Europejczyków nie stać na mieszkania

Europejczyków nie stać na mieszkania

Własna nieruchomość to dziś utopia dla wielu zachodnich społeczeństw

Problemy z rynkiem mieszkaniowym nie są nowym zjawiskiem na mapie Europy. To właśnie od rynku nieruchomości zaczął się niemal dekadę temu największy kryzys finansowy od czasów II wojny światowej. O coraz mniejszej dostępności mieszkań, zwłaszcza dla osób dopiero wchodzących na rynek pracy, od lat mówią też ugrupowania nowej lewicy, posługując się hasłem: „Mieszkanie prawem, nie towarem”. Co więcej, wykluczenie z rynku nieruchomości zaczyna dotykać nie tylko młodych, którzy nie mieli jeszcze szansy zgromadzić kapitału potrzebnego do kupna mieszkania lub chociażby uzyskania kredytu. Perspektywa spędzenia całego dorosłego życia bez własnego lokum rysuje się dziś przed całymi grupami zachodnioeuropejskich społeczeństw.

Stłoczeni

Ale problem jest dużo bardziej złożony. Wbrew populistycznym argumentom wysuwanym często przez formacje polityczne, najczęściej uznające się za „antysystemowe”, kwestia ta nie sprowadza się jedynie do za małej liczby tanich mieszkań lub „dyktatury banków”, które narzucają bandyckie warunki kredytu. To równanie ma wiele składowych, od struktur demograficznych i bilansów migracyjnych, przez uwarunkowania historyczne, po nierówności ekonomiczne danego kraju.

Według danych Eurostatu za ubiegły rok prawie 17% mieszkańców Unii Europejskiej żyje w tzw. mieszkaniach zatłoczonych (overcrowded houses), czyli zbyt małych jak na liczbę przebywających w nich osób. Odsetek ten jest ponadtrzykrotnie wyższy dla dawnych krajów bloku wschodniego – niemal połowa (48%) Rumunów i niewiele mniej Polaków (43%) ma na co dzień do dyspozycji metraż mniejszy, niż wynoszą standardy OECD. Wreszcie posiadanie (jak również w wielu wypadkach wynajmowanie) mieszkania wcale nie oznacza, że właściciele nie mają problemów z jego utrzymaniem. Dane ONZ pokazują, że aż 42% Włochów, co czwarty Portugalczyk, Hiszpan i Belg żyją w gospodarstwie domowym, które w ciągu 2016 r. zadeklarowało co najmniej czasowe problemy finansowe spowodowane kosztami utrzymania.

Na pierwszy rzut oka liczby, przynajmniej po uśrednieniu, mogą wyglądać optymistycznie. W 2016 r. 42% Europejczyków mieszkało w blokach lub apartamentowcach, prawie jedna czwarta (24,1%) – w mniejszych budynkach wielorodzinnych, natomiast aż jednej trzeciej udało się zrealizować marzenie o domu wolnostojącym. Rozkład tych liczb na poszczególne kraje znowu może dziwić, bo wbrew historycznej intuicji największy odsetek żyjących w blokach ma Hiszpania (65,9%), podczas gdy cztery pierwsze miejsca wśród krajów z największą liczbą mieszkańców domów wolnostojących zajmują Chorwacja (73,4%), Słowenia (65,1%), Węgry (62,1%) i Rumunia (60,1%).

Statystyki te nie oddają wiernie rzeczywistości, nie mówią bowiem o jakości mieszkań. Zgodnie z oficjalnymi danymi Habitatu, agendy ONZ monitorującej standardy życia na świecie, w krajach Europy Zachodniej liczba mieszkań i domów z podłączeniem do kanalizacji waha się od 97% we Włoszech do 100% w niemal połowie krajów starej Unii. Spośród krajów dawnego bloku wschodniego jedynie Czechy (ok. 95%) nie odbiegają od zachodniej normy, z kolei wyniki Polski (83%) czy Rumunii (nieco ponad 55%) są alarmujące.

A koszty rosną

Po dokładniejszym przyjrzeniu się danym okazuje się też, że mieszkania są dla większości Europejczyków – właścicieli i wynajmujących – studnią bez dna. W przeprowadzonym w 2014 r. we wszystkich krajach członkowskich badaniu Europejskiego Obserwatorium Mieszkaniowego ponad jedna trzecia respondentów zadeklarowała, że ponoszone przez nich koszty utrzymania mieszkania (czynsz, kredyt, podatki od nieruchomości) są niewspółmierne do ich zarobków i wartości lokum. W dodatku systematycznie rosną. Jeszcze w 2000 r. pochłaniały ok. 20% wszystkich wydatków pojedynczego gospodarstwa domowego, obecnie zaś wynoszą już 22,9%, a dla co dziesiątego mieszkańca Starego Kontynentu aż 40% całej kwoty, którą ma do dyspozycji. Odsetek ten znów dość mocno się różni w poszczególnych krajach. Są w Europie państwa takie jak Malta czy Finlandia, gdzie wspomniany próg 40% domowego budżetu wydawanego na mieszkanie przekracza tylko margines populacji (ok. 3-4%). Problem ten jednak dotyczy już choćby dwóch na pięciu Greków, co piątego Duńczyka i co szóstego Niemca.

Kłopoty finansowe europejskich rodzin przekładają się na całą masę problemów strukturalnych. Według Europejskiego Obserwatorium Mieszkaniowego ponad 52 mln mieszkańców UE to ofiary tzw. biedy energetycznej. Pojęcie to oznacza niemożność (głównie ze względów finansowych i infrastrukturalnych) zaopatrzenia gospodarstwa domowego w odpowiednią ilość energii. Jak podkreślają analitycy, w Europie najczęściej odbija się to na ogrzewaniu w domach. Innymi słowy, ok. 52 mln ludzi nie stać na to, by mieć w domu wystarczająco ciepło.

Młodzi bezdomni

Problemy rynku mieszkaniowego nie wszędzie mają te same źródła i nie wszędzie w ten sam sposób będzie można je rozwiązać. W większości krajów Europy Wschodniej mieszkań, zwłaszcza tanich i komunalnych, zwyczajnie brakuje. Niechlubnie przoduje tu Polska, gdzie na tysiąc osób przypada nieco ponad 320 mieszkań, prawie 100 mniej, niż wynosi średnia unijna. Z kolei w krajach starej Unii często wiele nieruchomości jest skoncentrowanych w rękach drobnego odsetka populacji. Wielka Brytania czy Włochy, gdzie problem ten był najbardziej widoczny, wprowadzały instrumenty mające zwalczyć to zjawisko, np. wysokie podatki za drugie i kolejne mieszkanie lub specjalny podatek od nieruchomości największych i ulokowanych w najdroższych strefach dużych miast. Na efekty takiej polityki przyjdzie jednak czekać wiele lat, jeśli w ogóle będzie ona w stanie zrównoważyć galopujący wzrost cen na rynku.

W niektórych krajach kluczem jest status majątkowy, w innych wiek. Najgorzej wygląda sytuacja młodych. Jak pokazują dane Komisji Europejskiej, prawie co drugi Europejczyk w grupie wiekowej 18-30 lat mieszka wciąż z rodzicami. Negatywne trendy na rynku pracy i zmiany związane z migracją raczej ten stan umocnią. Ale młodzi to niejedyna grupa demograficzna, którą warunki ekonomiczne wykluczają z rynku mieszkaniowego. W wielu krajach coraz gorzej wygląda sytuacja emerytów, szczególnie samotnych, którzy mieszkają w za dużych na ich potrzeby nieruchomościach, nierzadko odziedziczonych. Zabójcze dla tych ludzi są głównie rosnące ceny energii oraz podatki od nieruchomości – gdy seniorzy nie mogą liczyć na wsparcie bliskich, kończy się to gwałtownym pogorszeniem warunków życia, czasem eksmisją i bezdomnością. Według szacunków brytyjskiego MSW w ubiegłym roku na Wyspach mieszkało ok. 20 tys. bezdomnych powyżej 65. roku życia, wielu z nich żyło na ulicy od niedawna. Część z pewnością dlatego, że nie było ich już stać na dawne lokum.

W dodatku wiele grzechów z urbanistycznej przeszłości Europy spowoduje, że sytuacja będzie się pogarszać. Autorzy raportu Habitatu wskazują, że blokowiska Rumunii, Węgier, Polski i krajów bałtyckich w ciągu najbliższych kilkunastu lat będą wymagać gruntowych renowacji, na które kraje te niekoniecznie będzie stać. Z kolei zmiany klimatyczne mogą wymusić przesiedlenie tysięcy osób z obszarów nadmorskich, wówczas wiele krajów będzie musiało przygotować dla nich lokale zastępcze. Jeśli dodamy do tego efekty migracji i urbanizacji oraz nadchodzący kryzys systemu ubezpieczeń społecznych, łatwo sobie wyobrazić, że niedługo większości Europejczyków w ogóle nie będzie stać na własne mieszkanie.

Wydanie: 46/2017

Kategorie: Świat
Tagi: mieszkania

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy