Migracja, integracja, imaginacja…

Migracja, integracja, imaginacja…

Z perspektywy czerwonej Brukselki

Siedzibę Parlamentu Europejskiego w Brukseli wzniesiono na pograniczu dzielnic Ixelles i Etterbeek. Gmach ów o europejskim wymiarze XL otaczają ruiny masowo wyburzanych małomiasteczkowych kamienic oraz różnej klasy knajpy, zatłoczone do granic możliwości w porze lunchu. Kłębiący się tłum wszelkiego rodzaju urzędników – eurodeputowanych i ich młodszych lub nieco starszych asystentów, biurokratów, korespondentów i komentatorów – dywaguje nad tym, jak zmienić świat – cały lub też swój własny. Wśród wymiany racji nad talerzem często słyszy się rozważania na temat migracji i integracji.
Okolony tymi jadłodajniami plac Luksemburski, nad którym wznosi się gmach parlamentu, dzieli zaledwie 600 m od osławionego rejonu Matonga zamieszkanego przez ludność afroazjatycką – pełnego afrobelgijskich sklepów, restauracji, zakładów fryzjerskich i biur podróży oferujących tanie bilety do Kinszasy lub Bamako. Ten inny świat uśmiecha się wyzywająco do przeszklonych ścian parlamentu. Ten inny świat, który – jeśli nie ma stać się gettem – musi zostać

wchłonięty przez eurounijnych kolonizatorów.

Tylko jak to zrobić? W przypadku socjalistów odpowiedź jest tak samo prosta jak skomplikowana – dzięki wizji braterstwa i polityce solidaryzmu społecznego. A tak bardziej konkretnie?
PES – Partia Europejskich Socjalistów uznaje kwestię migracji i politykę integracji społecznej za jeden z filarów wzniosłego projektu Europy Socjalnej. Frakcja socjaldemokratyczna w PE widzi w tym jeden z priorytetów na rok 2007 – i stąd wynikają prace nad nowym raportem przygotowywanym przez jedną z posłanek tejże frakcji, Francuzkę Martine Roure.
Frakcja socjaldemokratyczna święcie wierzy, że wypracowanie założeń wspólnej polityki unijnej wobec zjawiska migracji oraz wyzwania integracji ludności napływowej w środowiskach lokalnych jest sprawą niezwykle palącą. O tym, jak bardzo, mogą zaświadczyć obrazki znad Morza Śródziemnego ukazujące łódki wypełnione imigrantami z północnej Afryki, docierające do brzegów Malty, która przerażona, że za chwilę liczba imigrantów przewyższy liczbę obywateli ich państwa, odmawia ich przyjęcia i skazuje tym samym

na tragiczny dryf życiowy.

Dlatego też frakcja uważa, że Unia powinna dorobić się Europejskiej Karty Integracji Imigrantów, swoistego dekalogu.
Po pierwsze, wspólna polityka wobec migracji powinna bazować na solidarności państw członkowskich, które winny dzielić związane z nią koszty i obowiązki. Jej założenia powinny być przyjęte zgodnie z unijną zasadą współdziałania instytucji i na zasadzie kwalifikowanej większości głosów. Pozwoliłoby to wyeliminować prawdopodobieństwo dominacji niesnasek narodowych nad interesem unijnym. Naturalnie Hiszpania ma powody, by być wobec migrantów mniej tolerancyjna niż przykładowo leżąca na antypodach Litwa.
Po drugie, wzmocniona powinna zostać współpraca państw członkowskich w zakresie kontroli granic, a większe środki finansowe przeznaczone na program FRONTEX (zapewniający podstawowe prawa imigrantom oraz zwalczający handel ludźmi). Po trzecie, nową kartę powinny pisać wszystkie kraje, tak by faktycznie jej założenia mogły odnieść się do wszystkich państw członkowskich. Jej zapisy powinny uwzględnić: dostęp do nauki języka, kształcenie z zakresu wartości Unii oraz szacunek różnorodności kulturowej zarówno imigrantów, jak i społeczności lokalnych.
Po czwarte, powinna zostać spisana nowa definicja europejskiego obywatelstwa, która wszystkim da prawo głosu w samorządach i prawo dostępu do edukacji. Obecnie prawo takie mają wyłącznie obywatele Unii zamieszkali na terenie innego kraju i jedynie w wyborach lokalnych. Co zaś tyczy się kształcenia, wystarczy wybrać się na berliński Kreuzberg, by odwiedzić szkoły, które z niemieckich stały się tureckimi medresami – co nie sprzyja integracji, ale wznoszeniu getta o murach trwalszych niż betonowe ściany.
Po piąte, frakcja uważa, że należy tworzyć centra kulturowe i inne miejsca publiczne dające świadectwo uznania dla wzbogacania przez imigrantów społecznego i kulturowego życia społeczności lokalnych. Po szóste, frakcja postuluje wprowadzenie prawa do poszukiwania pracy dla imigrantów, z uwzględnieniem ich kwalifikacji podczas rekru-tacji, prawa do uczestnictwa w związkach zawodowych oraz co najważniejsze specjalnego nadzoru, tak aby wykluczyć wszelakie

formy dyskryminacji i eksploatacji.

To łączy się z siódmym postulatem, by godna praca i standardy zatrudnienia były włączone w rzeczoną kartę, zmuszając korporacyjnych pracodawców do okazania społecznej odpowiedzialności.
Po ósme, utworzony powinien zostać fundusz “Oszczędności dla rozwoju”, tak by pieniądze wytworzone z pracy imigrantów i wysyłane do kraju pochodzenia mogły służyć celom rozwoju tychże krajów. Po dziewiąte, kwestie związane z przyjmowaniem imigrantów powinny być rozwiązane zgodnie z poszanowaniem praw imigrantów, z uwzględnieniem interesów krajów: przyjmującego, pochodzenia i tranzytu.
I wreszcie dziesiąte, najważniejsze – Unia musi wykazać się większym zaangażowaniem w eliminowanie przyczyn migracji, co powinno wyrażać się w: aktywnym udziale w rozwiązywaniu konfliktów zbrojnych, usprawnieniu użycia środków polityki rozwoju (w tym zwiększenia nakładu na zdrowie i edukację), w uwzględnieniu klauzuli standardów pracy Międzynarodowej Organizacji Pracy przy zawieraniu umów handlowych oraz zwiększenie wysiłków na rzecz zrealizowania Milenijnych Celów Rozwoju.
Taką politykę postulują socjaldemokraci, szykując się do roku 2008 – Europejskiego Roku Dialogu Międzykulturowego. Pytanie, czy wizja ta wystarczy, by 600 m pomiędzy budynkiem parlamentu a dzielnicą Matonga straciło charakter międzyplemiennej pustki.

 

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy