Gdzie jest ta broń

Gdzie jest ta broń

Większość Brytyjczyków uważa, że w sprawie wybuchu wojny z Irakiem premier Blair wprowadził w błąd naród

„Nikt już nie wierzy w ani jedno słowo naszego premiera!”, grzmiał w Izbie Gmin przywódca konserwatywnej opozycji, Duncan Smith. „Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa!”, oznajmił na pierwszej stronie dziennik „The Mirror”.
63 procent mieszkańców Zjednoczonego Królestwa uważa, że w sprawie przyczyn wojny z Irakiem szef gabinetu wprowadził w błąd swój naród. Nawet niektórzy deputowani z Partii Pracy obawiają się, że nad głową premiera zbiera się burza, która może zakończyć się aferą gorszą niż Watergate.
Zarówno premier Tony Blair, jak i prezydent George Bush przed wojną przekonywali własnych obywateli i wahających się sojuszników, że Saddam Husajn z całą pewnością zgromadził duże ilości broni biologicznej i chemicznej, a może nawet wznowił program nuklearny. Należy więc „w imię przyszłości naszych dzieci”, jak dobitnie wyraził się Bush, zbrojnie obalić tyrana znad Tygrysu, aby przestał być zagrożeniem dla świata. W ponad dwa miesiące po zdobyciu Bagdadu żołnierze i eksperci koalicji nie znaleźli ani śladu domniemanych arsenałów dyktatora. Być może generałowie Saddama zniszczyli 8500 litrów preparatu z wąglikiem, 6 tysięcy głowic chemicznych i 20 rakiet typu Scud na krótko przed wybuchem wojny. Gdyby jednak Irak miał przynajmniej część tej kuchni śmierci, którą przypisywały mu Waszyngton i Londyn, z pewnością jakieś dowody wpadłyby w ręce żołnierzy koalicji. Tym niemniej poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Znaleziono tylko dwa pojazdy, które mogły służyć jako ruchome laboratoria broni biologicznej. Irakijczycy głoszą wszakże, że w ciężarówkach tych produkowano wodór do napełniania balonów (brytyjska gazeta „The Observer” poinformowała, że podobny system napełniania balonów Londyn sprzedał Bagdadowi w 1987 r.). W każdym razie wydaje się, że twierdzenia polityków o ogromnych magazynach broni biologicznej i chemicznej Saddama są wielką propagandą. Media mówią już szyderczo o broni masowego znikania (tygodnik „Time”) czy broni masowego kłamstwa („San Francisco Chronicle”).
Zastępca sekretarza stanu USA, Paul Wolfowitz, przyznał zresztą w wywiadzie dla magazynu „Vanity Fair”, że przyczyn wojny było wiele, a kwestię broni masowego rażenia wysunięto z przyczyn związanych z biurokracją rządową USA. Komentatorzy zwrócili uwagę, że także George W. Bush zmienił swą retorykę. Prezydent USA zapewniał, że iracka broń masowego rażenia zostanie znaleziona, ostatnio jednak Bush głosi, że wojna była konieczna, ponieważ Bagdad miał programy broni czy też programy zbrojeniowe (o broni masowego rażenia nie ma już mowy). Takie uzasadnienie wszczęcia konfliktu zbrojnego trudno uznać za przekonywujące. W końcu jakieś programy zbrojeniowe ma każdy kraj, który dysponuje armią godną tego miana.
Wiele wskazuje na to, że dygnitarze w Waszyngtonie i w Londynie

świadomie wyolbrzymiali zagrożenie

lub nawet manipulowali raportami służb specjalnych, aby wprowadzić w błąd opinię publiczną. Felietonista dziennika „New York Times”, Paul Krugman, sugeruje, że może to skończyć się najgorszym skandalem w politycznej historii Ameryki. Dziennik „San Francisco Chronicle” pisze, że Bill Clinton kłamał w sprawie seksu, zaś Richard Nixon w sprawie włamania, a prezydent Bush wysłał żołnierzy, aby umierali na wojnie, której uzasadnienie może okazać się kłamstwem.
Popularny prezydent USA nie ma (na razie) powodów, aby lękać się krytyki. Brytyjski premier znalazł się natomiast w bardzo trudnej sytuacji. „Tragedią jest to, że nawet jak Blair mówi prawdę, nikt już mu nie wierzy”, napisał „Daily Mail”. Głowy szefa rządu domagają się nawet niektórzy deputowani z Partii Pracy, zwłaszcza ci, którzy od początku byli wojnie w Iraku przeciwni. Claire Short, była minister w gabinecie Blaira, twierdzi, że szef gabinetu już na początku września ubiegłego roku postanowił wraz z Bushem zaatakować Irak. Reszta była już tylko propagandą i zastraszaniem. Rzeczywiście, poczynania brytyjskich urzędników rządowych i spełniających ich polecenia wywiadowców zasługują na rozdział w książce o nieudolnych manipulacjach politycznych. 24 września ubiegłego roku Tony Blair przedstawił dossier, z którego wynikało, że armia iracka może użyć broni masowego rażenia w 45 minut po otrzymaniu rozkazu. Ten potworny scenariusz Blair przedstawił również w pompatycznej mowie w Izbie Gmin. Pewien pragnący zachować anonimowość funkcjonariusz wywiadu MI6 poinformował jednak rozgłośnię BBC, że z gabinetu premiera przy Downing Street wywierane były naciski, aby odpowiedni raport służb specjalnych napisać dosadniej. Eksperci z MI6 stanowczo odradzali wysuwanie tezy o 45 minutach, lecz nie zostali wysłuchani. W rządowym dossier groźne 45 minut pojawiło się aż cztery razy. Dopiero później minister obrony, Adam Ingram, przyznał, że zebrane dowody pochodziły tylko z jednego niesprawdzonego źródła. Media podejrzewają, że głównym manipulatorem stał się Alastair Campbell, dyrektor ds. informacji w gabinecie Blaira, dawny pracownik brukowej prasy, znany ze swych bezkompromisowych metod działania. W lutym br. rząd brytyjski przedstawił kolejne dowody istnienia arsenałów śmierci Saddama Husajna. Dossier to nazwano później oszukańczym lub ściągniętym, znalazły się w nim bowiem fragmenty spisane z czasopism akademickich i z przestarzałej już pracy pewnego młodego politologa z Kalifornii. Prawdopodobnie urzędnicy z Downing Street 10 ubogacili informacjami z powszechnie dostępnych źródeł raport służb specjalnych, który uznali za zbyt umiarkowany. W czerwcu Campbell musiał pisemnie przeprosić szefa MI6, Richarda Dearlove, za oszukańcze dossier i obiecać, że podobne praktyki już się nie powtórzą.
Prawdziwie niedźwiedzią przysługę brytyjscy agenci wyrządzili prezydentowi Bushowi, który za wszelką cenę usiłował udowodnić, że Bagdad kontynuuje program nuklearny. Pewien afrykański dyplomata sprzedał funkcjonariuszom wywiadu włoskiego list ministra spraw zagranicznych Nigru. Z pisma wynikało, że Saddam usiłował nabyć w tym kraju 500 ton tlenku uranu. Uradowani wywiadowcy Albionu przekazali ten dowód amerykańskim sojusznikom.

List okazał się jednak prymitywnym fałszerstwem.

Wymieniony w nagłówku szef dyplomacji Nigru zakończył urzędowanie przed 10 laty… Sekretarz stanu USA, Colin Powell, zorientował się, co się święci i pominął fragment o rzekomym afrykańskim uranie w swej mowie wygłoszonej 5 lutego na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale wstyd pozostał. Według magazynu „US News and World Report” Powell był tak wstrząśnięty jakością informacji wywiadowczych na temat irackiej broni, że nazwał niektóre z nich „kulą g…”.
Bezlitośnie krytykowany w parlamencie Tony Blair przystąpił do kontrofensywy. Z pewnością na polecenie premiera minister ds. parlamentu, John Reid, oskarżył łotrowskie elementy (rogue elements) w służbach specjalnych, wrogie wobec Partii Pracy, o knucie intryg przeciwko rządowi. Uradowana sensacją opozycja zażądała nazwisk niecnych funkcjonariuszy. Ale nazwiska nie padły. Jak twierdzi dziennik „The Independent”, zapobiegliwi agenci wywiadu oburzeni naciskami i bezmyślnymi ingerencjami polityków w swą pracę sporządzili dokładny protokół tych nacisków także po to, aby uniknąć odpowiedzialności. Magazyn „Sunday Herald” podaje kolejną rewelację. Oto już w 1991 roku brytyjskie ministerstwo obrony rozpoczęło tajną Operację Rockingham, mającą na celu zbieranie informacji kompromitujących Irak i ukrywanie wiadomości stawiających ten kraj w lepszym świetle. Politycy mieli nadzieję, że w ten sposób znajdą pretekst do wojny. Były szef inspektorów ONZ w Iraku, Scott Ritter, wyraził gotowość opowiedzenia o operacji Rockingham w brytyjskim parlamencie. Tony’ego Blaira czekają gorące dni. Zapewne zostanie wezwany na przesłuchanie przez komisję spraw zagranicznych Izby Gmin. Opinia publiczna nie kryje oburzenia z powodu domniemanych wojennych kłamstw. „Naród ma prawo do poznania prawdy”, głosi były szef brytyjskiej dyplomacji Robin Cook. Dziennikarze powinni zwalczać sztuczny świat Matriksa, tworzony przez wywiadowców i polityków, wzywa „The Guardian”. Niektórzy komentatorzy przypuszczają, że sprawa broni masowego znikania może położyć kres błyskotliwej karierze brytyjskiego premiera.

Wydanie: 25/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy