Minister kolejka

Minister kolejka

Pieniędzy w ochronie zdrowia nie przybędzie, obietnice są bez pokrycia

Konstanty Radziwiłł jest ministrem małomównym i słabym. Że małomównym, to pewnie dobrze dla niego. Rzadko daje się nakłonić do udzielenia wywiadu w telewizji. Kiedy się zgodził, palnął, że on – jako lekarz rodzinny – nie przepisałby pigułki „dzień po” zgwałconej kobiecie, bo sumienie mu nie pozwala. A właśnie wtedy wprowadził przepis, że pigułka „dzień po” będzie na receptę. Minister zdrowia jest chyba najsłabszym członkiem rządu. To może nie ma znaczenia dla niego, ale dla pacjentów bardzo wielkie. Bo minister nie był w stanie wywalczyć w budżecie większych środków na ochronę zdrowia. Mimo to opowiada, że dzięki niemu i jego ustawom znikną kolejki, a pacjentów czeka rajskie życie. Tymczasem jego rozwiązania sprawią, że będzie trudniej się leczyć. Z chwytliwymi hasłami na ustach szykuje chorym los gorszy, niż mieli wcześniej.

1 października

W cieniu kontrowersyjnych działań pani premier czy ministrów spraw zagranicznych, obrony narodowej i sprawiedliwości Konstanty Radziwiłł realizuje swoją reformę. Wprowadza w życie rewolucyjne zmiany. 23 marca Sejm przegłosował ustawę o systemie podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych, czyli o sieci szpitali. Poparli ją prawie wszyscy posłowie PiS (z wyjątkiem Andrzeja Sośnierza, który od początku krytykował takie rozwiązania), a także jeden poseł niezrzeszony i dwóch posłów partii Wolni i Solidarni. To dzięki nim i ministrowi zdrowia 1 października obudzimy się w nowej szpitalnej rzeczywistości. I może zdziwimy się, że jakaś placówka w pobliżu przestanie funkcjonować. A potem, że szpital nie może nas przyjąć, bo środki na leczenie się wyczerpały.

W trybie ekspresowym 28 marca ustawą o sieci szpitali zajęła się senacka Komisja Zdrowia. A ponieważ za ustawą było dwa razy więcej posłów niż przeciw, skierowano ją pod obrady Senatu i zapewne niebawem zostanie przegłosowana. Rząd i posłowie chcą, by prezydent jak najszybciej ją podpisał, tak aby do końca czerwca była już gotowa lista szpitali, które znajdą się w sieci. Pracownicy Biura Analiz Sejmowych zwracali wprawdzie uwagę, że ustawa powinna wejść w życie najwcześniej 14 dni po ogłoszeniu, ale minister Radziwiłł utrzymuje, że ze względu na kalendarz prac musi wejść po siedmiu dniach.

Tymczasem eksperci – podobnie jak w przypadku oświaty – uważają, że przed tak ogromną reformą należałoby sprawdzić, jak to będzie działało. – Zmiany, które mają wejść w życie 1 października, są dramatyczne. Powinny być wprowadzane w dłuższym czasie – przestrzega dr Dobrawa Biadun, prawniczka, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. zdrowia. – Rok temu powinny być ustawa i przepisy wykonawcze, a rok 2017 należało przeznaczyć na dostosowanie funkcjonowania systemu.

Nic z tych rzeczy. – Ta zmiana ma wejść bez programów pilotażowych – mówi prof. Dorota Karkowska z fundacji Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej.

Cztery lata w kolejce

Minister Radziwiłł obiecał, że zwiększy się finansowanie służby zdrowia. W tej chwili z budżetu przeznacza się na nią zaledwie ok. 4,5% PKB, czyli mniej więcej 80 mld zł, co stawia nas w ogonie państw rozwiniętych. Jak wynika z ostatniego raportu „Health at a Glance 2015” sporządzonego przez OECD, Polska zajmuje 36. miejsce wśród 44 państw. Jeszcze gorzej wyglądamy na tle Unii Europejskiej – z wydatkami 1259 euro na mieszkańca zajmujemy czwarte miejsce od końca.

Minister chce, by na służbę zdrowia Polska przeznaczała 6% PKB. Tyle że… w 2025 r. A dlaczego nie w 2060? Wiadomo, że jak budżetowa kołdra jest za krótka, to każdy resort ciągnie w swoją stronę i wygrywa ten, kto ma silniejszą pozycję. Konstanty Radziwiłł więcej pieniędzy na ochronę zdrowia nie dostał. Wydaje się więc, że jego pozycja jest słaba. Pod koniec stycznia pojawiły się nawet pogłoski, że na stanowisku ma go zastąpić prof. Bogdan Chazan. Stąd może przyśpieszenie prac nad nowymi regulacjami, by przed szefem partii wykazać się skutecznością.
Jak zauważa Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność, w sprawie finansowania służby zdrowia nie wypowiedział się do tej pory minister finansów. Nie wiadomo zatem, czy w ogóle nakłady na służbę zdrowia będą rosnąć. Opowieści Konstantego Radziwiłła o większym finansowaniu służby zdrowia mogą się okazać tylko bajką.

Obiecuje on – podobnie jak wszyscy jego poprzednicy – skrócenie kolejek do lekarzy. Ale nie słychać, by coś w tej sprawie się działo. Nie ma internetowej rejestracji do publicznych przychodni, nie ma kart magnetycznych, choć już pod koniec lat 90. poseł Sośnierz, jako dyrektor Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych, takie rozwiązania wprowadził. – Wszystko robimy nie w tej kolejności – mówi dr Dobrawa Biadun. – Reformę służby zdrowia zaczyna się od najkosztowniejszego działu, czyli szpitalnictwa i opieki specjalistycznej, a nie od opieki podstawowej i profilaktyki.

Jedną z przyczyn kolejek jest zbyt mała liczba lekarzy. Pod tym względem zajmujemy ostatnie miejsce w Unii. Ilu mamy lekarzy na 1 tys. mieszkańców? Ten wskaźnik wynosi jedynie 2,3, podczas gdy unijna średnia to 3,5. A ponieważ ciągle następuje odpływ znakomicie wykształconych polskich lekarzy za granicę, może być jeszcze gorzej. Dr Biadun uprzedza: – Młodzi lekarze mówią, że 60% rocznika szykuje papiery do wyjazdu, bo nie chce pracować w tym bałaganie. W niektórych specjalnościach średni wiek lekarzy to 60 lat.

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak wyglądała w 2015 r. sytuacja kolejkowa na dziewięciu oddziałach szpitalnych i w dziewięciu poradniach specjalistycznych. Wnioski są szokujące, choć pewnie nie dla tych, którzy w jakiejś kolejce są zapisani. Na rehabilitację pacjenci musieli czekać 348 dni. W ośrodkach rehabilitacji dziennej – 91 dni. Na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej w szpitalu czas oczekiwania wyniósł średnio 129 dni, w poradniach endokrynologicznych osteoporozy – 296 dni. Ale rekordowe są kolejki do wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego, stawu kolanowego i operacji zaćmy – średnio oczekiwanie na te zabiegi przekraczało 1400 dni. A że zabiegi te dotyczą głównie osób starszych, przez te cztery lata wielu potrzebujących może ich nie doczekać. I kolejka w ten sposób się skróci. Czy o to chodzi?

Znikające szpitale

Ustawa o sieci szpitali zdaniem ministra zdrowia ma spowodować cudowne uzdrowienie szpitalnictwa. Czy on sam w to wierzy? Większość ekspertów jednoznacznie ocenia, że po jej wprowadzeniu część placówek może zniknąć i jeszcze więcej chorych do najbliższego szpitala będzie miało 50 km albo i dalej.

– Uważam, że kryteria zakwalifikowania do sieci szpitali ustawiono w taki sposób, by w białych rękawiczkach wyeliminować z rynku szpitale prywatne – mówi poseł Andrzej Sośnierz. Od 2013 r. nie organizowano konkursów na usługi szpitalne finansowane z NFZ, umowy na te usługi były tylko aneksowane. Czyli żaden nowy szpital nie mógł dostać pieniędzy ze środków publicznych. Wiele nowych szpitali chciało mieć kontrakt na izbę przyjęć lub SOR i prosiło, by zorganizować konkurs. Odmawiano. A teraz nowa władza jako jedno z kryteriów znalezienia się w sieci przyjęła warunek, że przez co najmniej dwa lata trzeba było mieć umowę z NFZ na izbę przyjęć lub SOR. Czy minister Radziwiłł nie wiedział o tym, że wiele szpitali w ten sposób zostanie wyeliminowanych? Oczywiście musiał wiedzieć.

Aby znaleźć się w sieci, szpital musi mieć wiele oddziałów. Tego warunku nie spełniają szpitale specjalizujące się w jednej dziedzinie, nawet jeśli leczą na poziomie światowym. Z tego powodu do sieci mogą nie trafić Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, Małopolskie Centrum Oparzeniowo-Plastyczne w Krakowie, Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu, Śląskie Centrum Reumatologii, Wielkopolski Ośrodek Reumatologiczny w Śremie, Podkarpackie Centrum Interwencji Sercowo-Naczyniowych… Oczywiście szpital może prosić o potraktowanie w sposób szczególny ze względu na znaczenie dla pacjentów, ale minister zdrowia do tej prośby nie musi się przychylić.
– Ta ustawa wytnie z rynku istniejące już szpitale powiatowe – twierdzi dr Dobrawa Biadun. – Jeżeli mówi się, że jedynie 9% kwoty na szpitalnictwo pójdzie na konkurs, to jak te kwoty rozdysponować, jeśli np. psychiatria jest poza siecią i będzie brała z tej puli?

Szpitale, które znajdą się w sieci, mają otrzymywać ryczałt. Pieniądze dostaną z góry i oczywiście będą musiały leczyć, ale efektywność nie będzie specjalnie ważna. Byle pacjent nie umarł z powodu zabiegu albo nie został okaleczony. Cztery lata spokojnego funkcjonowania, bo następna lista zakwalifikowanych do sieci ma zostać stworzona dopiero w 2021 r.

– Obawiamy się m.in., czy ryczałt dla szpitali zakwalifikowanych do sieci nie spowoduje, że będą unikały skomplikowanych i drogich procedur – mówi prof. Dorota Karkowska z Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej.

Konstanty Radziwiłł głosi, że jego propozycje mają być niebywale korzystne dla chorych. Pacjent nie tylko łatwiej dostanie się do szpitala, ale na dodatek po wyjściu z niego zostanie objęty opieką przyszpitalnej przychodni i będzie się rehabilitował w przyszpitalnym zakładzie rehabilitacyjnym. Minister nie wspomina, że przy okazji padną małe przychodnie specjalistyczne, co będzie dotkliwe szczególnie dla mieszkańców mniejszych miejscowości. Będą musieli podróżować do przychodni przyszpitalnej, często daleko od domu.

– Pan minister mówi, że nie będzie kolejek do specjalistów. Być może, bo opieka specjalistyczna zostanie wtłoczona do szpitali. Do specjalisty będzie można trafić jedynie przez szpital albo lekarza POZ – zauważa dr Dobrawa Biadun. – Ale, co jest novum, lekarz POZ będzie miał określoną kwotę na świadczenia opieki specjalistycznej, tzw. budżet powierzony. Czy chodzi o to, żeby ludzie, których stać, korzystali z prywatnej służby zdrowia? Minister, nie wiedząc, co zrobić z kolejkami, w sprytny sposób przerzucił odpowiedzialność na lekarzy POZ i lekarzy w szpitalach.

– PiS mówiło w kampanii wyborczej o sieci szpitali, ale sądziłem, że mają być wyłonione szpitale o specjalnym znaczeniu, najważniejsze w kraju, które będą traktowane w jakiś szczególny sposób, np. będą mogły otrzymać dodatkowe pieniądze na sprzęt – mówi poseł Sośnierz, bezpartyjny, członek klubu parlamentarnego PiS i sejmowej Komisji Zdrowia. – Co za diabeł podpowiedział ministrowi, żeby stworzyć taką sieć? Moim zdaniem dla pacjenta nie ma z tego żadnego pożytku. Żałuję, że w ochronie zdrowia od dawna nie rządzą rozum i wiedza.

Policzek dla kobiet

Na początku marca Konstanty Radziwiłł powołał do zespołu opracowującego nowe standardy opieki nad rodzącymi prof. Bogdana Chazana.
– To dla pacjentek policzek – komentują organizacje broniące praw kobiet. W 2014 r. prof. Chazan jako dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie odmówił wykonania w jego placówce zabiegu legalnej terminacji ciąży w 25. tygodniu, mimo że płód był uszkodzony w znacznym stopniu i nie było żadnych szans, by dziecko było zdolne do życia. Powołał się na klauzulę sumienia, chociaż jedynie lekarz prowadzący ma do tego prawo, a dyrektor szpitala nie. Na dodatek nie wskazał pacjentce, gdzie mogłaby uzyskać pomoc. Dziecko zmarło po 10 dniach od urodzenia…

Po tym incydencie prezydent Warszawy odwołała Chazana ze stanowiska dyrektora publicznego szpitala. Obecny minister zdrowia stał wtedy z żoną pod szpitalem, by odwoływanego wesprzeć duchowo. Teraz powołaniem do zespołu wsparł go też finansowo. Środowiska kobiece obawiają się, że nowe standardy opieki okołoporodowej zostaną opracowane na podstawie wskazań ideologicznych, a nie medycznych. W rezultacie może nastąpić pogorszenie opieki na oddziałach położniczych.

Powołując prof. Chazana, minister znów pokazał kobietom gest Kozakiewicza. Po raz pierwszy zrobił to, gdy stwierdził, że nie przepisałby pigułki „dzień po” zgwałconej kobiecie, bo klauzula sumienia mu na to nie pozwala. Dlatego 8 marca w Warszawie kobiety szły z hasłami: „Radziwiłł precz, idź się lecz!”, „Za Radziwiłła będziemy rodzić jak chłopki pańszczyźniane”, „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek”, „Chcemy lekarzy, nie misjonarzy”, „Antykoncepcja to prawo każdej kobiety”, „Moje prawa nie są na receptę, tabletki awaryjnej nie oddamy” i „Oprócz macic mamy mózgi”.

Bo tak jak Andrzej Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków, tak Konstanty Radziwiłł nie jest ministrem wszystkich chorych. I klauzula sumienia nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli minister i lekarze, których ona ogranicza, nie chcą przeżywać rozterek, należy pozostawić pigułkę „dzień po” bez recepty. Proste? Proste.

Pod koniec marca Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowała projekt nowych wycen. W ginekologii i położnictwie zredukowano je nawet o 70%. Ginekolodzy wystosowali do ministra zdrowia list, w którym piszą: „Zmiana finansowania może spowodować spadek jakości, co byłoby katastrofą i może doprowadzić do śmierci wielu dzieci i kobiet”.

Zakusy na karetki

Minister Konstanty Radziwiłł, chociaż był właścicielem przychodni w Warszawie (teraz należy ona do jego syna Karola), ma chyba alergię na prywatną służbę zdrowia, która nie jest jego. Już w ubiegłym roku pojawił się w resorcie pomysł znacjonalizowania prywatnych firm świadczących usługi ratownictwa medycznego. Bo – zdaniem ministra – prywatny podmiot działa po to, by zarabiać, czyli doi budżet przeznaczony na ochronę zdrowia Polaków. Okazało się jednak, że nacjonalizacja nie jest taka łatwa. Bo np. firma Falck, która świadczy usługi w ramach ogólnopolskiego systemu ratownictwa medycznego, jest własnością duńskiej spółki. Po znacjonalizowaniu państwo polskie musiałoby Duńczykom zapłacić odszkodowanie, gdyż działalność gospodarczą na terytorium innego państwa unijnego regulują prawa Unii Europejskiej.

Falck ma w tej chwili 66 stacji pogotowia ratunkowego, które funkcjonują w niedużych miastach w kilku województwach, trzy dyspozytornie, 87 zespołów ratownictwa medycznego, dwie karetki wodne, 500 lekarzy i 1000 ratowników. Poza tą firmą w polskim systemie ratownictwa funkcjonuje też wiele innych firm prywatnych. Czy ktoś w Ministerstwie Zdrowia zastanowił się, jaki los czeka pacjentów, kiedy z dnia na dzień przestaną one ratować ludzi? Czy tak ma wyglądać – zdaniem ministra zdrowia – lepsza opieka nad chorymi?

Senior do odstrzału

Wbrew szlachetnym zapowiedziom ofiarami działań ministra Radziwiłła staną się również seniorzy. Centrum Geriatryczne im. Jana Pawła II w Katowicach ma niewielkie szanse na zakwalifikowanie się do sieci szpitali. Minister nie widzi zresztą powodów, by starzy ludzie mieli jakąś taryfę specjalną w leczeniu. „Problem opieki geriatrycznej powinien być rozwiązywany raczej przez stworzenie możliwości konsultacji geriatrycznej na oddziałach internistycznych i specjalistycznych (hospitalizujących znaczny odsetek osób w podeszłym wieku) aniżeli w drodze tworzenia odrębnych oddziałów geriatrycznych” – tak resort uzasadnił odrzucenie dosłownie wszystkich uwag zgłoszonych podczas konsultacji publicznych w sprawie opieki geriatrycznej.

Odpowiednikiem programu 500+ w resorcie zdrowia miały być darmowe leki dla pacjentów powyżej 75. roku życia. To jedno wielkie oszustwo wyborcze i niespełniona obietnica – uważają oburzeni seniorzy. Do mediów i internetu trafiają ich listy. Piszą oni, że ich rachunki za lekarstwa zmniejszyły się raptem o kilka złotych miesięcznie, bo za darmo przysługują im najtańsze leki albo tylko jeden, za który wcześniej płacili 3 zł. Pan X po przebytym zawale codziennie przyjmuje dziewięć leków. Tylko jeden – najtańszy – może otrzymać za darmo. Ojciec pani Z leczy się na arytmię serca i musi brać lek przeciwzakrzepowy. Ucieszył się, że specyfik znalazł się na liście leków bezpłatnych dla seniorów, bo kuracja kosztuje go 150 zł miesięcznie. Lekarka pierwszego kontaktu wypisała mu bezpłatną receptę, farmaceutka w aptece ją zrealizowała. Po czym NFZ zażądał od lekarki zwrotu pieniędzy. Okazuje się, że lek, który został stworzony dla osób cierpiących na arytmię, nie jest dla nich bezpłatny. Refunduje się go chorym na zakrzepicę żył. Brawo, panie ministrze!

W Polsce żyje ok. 2,7 mln osób powyżej 75 lat. W budżecie na rok 2017 przewidziano na bezpłatne leki 564,3 mln zł. Na jednego chorego seniora wypada rocznie 209 zł, 17 zł miesięcznie. Szału nie ma. Ale czy warto się przejmować suwerenem w tym przedziale wiekowym? Czy taki człowiek zagwarantuje, że dożyje do następnych wyborów?

Niby-laurka

Minister Konstanty Radziwiłł może nie jest najgorszym ministrem zdrowia w historii III RP, ale znajduje się w niechlubnej czołówce. Za to na pewno jest ministrem najbardziej sklerykalizowanym. Zasiadanie na ministerialnym stołku, na dodatek w resorcie zajmującym się tak delikatną materią jak zdrowie – gdzie jednym zdaniem daje się zakamuflowaną wykładnię, jak postępować z chorymi – wymaga nie tylko wiedzy, ale także taktu, rozsądku, szerokich horyzontów, otwartości na poglądy innych i szanowania wartości, które inni wyznają.

Czy o działalności pana ministra można powiedzieć coś pozytywnego? Owszem. Że jednak postawił się Kościołowi. Kuria zakonu bonifratrów, prowadząca Szpital św. Józefa w Mikołowie, zaproponowała w czasie publicznej debaty nad siecią szpitali taki wpis do ustawy: „Do systemu zabezpieczenia dyrektor oddziału wojewódzkiego Funduszu po uzyskaniu pozytywnej opinii ministra właściwego do spraw zdrowia kwalifikuje świadczeniodawcę, będącego kościelną osobą prawną lub osobą prawną założoną przez taką osobę, który realizuje działalność służącą celom charytatywno-opiekuńczym, pomimo braku spełnienia warunków, o których mowa w ust. 3”. Kuria otrzymała od ministerstwa odpowiedź: „Uwaga niezasadna”.


Konstanty Radziwiłł powiedział:

Systemu ochrony zdrowia nie da się zreformować, jeśli nie dołoży się do niego pieniędzy. System, żeby funkcjonował sprawnie, musi być finansowany na wyższym poziomie i od tego jest uzależnione powodzenie reformy.
*
Polska ma nowoczesny system ochrony zdrowia. Niektórzy są jeszcze lepsi od nas, ale mają o wiele więcej pieniędzy. (…) Krok, który zrobiliśmy w 1999 r., wprowadzenie kas chorych, zapoczątkował wejście do nowoczes­nych rozwiązań systemowych. Uważam, że utrzymywanie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego jako systemu obowiązującego jest prawidłowe.
*
Wiadomo, że bez dodatkowych pieniędzy nie zapewnimy lepszej opieki medycznej. Wiemy też, że w obecnej sytuacji pacjent nie może spodziewać się równego dostępu do wszystkich świadczeń wykonanych w każdym standardzie.
Portal rf.gov.pl, 4.06.2008 r.
*
Moja rodzina to wyzwanie, ale i poczucie spełnienia oraz szczęścia. Mam nawet wrażenie, że nasza rodzina spotyka się z życzliwą zazdrością. Ludzie sobie o nas myślą, że jest może jakieś szaleństwo w posiadaniu ośmiorga dzieci, ale kiedy patrzą na naszą rodzinę, mówią: nieźle im to wychodzi. Z daleka widać, że są szczęśliwi.
Niedziela.pl, 2009 r.,
artykuł „Dyskryminacja rodziny”
*
Polityka prorodzinna ma sprzyjać temu, by ludzie chcieli mieć dzieci, a z tym mamy największy problem. Wydaje się, że ten niewielki odsetek osób, które uzyskają dziecko w procedurze in vitro, nie wpłynie na demografię w istotny sposób. (…) Kwestia najmniej fundamentalna, chociaż także ważna, to sprawa godności przyszłych rodziców. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że procedury in vitro bardzo mocno naruszają intymność, która normalnie towarzyszy rodzicom powołującym potomstwo do życia. Wieloma małżeństwami po tym zabiegu wstrząsnęło to bardzo głęboko. I bynajmniej nie przyczyniło się do scementowania ich związków. Druga kwestia wiąże się z samą procedurą: powstawanie człowieka w warunkach laboratoryjnych budzi sprzeciw.
„Rzeczpospolita”, 24.08.2013 r.
*
Mam wrażenie, że medialna wrzawa na niespotykaną skalę jest sztucznie napędzana. Grupa lekarzy złożyła na Jasnej Górze deklarację (wiary – przyp. red.) – do czego nikt ich nie zmuszał – i w tym dokumencie zadeklarowała, że są jej bliskie takie, a nie inne ideały. Każdy ma prawo do złożenia takiej deklaracji.
*
Jest absurdem twierdzenie, że ktoś nie ma prawa do wykonywania zawodu albo realizowania się w jakiejś specjalności tylko dlatego, że wyznaje określony światopogląd. Polska konstytucja, międzynarodowe pakty praw człowieka ratyfikowane przez Polskę, a także ogólnie przyjęte zasady wykonywania zawodu lekarza każdemu gwarantują prawo do pozostawania w zgodzie ze swoim sumieniem, a także zakazują zmuszania go do działań, które są sprzeczne z jego przekonaniami.
Przyznawanie się do wyznawanego światopoglądu jest więc realizacją podstawowych praw obywatelskich, a odmawianie komukolwiek takiego prawa jest niebezpiecznym oraz karalnym naruszeniem prawa. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy mówimy o lekarzach, czy o ludziach wykonujących jakikolwiek inny zawód.
„Do Rzeczy”, 12.06.2014 r.
*
Szpitale onkologiczne popadły w jeszcze większe tarapaty niż dotychczas (z powodu pakietu onkologicznego – przyp. red.). To jest porażka. Są jakieś próby zmiany, ale to są próby naprawy rzeczy nienaprawialnych.
*
Kolejki, przerażenie pacjentów, którzy nie wiedzą, co z nimi będzie, kiedy dostaną się do lekarza, przerażenie ludzi, którzy cierpią, oczekując operacji już, a nie za pięć lat. To są fakty. Nie ma też sensownego planu. (…) PiS ma plan dotyczący służby zdrowia. W ciągu pięciu-sześciu lat musimy dojść do 6% PKB.
„Polityka przy kawie”, TVP Info, 8.10.2015 r.
*
Założenie, że 15-letnie dzieci będą odpowiedzialnie traktować kwestie prokreacji bez porady i udziału rodziców, jest absurdem (dotyczy pigułki Elle One, zwanej „dzień po” – przyp. red.). Według mnie stosowanie środków hormonalnych bez recepty jest niezrozumiałe, tym bardziej że pozostałe środki antykoncepcyjne są na receptę. Przyjrzę się tej sprawie od strony prawnej, na pewno trzeba to zmienić.
*
Polska służba zdrowia nie jest w stanie terminalnym, lecz występuje w niej zjawisko daleko idącego nieuporządkowania. Jeden z głównych problemów to dążenie do jej urynkowienia.
*
Szpitale publiczne powołano, aby leczyły chorych. Gdy zostają zamienione w spółki, ich podstawowym celem staje się poprawianie wyniku finansowego.
*
Planuję, że jednym z pierwszych moich posunięć jako ministra będzie list do przedstawicieli wszystkich środowisk służby zdrowia z prośbą o przedstawienie koniecznych ich zdaniem zmian. Jednocześnie także deklaruję, że nie będą one wprowadzane z dnia na dzień, aby wszyscy, którzy będą je wdrażać, mogli się z nimi oswoić i do tego przygotować.
„Gość Niedzielny”, listopad 2015 r.
*
Ta sytuacja, w której czeka się kilka miesięcy, lat na wizytę u lekarza albo na operację, jest oczywiście zupełnie niedopuszczalna. Trzeba powiedzieć, że to wynika w dużej mierze rzeczywiście z niedofinansowania. Mam nadzieję, że już w tym roku to się uda osiągnąć.
Radio RMF FM, 30.04.2016 r.
*
Są ludzie, którzy zaczynają chodzić wokół mojej rodziny. Węszą w sposób, który jest paskudny, bym powiedział. (…) Na przykład dobierają się do mojej żony, która jest architektem i która wykonała kilka razy jakieś zamówienie dla izb lekarskich, projekty aranżacji wnętrz, i ktoś uznał, że to jest jakaś straszliwa patologia. Pewnie w taki sposób gdzieś to w jakimś momencie zostanie pokazane. To są bzdury. Nie mamy nic do ukrycia. Rzeczywiście moja żona ze swoim bratem ileś takich projektów wykonała, ale to nie są moje decyzje, to nie są środki publiczne.
Radio RMF FM, 30.04.2016 r.
*
Nie przepisałbym pigułki „dzień po” nawet zgwałconej kobiecie. To nie jest kwestia, czy ja uważam, że ten preparat powinien być dostępny czy nie. Natomiast jeśli pyta mnie pan jako lekarza, to nie przepisałbym. Skorzystałbym z klauzuli sumienia.
Radio Zet, TVN 24, 23.02.2017 r.
*
Dziś przewlekle chorzy zdecydowanie zbyt często korzystają z porad specjalistów, co zresztą bywa niekorzystne także dla ich zdrowia.
„Wprost”, 27.02.2017 r.


Szpitale nie dla pacjentów

Dr n. med. Maciej Hamankiewicz,
prezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Naczelna Rada Lekarska oceniła negatywnie projekt ustawy o sieci szpitali i od miesięcy nie zmieniliśmy zdania. Uważamy, że nowe przepisy spowodują likwidację niejednego szpitala i oddziału. Negatywnie oceniliśmy rozwiązania dotyczące podporządkowania szpitalom nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.

Jestem lekarzem od 40 lat. Pracuję w szpitalu i wiem, jak wygląda codzienność na izbie przyjęć, na oddziale, w poradni przyszpitalnej. I podkreślam tam, gdzie mogę, że rozwiązania, które wprowadza ustawa o sieci szpitali, są niekorzystne dla pacjentów.

Ze stu kilkunastu szpitali na Śląsku w sieci znajdzie się nieco ponad połowa. Wiele szpitali jednooddziałowych, których nie uwzględniono w nowym systemie, to placówki bardzo dobre. Na przykład mamy świetnie rozwiniętą kardiologię, a szpitale kardiologiczne nie zostały w sieci uwzględnione. Pan minister negatywnie ocenia placówki, które mają po kilka łóżek. Ja uważam, że to niewłaściwa ocena, bo część z nich jest wysokospecjalistyczna. Szpitale zaczęły się łączyć, żeby spełniać nowe wymagania.

Moim zdaniem jeśli szpital nie znajdzie się w sieci, straci szansę na dofinansowanie ze środków publicznych. Co ma wtedy zrobić? Może przejść tylko na przyjmowanie pacjentów prywatnie.

Początkowo sieć szpitali miała funkcjonować od 1 czerwca. Na szczęście odłożono to do 1 października. Wiemy jednak, że najpierw powinien być przeprowadzony pilotaż. Z niepokojem myślę o tym, czy za dwa lata nie czeka nas kolejna reforma. Pan minister mówi o zwiększeniu nakładów na służbę zdrowia do 6% PKB. Powinien powiedzieć, że bez 6% PKB w ogóle nie powinno się podejmować kierowania resortem. Nikt nie ma możliwości zapewnienia społeczeństwu właściwej opieki zdrowotnej przy tak niskich nakładach.

Minister Radziwiłł zapowiedział, że od 1 stycznia zostanie zlikwidowany NFZ. Moim zdaniem będą to ci sami ludzie, tylko inaczej zgrupowani.
Przez wiele lat pan minister i ja współpracowaliśmy w Naczelnej Radzie Lekarskiej. Przez dwie kadencje on był prezesem, a potem, kiedy ja zostałem prezesem, on był wiceprezesem, a przez rok sekretarzem. Teraz, jako minister, nadal jest członkiem NRL. Nie ma zakazu działania w samorządzie lekarskim. Zresztą trzeba przyznać, że udało mu się przeprowadzić bardzo ważną dla lekarzy i postulowaną przez samorząd kwestię przywrócenia stażu podyplomowego. Ale widać, że w przypadku sieci szpitali wpadł w pułapkę, bo przygotował ustawę, a Naczelna Rada Lekarska oceniła ją negatywnie. Poza tym Krajowy Zjazd Lekarzy zobowiązał NRL do działania w tym kierunku, żeby system opieki zdrowotnej opierał się na ubezpieczeniach. A pan minister uważa, że powinno być finansowanie z budżetu. My od lat twierdziliśmy, że w Polsce, w naszych warunkach, system oparty na budżecie, i to lichym, w zakresie zdrowia nie jest dobrym pomysłem.

Każdy widzi, że ochrona zdrowia wymaga zmian. Ale już 13 maja ub.r., kiedy pan minister po raz pierwszy przedstawił na Krajowym Zjeździe Lekarzy plan reform, mówiliśmy, że to nie jest dobra droga. Tylko że tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że Konstanty Radziwiłł wstąpił do partii politycznej, dał więc czytelny sygnał, że będzie reprezentował kierunek obrany przez partię, a nie przez samorząd.

Wydanie: 14/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy