W mieście nie ma afer

W mieście nie ma afer

Krzysztof Wójcik, prezydent Bytomia

Bytom nadal jest jednym z najważniejszych miast w Polsce

– Bytom jest jedynym miastem górnośląskim rządzonym przez lewicowego prezydenta, który dysponuje większością w radzie miejskiej, i to od 1998 r. Jak pan to wytłumaczy?
– Dlatego że w Bytomiu pokazaliśmy, co oznacza samorządowa lewicowość, co oznacza stabilna władza i co oznacza konsekwentne realizowanie programu. No i byliśmy i jesteśmy blisko ludzi. Realizujemy ich oczekiwania. W Bytomiu nie ma afer. Równocześnie w bardzo trudnym okresie dla miasta, kiedy nastąpiła likwidacja kopalń i hut, potrafiliśmy pokazać wiarygodny, realny program na przyszłość. Nasze działania po prostu widać.

– Jeszcze 20 lat temu Bytom był jednym z najważniejszych miast przemysłowych Polski. Dzisiaj po górnictwie i hutnictwie został tylko cień. Jak sobie z tym radzicie?
– Sądzę, że Bytom nadal jest jednym z najważniejszych miast w Polsce. I to nie jest tak, że dokonania, dorobek Bytomia odszedł w przeszłość. Jak sobie radzimy? Przyjęliśmy Strategię Rozwoju Miasta do roku 2015. Bytom musiał się zmieniać. Przemysł ciężki odszedł w przeszłość, a więc musieliśmy postawić na inne dziedziny. Chcemy, aby Bytom był miastem nowoczesnym. Miastem, które potrafi wykorzystać takie swoje atuty, nieco zapomniane w czasach industrializacji, takie jak historia, zabytki i tereny rekreacyjne. Wykorzystujemy to, że w Bytomiu mamy olbrzymi potencjał ludzki, wysokiej klasy fachowców, np. w medycynie. Bytomskie kliniki Śląskiej Akademii Medycznej są na jednym z najwyższych poziomów w kraju. Równocześnie mamy bardzo wiele pozytywnych doświadczeń związanych z ochroną środowiska. W ten sposób tworzymy nowy obraz miasta, do którego przyjeżdżają turyści, aby oglądać Rynek i secesyjne kamienice, aby przejechać się kolejką wąskotorową, aby skorzystać ze Sportowej Doliny, która powstała na terenach dawnych Zakładów Dolomitowych. Do naszego miasta przyjeżdżają także miłośnicy opery, aby odwiedzić bytomską Operę Śląską.

– I nie ma już żadnych problemów?
– Oczywiście, że są. Do stałych problemów, z którymi cały czas się borykamy, należy rekultywacja terenów poprzemysłowych i ich pozyskanie na własność miasta. Bytom jest miastem o ograniczonej powierzchni, o bardzo zwartej, ściśniętej zabudowie, które ma niewiele wolnych terenów nadających się pod inwestycje. A więc jednym z najważniejszych problemów do pokonania przy tworzeniu nowych miejsc pracy jest przystosowanie terenów poprzemysłowych do nowej roli, pod nowe inwestycje.

– Bytom jest jednym z liderów pozyskiwania środków europejskich w województwie śląskim. Niektórzy dziennikarze prasy regionalnej doszukiwali się w tym istnienia układu. Jak to więc jest?
– Niektórzy wszędzie widzą układ. Nie jest to kwestia układu. To kwestia wyobraźni politycznej i przekonania urzędników miejskich do tego, iż przyszłość miasta będzie zależała od umiejętności pozyskiwania środków europejskich. Jako jedni z pierwszych utworzyliśmy specjalną komórkę organizacyjną do spraw związanych z integracją europejską i przygotowywania wniosków. I są tego efekty. Pierwsze pieniądze otrzymaliśmy jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej z programu PHARE na modernizację i przebudowę przestarzałej oczyszczalni ścieków. Tę inwestycję mamy już zrealizowaną i rozliczoną. W tej chwili realizujemy komplementarną inwestycję – projekt dotyczący modernizacji gospodarki wodno-ściekowej za ponad 50 mln euro. Równie ważnym projektem jest realizowany przez nas II etap drogowej Obwodnicy Bytomskiej, gdzie również pozyskaliśmy ok. 20 mln euro. W sumie pozyskaliśmy 350 mln zł na ponad 30 projektów, a więc jest to duży sukces, również w skali ogólnopolskiej. Nie lekceważymy, nie przechodzimy obojętnie obok żadnej możliwości pozyskania środków z funduszy unijnych. Ważne było również to, że miasto nie jest zadłużone. Oczekując na programy unijne, oddłużyliśmy miasto, tak aby mieć możliwość pozyskiwania środków na tzw. wkład własny. I dzisiaj nie przeżywamy stresów charakterystycznych dla miast znajdujących się na pograniczu ustawowej możliwości zaciągania zobowiązań finansowych. Podsumowując: czynnik ludzki, rozsądna gospodarka finansowa oraz bardzo dobrze przygotowane projekty to klucze do sukcesu.

