Współczesne niewolnictwo

Współczesne niewolnictwo

System kafali pozbawia migrantów pracujących na Półwyspie Arabskim wszelkich praw

Kiedy w październiku ub.r. pojawiły się doniesienia sugerujące, że Saudowie zdecydują się na zniesienie systemu kafali, organizacje praw człowieka podchodziły do tych informacji z ostrożnością. Arabia Saudyjska nie byłaby pierwszym krajem regionu, który zapowiedział daleko idące zmiany w systemie wpływającym na życie milionów migrantów, a później nie wywiązał się z obietnic. Poprzednio zrobiły tak Bahrajn i Katar, nazywając częściowe reformy abolicją. Gdy zatem w marcu tego roku zmiany weszły w życie, nikogo nie zdziwiło, że aktywiści uznali je za niewystarczające. Jedynie najzagorzalsi miłośnicy saudyjskiej monarchii mówili (i wciąż mówią), że system, nazywany nierzadko współczesnym niewolnictwem, został zniesiony. Human Rights Watch wyraźnie zaznacza, że zmiany może do pewnego stopnia poprawiły sytuację migrantów, ale kraj nadal odmawia im wielu podstawowych praw, a sytuacja w sąsiednich państwach jest niewiele lepsza.

Szlachetne początki

Takie układy są legalne we wszystkich krajach Rady Współpracy Zatoki Perskiej, w skład której wchodzą Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman, Kuwejt, Bahrajn i Katar, a także w Jordanii i w Libanie. Migrantów jest tam niejednokrotnie więcej niż rdzennych mieszkańców, którzy cieszą się przywilejami umożliwiającymi korzystanie z siły roboczej zdecydowanie tańszej niż lokalni pracownicy, którzy zresztą często nie chcą się podejmować niskopłatnej pracy. Kafil, czyli sponsor, zobowiązuje się do pokrycia kosztów przyjazdu pracownika do kraju, jego utrzymania na miejscu i wypłacania mu uzgodnionej w umowie stawki. Kuszeni obietnicą wysokich zarobków migranci przyjeżdżają tłumnie, głównie z Azji Południowej i Afryki, lecz na miejscu nierzadko okazuje się, że obietnice są bez pokrycia.

System daje sponsorom i pracodawcom niemal nieograniczoną kontrolę i nad zatrudnieniem, i w ogóle nad pobytem pracownika w kraju. Migranci w większości przypadków potrzebują pozwolenia kafila nie tylko na zmianę pracy, ale również na opuszczenie kraju czy choćby miejsca pracy (które często jest tożsame z miejscem zakwaterowania, zwłaszcza w przypadku opiekunek i pracownic domowych). Za złamanie tych zasad pracownikowi grozi zwolnienie i deportacja lub nawet aresztowanie. Trudno natomiast jest mu się bronić przed nadużyciami i przemocą ze strony kafila.

Korzenie kafali są szlachetne i daleko im do dzisiejszych skojarzeń. System wywodzi się z muzułmańskiego prawodawstwa, które zakładało, że adopcja dziecka w zachodnim rozumieniu jest niezgodna z islamem, w szczególności z treścią 33. sury Koranu. Zamiast tego ktoś, kto decyduje się na objęcie dziecka opieką, zobowiązuje się do jego utrzymania, zaznaczając jednak, że nie jest ono częścią rodziny. Przysposobione dziewczynki muszą np. zakrywać hidżabem włosy w obecności reszty domowników. Podopiecznym nie przysługuje prawo dziedziczenia po kafilu, nie mogą też zwracać się do opiekunów jak do ojca i matki ani nazywać ich dzieci braćmi i siostrami. Mogą natomiast wchodzić z nimi w związki małżeńskie – bez tego po osiągnięciu pełnoletniości muszą opuścić dom, w którym się wychowały. Dzisiaj jednak wielu muzułmańskich uczonych i duchownych inaczej patrzy na pełną adopcję, uważając, że jest ona dopuszczalna, o ile dziecko zna prawdę o biologicznych rodzicach.

Tradycję kafali praktykują także Beduini, którzy udzielając gościny obcym, nadają im tymczasowy szczególny status w ramach plemienia, zapewniający ochronę i nakładający na członków społeczności obowiązek utrzymania takiej osoby i poniesienia konsekwencji, jeśli gość zdecyduje się złamać prawo lub narazi się innemu plemieniu.

Imigrant do wszystkiego

System ten został przekształcony w latach 50. XX w. w odpowiedzi na potrzeby rynku pracy w bogacących się państwach Półwyspu Arabskiego. Zagraniczni pracownicy byli niezbędni do realizacji rozmaitych projektów, zwłaszcza na kontraktach tymczasowych, które pracodawca mógł zerwać w okresach recesji.

Początkowo preferowano pracowników z innych krajów arabskich, w szczególności Egipcjan, Palestyńczyków i Jemeńczyków, ale od lat 70. na półwysep, do Libanu i Jordanii zaczęło przyjeżdżać coraz więcej Filipińczyków, Pakistańczyków, Hindusów i Etiopczyków. Dzisiaj, według szacunków ONZ, migrantów jest 35 mln, pracują zaś we wszystkich sektorach gospodarki – od pomocy domowych, przez pracowników budowlanych, po naukowców. Wielu z nich nie podlega jednak miejscowym przepisom prawa pracy, bo kafala jest jurysdykcją resortu spraw wewnętrznych. Skutecznie utrudnia to dołączanie do związków zawodowych czy dochodzenie swoich praw przed sądem. Co gorsza, popularna jest także konfiskata paszportu przez sponsora od razu po przybyciu migranta do kraju, w ramach zabezpieczenia. Zabieranie paszportów jest legalne jedynie w Libanie, lecz nieznający miejscowego języka imigranci mogą mieć trudności w powiadamianiu o nieprawidłowościach, zwłaszcza że kontakt z władzami często wiąże się z koniecznością opuszczenia miejsca pracy.

Zabezpieczeniem sponsorzy nazywają również odbieranie części uzgodnionej wypłaty lub całkowite wstrzymywanie wypłacania wynagrodzenia. W wielu krajach prawo zezwala też pracodawcom na pobieranie od pracowników opłat rekrutacyjnych. Muhammad, mieszkający od niedawna w Polsce Pakistańczyk, opowiada, że swojemu pracodawcy w Dubaju musiał co roku oddawać 3 tys. dirhamów (ok. 3 tys. zł). „Kiedy pracujesz dla kafila, otrzymujesz bardzo małą wypłatę, ale masz bardzo dużo pracy. Przestałem dla niego pracować, bo chciał, bym płacił mu więcej”, dodaje, ale szybko reflektuje się i mówi, że jego kafil był dobrym człowiekiem. „Mój kuzyn pracujący w Arabii Saudyjskiej został pobity, kiedy domagał się zaległej zapłaty za dwa miesiące pracy. Udało mu się jednak wygrać w sądzie”.

Ryzykują dla groszy

Choć ryzyko jest wysokie, wielu migrantów decyduje się je podjąć, bo kafilowie i tak płacą stawki wyższe niż w ojczyźnie przybysza. Human Rights Watch zauważa jednak, że pracownicy często otrzymują nawet o jedną trzecią mniej, niż uzgodniono w kontrakcie, pracując przy tym na kilkunastogodzinnych zmianach z bezpłatnymi nadgodzinami. Do tego zadłużają się, by opłacać agencje pośredniczące, które obiecują, że znajdą im sponsora. Jedyną drogą do spłacenia długów jest pozostanie u obecnego pracodawcy lub znalezienie nowego, na co pracownik może nie uzyskać zgody swojego sponsora.

Te problemy pozostają aktualne również tam, gdzie hucznie ogłoszono zniesienie kafali: w Katarze, Bahrajnie czy Arabii Saudyjskiej. Katar już w 2017 r. składał pierwsze obietnice, gdy międzynarodowe organizacje zaczęły mu się przyglądać podczas przygotowań do mających się tam odbyć piłkarskich mistrzostw świata 2022. Nadal jednak to kafilowie mają niemal pełną władzę nad odnawianiem i anulowaniem wiz pracowników. Mogą też przekazywać wizę innemu pracodawcy, samemu pozostając formalnie sponsorem. Za znaczący postęp można uznać fakt, że migranci nie muszą już się ubiegać o pozwolenie kafila na opuszczenie kraju, choć jest on o tym informowany przez władze.

Sąsiednia Arabia Saudyjska wciąż w ten sposób łamie prawa człowieka. Chociaż po marcowej reformie pracownicy nie muszą już prosić o pozwolenie pracodawcy, wciąż nie mogą spakować się i wrócić do ojczyzny, kiedy tylko zechcą. Ich los pozostaje w rękach Ministerstwa Zasobów Ludzkich i Rozwoju Społecznego, które wydaje zezwolenia po złożeniu wniosku. Niektórzy eksperci zauważają, że proces wyjazdu jest teraz łatwiejszy, ale zdaniem organizacji międzynarodowych możliwość powrotu do domu nie powinna zależeć od woli drugiego człowieka czy instytucji.

Bahrajn w drodze reformy systemu wprowadził tzw. elastyczną wizę, która umożliwia imigrantowi zostanie własnym sponsorem i przejęcie kontroli nad swoim zatrudnieniem oraz procesem wizowym, co działająca na Półwyspie Arabskim organizacja pozarządowa Migrant-Rights.org uważa za najbliższe zniesieniu kafali. Stwierdza ona jednak, że nadal istnieje szerokie pole do nadużyć, a sama wiza kosztuje rocznie ok. 800 dinarów, czyli dwukrotnie więcej, niż za pracownika zapłaciłby kafil. Dla wielu koszty zwyczajnie przekraczają korzyści i nawet posiadacze elastycznej wizy starają się znaleźć sponsora, wracając do poprzedniego systemu.

W kwestii praw pracowniczych wiele pozostaje jeszcze do zrobienia. Międzynarodowa Organizacja Pracy od lat rekomenduje, by wizy i pozwolenia nie były związane z konkretnym pracodawcą, a pracownicy sami byli odpowiedzialni za przedłużanie odpowiednich dokumentów. Nie wszędzie migranci mogą też wypowiadać umowę lub zmieniać pracę bez zgody sponsora, nie ryzykując jednocześnie deportacji. Dopóki te zmiany, wraz z jasnym i egzekwowanym zakazem rekwirowania dokumentów czy telefonów, nie zostaną wprowadzone, dopóty działacze na rzecz praw człowieka będą mówić o współczesnym niewolnictwie. I trudno będzie z nimi się nie zgodzić.

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 28/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy