Miliard obywateli państwa Facebook – rozmowa z prof. Lechem W. Zacherem

Miliard obywateli państwa Facebook – rozmowa z prof. Lechem W. Zacherem

Świat zmienia się dziś głównie z powodu impulsów technologicznych W internetowej Bazie Nauki Polskiej jest pan jedynym, który do swych specjalności badawczych wpisał hasło futurologia. Czyżby nikt inny nie zajmował się naukowo badaniem przyszłości i prognozowaniem? – Sądzę, że jest to wynik nie najlepszej opinii o futurologii i futurologach. Co innego naukowe prognozy, które – jak się wydaje – są poprawne, choć nie zawsze się sprawdzają, a co innego futurologiczne przewidywanie pewnych zjawisk w przyszłości, któremu odmawia się naukowych podstaw, a kiedyś dodatkowo określano je przymiotnikiem „burżuazyjny”. Tymczasem myślenie o przyszłości było i jest bardzo ważne. Robimy to bez oglądania się na skuteczność czy sprawdzalność naszych planów i strategii. Każdy umieszcza w kalendarzu harmonogram dalszych prac albo działań. Robią to przedsiębiorcy i politycy, a także rozmaite organizacje, gospodarstwa domowe i pojedyncze osoby. Jednak pozycja opiniotwórcza futurologa jest u nas niższa niż np. historyka. Historykami z wykształcenia są nasi prezydent i premier… – W Polsce jesteśmy w dużym stopniu zorientowani na przeszłość. Taka jest nasza specyfika, że patrzymy retrospektywnie, do tyłu, a to dla przyszłości nie jest dobre. Np. w USA jest odwrotnie i dlatego tam te wszystkie innowacje naukowe i cały postęp techniczny mają swój początek. Większość Nobli zbierają Amerykanie lub inni pracujący w Stanach. Jednak postęp techniki i nauki jest stymulowany przez badania militarne, wyścig zbrojeń, prace nad podbojem kosmosu. Przecież komputer, a także sieć internetowa mają korzenie w badaniach zorientowanych militarnie. Kto myśli o przyszłości? Amerykanie są dobrzy w praktycznym badaniu i zastosowaniu zdobyczy technicznych, ale czy są także innowacyjni intelektualnie, czy potrafią przewidzieć kierunki rozwoju? – Przodują także w myśleniu o przyszłości. Think tanki to przecież wynalazek amerykański. Najwięksi futurolodzy to też Amerykanie. Alvin Toffler, John Naisbitt, Herman Kahn, były doradca amerykańskich prezydentów. W Stanach Zjednoczonych istnieje World Futures Society organizujące konferencje, w których uczestniczy nawet 30 tys. osób z całego świata. Co ciekawe, obecnie mówi się nie o jednej przyszłości, ale o wielu przyszłościach. Okazuje się, że w ostatnich kilkudziesięciu latach niepomiernie wzrósł wpływ techniki na wszelkie dziedziny ludzkiej działalności. Humaniści się denerwują, bo uważają, że taki pogląd to determinizm techniczny, tymczasem, czy tego chcemy, czy nie, wszystkie koncepcje kulturowe zależą dziś jednoznacznie od techniki. Sprawiły to jej potęga i umasowienie, jakiego jeszcze nigdy w historii ludzkości nie było. Obecnie komputeryzacja dotyczy większej części społeczeństwa, nawet tych ludzi, którzy sami komputerów nie mają i nie posługują się nimi. Bo dzisiejszy świat zmienia się głównie z powodu impulsów technologicznych. Jednak nie wszędzie te impulsy docierają. – I w krajach zacofanych zmiany następują z opóźnieniem. Jednak niemal wszystkie dziedziny życia przechodzą do cyberprzestrzeni, tzn. wirtualizują się. W krajach bardziej prymitywnych i biednych zdolność asymilacji osiągnięć cywilizacyjnych jest mniejsza, nie zawsze chce się tam je przyswajać, ale ponadnarodowe korporacje handlują technologiami nawet z krajami najbiedniejszymi. Pustynne ludy potrafią się posługiwać nie tylko kałasznikowem. Bin Laden w trudnych warunkach górskich też korzystał z telefonu satelitarnego i komputera. Jak będzie wyglądał świat za lat 30 albo 50? – Mówi się powszechnie o rewolucji informacyjnej i społeczeństwie informacyjnym, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że jest ono geograficznie zróżnicowane. Prawdziwsza byłaby więc wizja cywilizacji różnorodności. O ile dawniej sądzono, że postęp dotyczy wszystkich bez wyjątku i świat się zuniformizuje, bo zmierza w jednym kierunku wytyczanym przez czołówkę, Zachód i USA, o tyle dziś już nie ma takiej pewności. Prognozy mówiły, że reszta będzie naśladować liderów postępu. Herman Kahn pisał np., że ok. 2000 r. większość świata osiągnie poziom Stanów Zjednoczonych, był jednak naiwnym optymistą. Wszyscy nie idą w tym samym kierunku, bo nie chcą albo nie potrafią. Z jednej strony, nie ma żadnej granicy przepływu informacji, z drugiej, niektórzy próbują ten przepływ kontrolować albo blokować. I tutaj wygląda na to, że granica przebiega także między pokoleniami. Młodzi odmienią świat Dopiero nowe pokolenie dokona właściwej zmiany? – Tak to wygląda. Możemy się domyślać, jak nowe pokolenie zareaguje i jakie będą zmiany. Dziś nawet w krajach demokratycznych w pewnym zakresie, np. gdy chodzi o pornografię, kontroluje się telewizję i internet, ale to właśnie portal

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2011, 40/2011

Kategorie: Kraj, Wywiady