– Na początku naszej rozmowy wspomniał pan o samorządowej lewicowości. Jest pan samorządowcem od 1994 r. Czy pańskie doświadczenie wskazuje na jakąś wyraźną różnicę między samorządowcem lewicowym a prawicowym?
– Niektórzy mówią, że stan kamienic czy dróg nie zależy od tego, czy władza jest lewicowa, czy prawicowa. Ale wydaje mi się, że można jednak te różnice zauważyć. Będę oczywiście mówił o moich bytomskich doświadczeniach, które mogą się różnić od doświadczeń kolegów w innych miastach. Myślę, że mamy na lewicy umiejętność rozmowy z innymi ugrupowaniami, z innymi ludźmi, umiejętność rozmowy ze społeczeństwem. To jest bardzo istotne w dzisiejszych czasach. Dziś, kiedy otwieramy gazetę czy włączamy telewizor, słyszymy rządzących naszym krajem, którzy przekazują nam tylko prawdy objawione, którym trzeba się podporządkować. Natomiast na lewicy jesteśmy otwarci, jesteśmy tolerancyjni. My przyjmujemy to, co najlepsze. Nie obrażamy się na naszych konkurentów, nie stawiamy ich do kąta i wsłuchujemy się w to, co mają do powiedzenia. Poza tym jesteśmy wrażliwi na ludzkie sprawy. Bardzo mocno w Bytomiu eksponujemy problemy edukacji. W ciągu ostatnich ośmiu lat w naszym mieście powstały nowe uczelnie wyższe, na których dzisiaj studiuje 9 tys. osób. Rozpoczynaliśmy ten program praktycznie od zera, bez żadnej wyższej uczelni w mieście. Nie sprywatyzowaliśmy służby zdrowia, uważając, że komunalna służba zdrowia może być konkurencyjna wobec prywatnej, a jednocześnie mieszkańcy mają u nas zagwarantowany dostęp do usług niezależnie od zasobności portfela. W naszym mieście nie prywatyzujemy komunalnych spółek i zakładów. Nawet tworzymy nowe. Przykładem może być powołany półtora roku temu Miejski Zarząd Dróg i Mostów, który na początku lat 90. został przez ówczesne prawicowe władze Bytomia zlikwidowany jako niepotrzebny. Dzisiaj zakład zatrudnia 35 osób i daje czasową pracę 100 bezrobotnym, którzy wykonują prace pomocnicze. Niewidzialna ręka rynku nie może załatwić wszystkiego.

– Kandyduje pan ponownie. Dlaczego bytomianin powinien na pana głosować?
– Dlatego, że mnie zna, bo jestem wiarygodny, sprawdzony, uczciwy. Wybory zwykle przeradzają się w targowisko próżności. Wielu kandydatów obiecuje, co zrobi, jak dojdzie do władzy, bardzo często nie zdając sobie sprawy z tego, jakie są realne możliwości. Czasami też po prostu okłamują wyborców. Jeżeli ktoś tak jak ja jest samorządowcem od 12 lat, a prezydentem miasta od ośmiu, to jest człowiekiem, który został już wielokrotnie sprawdzony. Myślę, że mieszkańców Bytomia do tej pory nie zawiodłem. Dzisiaj widać, że moje koncepcje i strategia okazały się słuszne. Dzisiaj widać, że w ostatnich dwóch latach po przezwyciężeniu kryzysu związanego z upadkiem bytomskiego przemysłu ciężkiego sytuacja w mieście się poprawia. Spadła liczba bezrobotnych z 26 do 21%. Nie jest to liczba, która zadowala, ale co roku w Bytomiu powstaje tysiąc nowych miejsc pracy. Co roku budżet miasta jest o 20% większy. Widać miejskie inwestycje drogowe, pojawiają się w Bytomiu rusztowania na remontowanych budynkach. I to warto kontynuować.

Krzysztof Wójcik, 48 lat, absolwent politologii Uniwersytetu Śląskiego, nauczyciel. W latach 1994-2002 radny Rady Miejskiej w Bytomiu. W okresie 1994-1995 nieetatowy członek zarządu miasta, a 1996-1998 r. wiceprezydent Bytomia. Od 1998 r. prezydent Bytomia. Członek Zarządu Śląskiego Związku Gmin i Powiatów.

 

Wydanie: 40/2006

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy