Miliarder kontra prezydent

Miliarder kontra prezydent

George Soros ogłasza krucjatę przeciwko Bushowi

Codziennie wstaje o trzeciej rano, wstrząsany myślami „jak dźwiękiem budzika”. Siedzi w szlafroku, spisując na kartkach wciąż nowe pomysły. Obecnie 74-letni George Soros – miliarder, finansista i obywatel świata – realizuje „najważniejszy cel życia”, czyli usunięcie prezydenta Busha z Białego Domu. „Zapewne nieskromne jest, jeśli osoba prywatna zwraca się przeciw prezydentowi. Ale taka właśnie jest doktryna Sorosa”, oświadczył z dumą na łamach dziennika „Washington Post”. Zapewnił o gotowości

poświęcenia całego majątku,

ocenianego na 7 mld dol., jeśli tylko uzyska pewność, że w listopadzie 2004 r. Bush nie zostanie ponownie wybrany. Na razie międzynarodowy finansista i jego przyjaciel Peter Lewis, szef koncernu ubezpieczeniowego Progressive Corp., przekazali 5 mln dol. liberalnej organizacji MoveOn.org. Prowadzi ona w Internecie kampanię na rzecz kandydatów Partii Demokratycznej i ostro krytykuje administrację Busha. W sierpniu br. stojący na czele funduszu powierniczego Soros Fund Management finansista wspomógł 10 mln dol. ugrupowanie America Coming Together, zamierzające zmobilizować przeciw Bushowi wyborców w 18 kluczowych stanach. Soros zapowiada, że zbierze dla organizacji popierających Demokratów 75 mln dol. A przecież podczas kampanii wyborczych w 2000 r. miliarder, 28. na liście najbogatszych Amerykanów magazynu „Forbes”, przeznaczył na wsparcie demokratycznych polityków zaledwie 122 tys. dol. Teraz jednak doszedł do wniosku, że wynik wyborów w 2004 r. jest sprawą życia i śmierci, gdyż „Ameryka pod rządami Busha stanowi niebezpieczeństwo dla świata”. „George Bush uznał, że 11 września 2001 r. został namaszczony przez Boga”, twierdzi Soros. Jego zdaniem, prezydent uwikłał Stany Zjednoczone i świat w cykl narastającej przemocy. Biały Dom kieruje się ideologią rasistowską, zaś ster amerykańskiej polityki przejęli neokonserwatyści, „banda ekstremistów kierujących się prymitywnym socjalnym darwinizmem”. Wykorzystują oni tragedię 11 września, aby realizować swą koncepcję wojen prewencyjnych i światowej dominacji.
Urodzony na Węgrzech Soros przeżył tam hitlerowską okupację. Złe czasy przypomniała mu retoryka obozu obecnego prezydenta. „Gdy Bush mówi: albo jesteś z nami, albo przeciwko nam, przychodzą mi na myśl Niemcy”, wyznaje finansista, który przeznaczył na popieranie demokracji i społeczeństwa otwartego w 50 krajach Europy Środkowo-Wschodniej, Afryki i Azji 4,6 mld dol.
Z pewnością finansowe wsparcie giełdowego magnata znacznie

poprawi sytuację Partii Demokratycznej.

Prezydent Bush zebrał już na kampanię wyborczą ponad 30 mln dol., trzy razy więcej niż trzej czołowi kandydaci Demokratów. Komentatorzy konserwatywni przypominają jednak, że kontrowersyjny giełdowy czarodziej zdobył majątek dzięki podejrzanym spekulacjom. Soros przyznaje, że gdy w 1992 r. prowadził na wielką skalę sprzedaż funta szterlinga, „wyjmował pieniądze z kieszeni brytyjskiego podatnika”. W ubiegłym roku miliarder filantrop został skazany we Francji za niezgodne z prawem machinacje finansowe na grzywnę o równowartości 2,2 mln dol. Konserwatywni publicyści sugerują, że Sorosowi wcale nie chodzi o Busha czy o pokój światowy. Pragnie on raczej zaskarbić sobie wdzięczność przyszłej demokratycznej administracji. Dzięki uzyskiwanym od waszyngtońskich urzędników informacjom gospodarczym będzie mógł przecież prowadzić spekulacje giełdowe jeszcze pomyślniej. Niektórzy zastanawiają się, czy Demokraci powinni przyjąć jego poparcie.
Komentatorzy zwracają uwagę, że Soros, który w przeszłości ofiarował 18 mln dol. organizacjom pragnącym ograniczyć dotacje na kampanie wyborcze, nagle sam stał się sponsorem politycznym w wielkim stylu. „George Soros

kupił Partię Demokratyczną”,

powiedziała szyderczo rzeczniczka Narodowego Komitetu Republikanów, Christine Iverson.
Ale krucjata miliardera i tak jest poważnym zagrożeniem dla obozu George’a Busha. Sytuacja w Iraku wymyka się spod kontroli. Codziennie dochodzi do krwawych zamachów. Według raportu CIA, Irakijczycy tracą wiarę, że siły Stanów Zjednoczonych zdołają stłumić powstanie zwolenników Saddama Husajna. Proamerykańska tymczasowa Rada Zarządzająca jest skorumpowana i nieudolna. Amerykańscy stratedzy myślą o jak najszybszym przekazaniu władzy Irakijczykom. W Waszyngtonie potajemnie są układane plany wycofania się z Mezopotamii. Znamienne, że nawet „patriotyczne” media, jak „New York Times”, „Newsweek” czy „Washington Post”, długo popierające zbrojną „zmianę reżimu” w Bagdadzie, obecnie zmieniają front. Wojna w Iraku będzie zapewne najważniejszym tematem kampanii wyborczej 2004 r. Być może, miliony, które Soros rzuci na szalę Demokratów, okażą się decydujące.

 

 

Wydanie: 47/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy