Mieli odwagę i umieli pomóc

Mieli odwagę i umieli pomóc

Fundacja im. Hanki Bożyk po raz piąty nagrodziła nieobojętnych

– Gdyby nie żona, nie byłoby mnie tam – mówi Jacek Taradajczyk z Legnicy. Tam – to znaczy w ośrodku wypoczynkowym w Rokitkach. – Byłem po służbie, chciałem odpocząć w domu, ale żona wyciągnęła mnie nad wodę.

20 lipca 2014 r., niedziela. Tłum ludzi wyleguje się w słońcu, kilkanaście osób się kąpie. Nagle Taradajczyk dostrzega, że kilkadziesiąt metrów od brzegu nad taflą jeziora wystaje ręka z okularami i znika w głębinie. Jakaś kobieta krzyczy. Taradajczyk rzuca się w kierunku tonącego, nurkuje i widzi opadającego na dno mężczyznę. Chwyta go i zaczyna holować. Dopływa żona, razem ciągną tonącego. Blisko brzegu na pomoc rusza im dwóch chłopców. Wyciągają topielca na brzeg, reanimują, mężczyzna odzyskuje przytomność. Nie on pierwszy zawdzięcza Jackowi Taradajczykowi życie. Na początku służby policjant, dziś sierżant sztabowy, wyprowadził z płonącego domu kilkanaście osób.

Nie raz ludzi z płonących budynków wynosił także Tomasz Grądalski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Libuszy. Ale 16 maja zeszłego roku przyszło mu się zmierzyć z innym żywiołem. Tego dnia do późnego wieczora strażacy usuwali skutki ulewy, po której wystąpił z brzegów potok przepływający przez miejscowość. Zalanym chodnikiem szła starsza kobieta. W ciemnościach potknęła się i wpadła do rowu. Grądalski w pełnym rynsztunku skoczył do wody i wyciągnął ją. Skończyło się na strachu.

Joanna Mendrala, kierowca w rzeszowskim MPK, nie zapomni poranka 3 grudnia zeszłego roku. Jeździła wtedy na linii 54. O 6 rano na pętli w Rogoźnicy do jej autobusu wszedł młody mężczyzna. Usiadł z tyłu i osunął się na podłogę. Joanna Mendrala poszła zobaczyć, co się stało. – Krzyczałam, żeby otworzył oczy, klepałam po policzkach, ale nie reagował. Rozerwałam mu kurtkę i zaczęłam reanimację – opowiadała. Reanimowała chłopaka aż 20 minut. Wytrwała do przyjazdu karetki. 22-latek w ciężkim stanie trafił do szpitala. Teraz przechodzi rehabilitację. Joanna Mendrala w MPK pracuje od listopada. Skończyła europeistykę, ale pracy w zawodzie nie znalazła. Po kursie prawa jazdy i szkoleniu z pierwszej pomocy zaczęła jeździć jako kierowca. Nie przypuszczała, że tak szybko będzie zdawała praktyczny egzamin z reanimacji.

Ta trójka bohaterów odebrała 10 lutego nagrody przyznawane przez Fundację im. Hanki Bożyk „Pogotowie Ratunkowe – dlaczego nie zdążyło?” założoną po śmierci patronki przez jej męża, prof. Pawła Bożyka.

Na uroczystość nie dojechał czwarty laureat, aspirant Jerzy Wilk z Olkusza, który przyczynił się do uratowania wyziębionego Adasia – zabronił rozgrzewać dziecko (dziś wiemy, że skończyłoby się to tragedią) i rozpoczął reanimację. W zeszły czwartek Adaś już prawie w pełni sił wyszedł ze szpitala.

Inny charakter ma nagroda dla Fundacji im. Anny Wierskiej „Dar Szpiku”. Medal, dyplom i czek odebrała prezes zarządu Dorota Raczkiewicz. Z inicjatywy fundacji powstała Drużyna Szpiku, grupa wolontariuszy działających na rzecz osób chorych na nowotwory krwi, szczególnie na białaczki. Ich celem jest powiększenie Rejestru Potencjalnych Dawców Szpiku, by liczył nie 200 tys., ale 3 mln osób.

Zaległą nagrodę sprzed dwóch lat otrzymał Robert Boziński z Częstochowy. Wracał z żoną i chorym dzieckiem ze szpitala. W tramwaju szóstka młodych ludzi piła alkohol i paliła. Kiedy zwrócił im uwagę, zaatakowali. Nie przewidzieli, że Poziński trenuje krav magę. Czwórce bandytów udało się uciec, dwójkę pan Robert przytrzymał do przyjazdu policji.

Sześciu laureatów, sześć różnych historii. Łączy ich to, że nie tylko byli nieobojętni, mieli odwagę pomóc, ale i umieli to zrobić. Bo dopiero takie połączenie daje szansę na uratowanie komuś życia.


Fundacja im. Hanki Bożyk jest organizacją pożytku publicznego. Można przekazać na jej konto 1% podatku.
KRS 0000362270
Nr rachunku: Bank Pekao S.A. 20 1240 2135 1111 0010 3448 4680
Więcej informacji na stronie: www.hankabozyk.pl

Wydanie: 8/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy