Między nami lewakami

Między nami lewakami

Atmosfera polityczna i poziom debaty w Polsce przesunęły się tak mocno na prawo, że wszelkie opinie, które odbiegają od prawicowego słowotoku, zyskują etykietkę lewackich. Przy słabości lewicy i nieobecności lewicowych opinii w głównym obiegu publicznym w Polsce lewackimi mogą być nazwane poglądy, które w Europie Zachodniej określane są jako liberalne. O lewackość można nawet oskarżyć niektóre wystąpienia prawicowych partii, np. Platformy Obywatelskiej. Generalnie wszystko, co jest nieco na lewo od PiS, może być uznawane w Polsce za lewackie. Tendencje te – wszystko na to wskazuje – jeszcze się wzmocnią w najbliższym czasie.

Słowo lewak jako obelga stało się niemal równie popularne jak ideologia gender. Słuchając religijnych fundamentalistów i czytając prawicowe gazetki, można wręcz mieć wrażenie, że Polska jest zagrożona przez lewaków, kryptolewaków i wyznawców gender.

O zawiłościach językowych i historii używania w polskich warunkach słowa lewak jest świeża książka „Lewactwo. Historia dyskursu o polskiej lewicy radykalnej”, napisana przez Łukasza Drozdę, młodego politologa z Warszawy.

Dyskredytowanie lewicy pojęciem lewactwa ma dłuższą historię niż III RP – sięga (jak ukazuje to autor) co najmniej początków XX w. Co ciekawe, jednym z pierwszych, którzy używali tego pojęcia, był Stalin – dyskredytował w ten sposób lewicową opozycję, m.in. anarchistów czy trockistów. Ale również II RP miała duże osiągnięcia w demonizowaniu lewicy. A pojęcie lewactwa miało w owym czasie sporą konkurencję – na łamach prasy prawicowej działaczy lewicowych określano m.in. jako „wichrzycieli”, „lewicowych opryszków” czy „lewicowych podżegaczy”. W nowych czasach III RP ludzie lewicy zostali ochrzczeni „komuchami”, „bolszewikami”, „czerwoną pajęczyną” czy właśnie „lewakami”.

Interesującą lekcją historii dla dzisiejszych „prawdziwych Polaków” może być przypomnienie, że w okresie PRL „lewactwo” też było zwalczane z wielkim zaangażowaniem w popularnonaukowych publikacjach. „Nowa lewica”, „trockizm” czy „anarchizm” – to miały być te nurty, które pod pozornie rewolucyjną retoryką szerzą antykomunizm. Jak pisze Łukasz Drozda, „lewacy mieli nie przejawiać rzeczywistych związków z klasą robotniczą, a w miejsce tego zajmować się wydumanymi kwestiami nie mającymi przełożenia na walkę klasową oraz przejawiać silne skłonności do przemocy, terroryzmu i »awanturnictwa«”.

W wolnej Polsce lista grzechów lewaków jest zdecydowanie dłuższa i wyrażana z większą intensywnością w prawicowych kręgach: to przeciwieństwo rozumności, wyraz zepsucia moralnego oraz przejaw odstępstwa od norm rzekomo uznawanych przez ogół. Za lewactwem kryją się wszelkie ataki na „normalną rodzinę” i promowanie wszelkich „dewiacji seksualnych” (z homoseksualnymi związkami na czele). Autor książki przytacza różne złote myśli lokalnych obrońców wartości prawicowo-konserwatywnych. Na przykład Jadwiga Chmielowska podczas wykładu dla członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ostrzegała, że „lewactwo na uniwersytetach i w kulturze pierze mózgi wszystkim narodom. Zaliczający się do niego ruch gender wywodzi się z marksizmu i tworzy nową, totalitarną ideologię”.

Prof. Ryszard Legutko, minister edukacji w rządzie Kaczyńskiego, namawiał, aby przegnać „lewactwo ze szkół”, i straszył „lewacką indoktrynacją, która zastąpiła w III RP szkolne wychowanie”.
Innym znakiem rozpoznawczym lewactwa ma być – zdaniem polskiej konserwy narodowej – wrogi stosunek do chrześcijaństwa. Co więcej, ci przebiegli lewacy, którzy są siłą ofensywną dążącą do konfrontacji z wartościami chrześcijańskimi, działają na kilku frontach. Bowiem – jak twierdzi prof. Bogusław Wolniewicz, ulubieniec Radia Maryja i Telewizji Trwam – „siły lewackiego libertyństwa nie atakują tylko od zewnątrz, ale przenikają do wnętrza, próbują Kościół od wewnątrz rozsadzić”. Trudno tylko powiedzieć, czy w tym spisku uczestniczy papież Franciszek. Jak można się domyślać, wśród prawdziwych Polaków zdania na ten temat są podzielone.

Źródeł zagrożeń lewactwem jest wiele, ale ich głównym orężem jest Unia Europejska. Jak pisze wspomniany prof. Wolniewicz, „Karta Praw Podstawowych UE to nowy dekalog lewackiego libertyństwa, który ma zastąpić dekalog głoszony przez chrześcijaństwo”.

Interesujące, że wśród polskiej prawicy największą złość i agresję budzą kulturowe przejawy lewactwa (atakowanie tradycyjnej rodziny, religii, narodu). Mniej uwagi „prawdziwi Polacy” poświęcają ekonomicznemu aspektowi lewactwa. Może winna jest temu sama lewica, która nie stworzyła przez 25 lat wyraźnej oferty w wymiarze społeczno-ekonomicznym?
Bez względu na wszystkie zaniedbania lewicy jesienią może się okazać, że żyjemy w kraju, w którym nawet przejście na lewą stronę ulicy będzie podejrzane, a kupienie w kiosku PRZEGLĄDU stanowić będzie lewacką prowokację.

Wydanie: 41/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy