poszanowania dla własnego życia trudno jest myśleć o „odnowie moralnej”. Podobno także w SLD kołaczą się myśli, aby „zmienić elektorat”, to znaczy pozbyć się tych zmurszałych szczątków dawnej lewicy, ciągle przywiązanych do jakichś zasad czy choćby jakichś faktów, i otoczyć się bardziej eleganckim towarzystwem. Życzę powodzenia, tylko kto wówczas zagłosuje na tę partię lub choćby z przyzwyczajenia pójdzie na pochód 1-majowy?
Marek Borowski na kongresie Socjaldemokracji Polskiej powiedział wręcz, że bracia Kaczyńscy „ukradli socjalizm”. Niestety była to kradzież nieudana, zarówno pod względem społecznym, jak i moralnym. Pytanie tylko, kto go jeszcze przechowuje, na razie w głębokim ukryciu.

 

Wydanie: 21/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy