Skoczek na szachownicy pisowskich służb

Skoczek na szachownicy pisowskich służb

Gen. Marek Łapiński, sekretarz stanu w MON, ma zostać nowym szefem Służby Wywiadu Wojskowego

Kandydatura Marka Łapińskiego gładko przeszła przez sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych, ma też aprobatę Kolegium ds. Służb Specjalnych, więc Łapiński czeka już tylko na podpis premiera Mateusza Morawieckiego. Nie powinno być z tym kłopotów, bo Łapiński to człowiek Mariusza Błaszczaka, ministra obrony i jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

W końcu grudnia 2015 r., kiedy PiS na dobre objęło władzę, Łapiński, świeży emeryt pogranicznik w stopniu kapitana, nagle został komendantem Straży Granicznej. Wcześniej, jak ujawnił portal tvn24.pl, przez pięć lat był w dyspozycji komendanta głównego SG. Nie miał wyznaczonych obowiązków służbowych, nie musiał przychodzić do pracy, ale pobierał dyrektorską pensję.

Posadę szefa pograniczników Łapiński zawdzięcza Błaszczakowi, który stał wtedy na czele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Na tym stanowisku Łapiński błyskawicznie awansował. Już pierwszego dnia dostał stopień majora. Dojście do szarży generalskiej zajęło mu zaledwie półtora roku.

Jako komendant główny SG niczym szczególnie pozytywnym się nie wyróżnił. Przeciwnie, jeden z faktów kompromitujących Straż Graniczną za rządów Łapińskiego przypomniał nie tak dawno portal osluzbach.pl. Chodzi o słynną aferę z prostytutkami, z których usług kilka lat temu mieli korzystać m.in. czołowi politycy „dobrej zmiany”. „Oczywiście nie można Łapińskiego łączyć bezpośrednio z działalnością agencji towarzyskich, jakie prowadzili w Rzeszowie i okolicach pochodzący z Ukrainy bracia R. Ale doświadczony oficer policji, który zna realia Podkarpacia i kulisy afery, mówi wprost: »To, co się działo na Rzeszowszczyźnie, nie mogło się odbywać bez cichego porozumienia ze Strażą Graniczną. Mieli zblatowanych pograniczników, mieli bramki, ludzi na przejściach granicznych. Ludzie z SG wiedzieli, dokąd jadą te dziewczyny i w jakim celu«”, czytamy na portalu.

O ile w tym wypadku można mówić najwyżej o braku właściwego nadzoru nad podległymi Łapińskiemu pogranicznikami, o tyle sprawa przyjęcia do Straży Granicznej syna Bogdana Sakowicza, wiceszefa CBA, znajomego Łapińskiego z UOP i Służby Celnej, dotyczy jego bezpośrednich decyzji. Pisaliśmy o tym w PRZEGLĄDZIE rok temu (nr 3/2019). Teraz znamy więcej szczegółów.

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej informowali Joachima Brudzińskiego, kiedy był jeszcze szefem MSWiA, że syn Bogdana Sakowicza, Marcel, na początku 2017 r. nie przeszedł pozytywnie badań psychologicznych, jakim poddawani są kandydaci do służby w SG. „W wyniku interwencji komendanta głównego Straży Granicznej gen. M. Łapińskiego Marcel S. w lecie 2017 r. przystępuje do dodatkowego badania psychologicznego w Biurze Kadr i Szkolenia Komendy Głównej Straży Granicznej, oczywiście z wynikiem pozytywnym – pisali podlascy pogranicznicy. – W czasie egzaminów w ośrodku szkolenia syn zastępcy szefa CBA otrzymał niewielką liczbę punktów (o jeden więcej niż dolna granica)”.

Według ich relacji był to początek sprawnie przeprowadzonej operacji mającej na celu jak najszybsze przyjęcie do pracy Sakowicza juniora. W większości służb mundurowych, poza służbami specjalnymi, istnieją regulowane rozporządzeniami terminy naboru nowych rekrutów. W przypadku Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej termin był wyznaczony na luty 2018 r., ale gen. Łapiński miał wydać komendantowi pisemne polecenie, aby ten pięciu „wybranych, super zdolnych i niezbędnych dla Straży” kandydatów – w tym Marcela S. – przyjął do pracy 18 grudnia 2017 r.

Wydaje się, że ten pośpiech miał jeszcze drugie dno: Łapiński już wtedy wiedział, że za chwilę przestanie być przełożonym pograniczników i obejmie posadę w resorcie obrony. Tak też się stało, pod koniec stycznia 2018 r. został jednym z zastępców Mariusza Błaszczaka, który objął MON po Antonim Macierewiczu. Tym samym jego wpływ na Straż Graniczną sprowadzony został do zera.

„Jeżeli to nie jest korupcja w celu osiągnięcia korzyści osobistych, to jak to inaczej nazwać? Czas chyba na stanowcze reakcje organów powołanych do zwalczania takiego postępowania”, pisali do Joachima Brudzińskiego pogranicznicy. Efekt? Sakowicz junior dostał ciepłą posadkę w Wydziale Kadr i Szkolenia Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, za to agenci CBA, którzy chcieli się przyjrzeć sprawie, wylecieli z pracy.

– Za rządów PiS raczej nie ma co liczyć na jej rozpracowanie. „Dobra zmiana” trwa i wszystko jest zamiatane pod dywan, a rodzinki szefów służb doją kasę – żali się były funkcjonariusz CBA. Prokuratura Okręgowa w Radomiu sprawę potencjalnej korupcji wśród pograniczników umorzyła w czerwcu 2018 r.

Fot. Grażyna Myślińska/Forum

Wydanie: 5/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy