SARS zaatakuje Europę

SARS zaatakuje Europę

Azjatyckie zapalenie płuc może okazać się bardziej zabójcze niż AIDS 14-milionowy Pekin ogarnięty psychozą strachu. Toronto, handlowa stolica Kanady, nazwana przez amerykańskie media „miastem pariasów”. Wirus wywołujący nietypowe zapalenie płuc (SARS) atakuje codziennie wciąż nowe ofiary. Dotarł już do 25 krajów na pięciu kontynentach. Zdaniem ekspertów, prawdopodobnie nie uda się uniknąć globalnej epidemii. SARS stanie się zapewne nową plagą trapiącą ludzkość, być może bardziej zabójczą niż AIDS – dżuma XXI w. Przeciwko azjatyckiemu zarazkowi nie ma lekarstwa ani szczepionki. Można tylko obniżać choremu gorączkę, podawać elektrolity, podłączyć go do respiratora i modlić się, aby układ odpornościowy poradził sobie z intruzem. Do końca ubiegłego tygodnia wirusem SARS zaraziło się około 4,7 tys. osób, z czego połowa w Chinach i ponad 330 w Kanadzie. Wywołana przez ten tajemniczy zarazek choroba, zwana także ostrym syndromem niewydolności oddechowej, pochłonęła ponad 260 istnień ludzkich – 110 osób zmarło w Chinach kontynentalnych, drugie tyle w Hongkongu, 17 w Singapurze, zaś 16 w kanadyjskiej prowincji Ontario. 38 przypadków zachorowań wystąpiło w USA, po kilka w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Belgii. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w bezprecedensowym komunikacie wezwała do zrezygnowania z podróży do Pekinu, Hongkongu, chińskich prowincji Guangdong i Shaanxi oraz do Toronto, pierwszego zachodniego miasta, które stało się ogniskiem azjatyckiej zarazy. Dr David Heymann z WHO w uzasadnieniu tej decyzji stwierdził, że w Kanadzie zaraziły się nawet osoby spoza grup największego ryzyka (obejmujących członków personelu szpitalnego i ich rodziny). Co więcej, przypuszczalnie w kanadyjskiej prowincji Ontario (w której leży Toronto) wirus zainfekował pięć osób, które zachorowały później w innych krajach. Burmistrz Toronto, Mel Lastman, uważa ostrzeżenie WHO za nieuzasadnione. „Jeśli bezpiecznie jest żyć w Toronto, równie bezpiecznie można do nas przyjeżdżać”, mówi gniewnie Lastman. Toronto omijają bowiem szerokim łukiem handlowcy, inwestorzy, turyści i wycieczki szkolne. Na skutek epidemii Kanada traci 30 mln d. dziennie. Najbardziej dramatyczna sytuacja panuje w Pekinie. Władze chińskie przez wiele tygodni ukrywały skalę zagrożenia w nadziei, że przypominająca grypę choroba z czasem wygaśnie. Nie udało się jednak powstrzymać pochodu wirusa. Nagle w ciągu siedmiu dni liczba zarażonych w chińskiej stolicy wzrosła 20-krotnie. Dopiero wtedy rząd przystąpił do energicznego działania. Wirusowi wypowiedziano „wojnę ludową”. Minister zdrowia i burmistrz Pekinu, którzy ukrywali prawdę, utracili swe stanowiska. W Pekinie na dwa tygodnie zamknięto szkoły podstawowe i średnie. 1,7 mln uczniów pozostaje w domach. Na uniwersytetach opustoszały sale wykładowe, zajęcia coraz częściej odbywają się przez Internet. Władze zapowiedziały wprowadzenie przymusowej kwarantanny osób i budynków. Nikt nie może opuścić otoczonego przez policję Ludowego Szpitala Uniwersyteckiego w Pekinie na 1,2 tys. łóżek, w którym SARS zaraziło się co najmniej 60 lekarzy i pielęgniarek. Na niektórych ulicach wielkiego miasta wznoszone są zapory. Mieszkańcy dokonują masowych zakupów produktów żywnościowych lub tłoczą się na dworcach, usiłując zdobyć bilet na pociąg w dowolnym kierunku. Do tej pory w Pekinie wystąpiło 770 przypadków infekcji i 39 zgonów. Na lotniskach w Pekinie i w Tokio zainstalowano urządzenia wykrywające pasażerów z gorączką. Jak pisze brytyjski dziennik „The Economist”, nietypowe zapalenie płuc spowoduje dla krajów Azji Wschodniej większe straty gospodarcze niż wojna w Iraku. Zdaniem niektórych komentatorów, epidemia będzie miała dla ChRL takie skutki, jakie dla Związku Radzieckiego miała katastrofa w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Poszczególne państwa regionu stosują drakońskie środki, aby ustrzec się przed zarazą. W Tajlandii przybysze z krajów, do których dotarł wirus, muszą nosić maski. W Singapurze odizolowano 2,5 tys. osób. Tym, którzy łamią przepisy o kwarantannie, grozi sześć miesięcy więzienia i (w przeliczeniu) 10.250 euro grzywny. W australijskiej Nowej Południowej Walii władze mają prawo posłać za kraty każdego, kto odmówi poddania się leczeniu. Na lotnisku w Manili zabroniono rozmawiać i śmiać się w windach. Wirus SARS zaczął grasować przypuszczalnie w listopadzie ubiegłego roku w prowincji Guangdong w południowych Chinach. Zapewne uprzednio

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 18/2003, 2003

Kategorie: Świat