Gasnąca gwiazda SPD

Gasnąca gwiazda SPD

Wicekanclerz Sigmar Gabriel cieszy się największą władzą od lat, ale w partii jego autorytet doznał uszczerbku

Berlin, marcowe popołudnie. To jeden z tych dni, kiedy Sigmar Gabriel jest nie w sosie. Po rozmowie z premierem Bawarii Horstem Seehoferem o wyrównaniu finansowym między krajami związkowymi wicekanclerz ma poprowadzić obrady z szefami lokalnych odłamów SPD. Do centrali na Wilhelmstrasse dociera z małym opóźnieniem, zasiada między sekretarzem generalnym a skarbnikiem partii. Spotkanie zaczyna od pogróżki. – Jeśli w sprawie retencji danych (rutynowego zatrzymywania przez operatorów informacji o tym, kto, z kim i kiedy łączył się lub próbował się połączyć za pomocą środków komunikacji elektronicznej – przyp. red.) SPD nie stanie za mną murem, przeprowadzę ankietę w partii – pieklił się lider. – Sigmar, zastanów się, chadecy i opozycja odczytają to jako sygnał słabości i wewnętrznych perturbacji. Nie róbmy tego – protestował minister sprawiedliwości Heiko Maas, nadający ton koalicyjnym sporom w sprawie retencji danych telekomunikacyjnych.

Płynąc głównym nurtem

Socjaldemokraci ostatecznie poparli lidera, koalicja rządowa CDU-SPD uzgodniła wprowadzenie w Niemczech retencji danych. Maas zażądał mniej, niż zamierzał, idąc na ustępstwa i akceptując linię Gabriela płynącego głównym nurtem. Pospieszył szefowi z pomocą, ale czy byłby gotów ginąć z jego imieniem na ustach?

Klimat utrzymujący Gabriela od lat na stanowisku przywódcy najstarszej partii ludowej z dnia na dzień się pogarsza. Słupki sondażowe maleją, a samemu szefowi coraz częściej puszczają nerwy. W SPD gwiazda zastępcy Merkel gaśnie, nawet mimo wstydliwego dla pani kanclerz skandalu wokół współpracy BND i NSA, na którym Gabriel mógłby coś ugrać. Pozostaje on w tej sprawie bierny, a poczucie osamotnienia zagłusza ostrą retoryką.

Partyjni dygnitarze coraz częściej wyrażają niezadowolenie, zastanawiając się, czy ich prezes jest odpowiednim kandydatem na kanclerza w 2017 r. Zresztą Gabriel też zasygnalizował, że prawdopodobnie nie będzie się ubiegał o ten urząd, w każdym razie nie za wszelką cenę. – Jak mamy za dwa lata wygrać z nim wybory, skoro sam nie wierzy w zwycięstwo? – pyta Axel Schäfer, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego SPD. Według niego, Gabriel odwraca się od lewicowego elektoratu i – co gorsza – od własnego zaplecza partyjnego. – Swoich ludzi tak się nie traktuje – uważa Schäfer, nawiązując do konfliktu na linii Gabriel-Maas. W sprawie retencji danych minister sprawiedliwości chciał zadbać o wizerunek SPD, który opiera się na wrażliwości społecznej i trosce o prywatność obywateli. Gabriel natomiast od początku wyznawał pogląd szefowej rządu i ministra Thomasa de Maizière’a. Maas poczuł się upokorzony, po czym niechętnie tłumaczył się ze swojej wolty. Zdaniem Schäfera, ta mało subtelna demonstracja władzy może się obrócić przeciwko Gabrielowi.

Punkty sporne

Kwestia retencji danych to zresztą tylko jeden przykład dowodzący, że nerwowość w obozie SPD przekroczyła kolejną granicę. Inny punkt zapalny stanowią TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) i CETA (kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa), których warunki Gabriel współnegocjuje. Szef socjaldemokratów uchodzi za zwolennika umów handlowych z USA i Kanadą, podczas gdy SPD jest w tej sprawie podzielona. Do prezydium partii wpływają skargi lewicowych towarzyszy, co każe przypuszczać, że temat ów będzie główną osią sporu na grudniowej konwencji partyjnej. Na agendzie pojawi się wtedy również pilna kwestia kandydata w wyborach do Bundestagu w 2017 r. Po trzech porażkach z rzędu (w 2005, 2009 i 2013 r.) partyjny trzon SPD traci cierpliwość, chcąc wystawić kogoś silnego. Po przegranej Peera Steinbrücka Gabriel uchodził za naturalnego kandydata, mogącego zakwestionować nieomylność Merkel. – Odkąd jednak zasiada w jej gabinecie, 55-letni wicekanclerz wydaje się pozbawiony większych ambicji. Po Berlinie krążą plotki, że socjaldemokraci rozglądają się za alternatywami. Niektórzy mówią o tym już bez ogródek. – Jeśli ktoś prowadzi kampanię wyborczą w Europie tak umiejętnie jak Martin Schulz, na pewno doskonale poradzi sobie z tym we własnym kraju – zauważa Axel Schäfer.
Gabriel spytany przez dziennikarza „Rheinische Post” o kandydata, który jesienią 2017 r. poprowadziłby SPD do zwycięstwa, odrzekł dyplomatycznie: – Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że w odróżnieniu od CDU mamy w szeregach więcej zdolnych osób niż tylko lidera.

Niemieccy publicyści odczytali to przede wszystkim jako rezygnację z kanclerskich aspiracji. – Gabriel jest do bólu pragmatyczny. Osiągnął już bardzo dużo i jako minister gospodarki może jeszcze sporo ugrać. Przypadek Steinbrücka pokazał mu jednak, że chcąc zrealizować niedosiężne cele, można wszystko stracić – tłumaczy publicysta Wolfram Weimer na łamach dziennika „Handelsblatt”. Czy to dlatego wicekanclerz umniejsza przed kamerami własną wartość, twierdząc, że „SPD potrzebuje jeszcze wiele lat, aby wygrać wybory”?

Strony: 1 2 3

Wydanie: 26/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy