Mistrzyni świata na 100 polach

Mistrzyni świata na 100 polach

Dobry gracz sam tworzy w warcabach unikatową strategię

Natalia Sadowska – 25-letnia zdobywczyni tytułu mistrzyni świata w warcabach 100-polowych

Jak się dochodzi do mistrzostwa w warcabach? Pani zaczynała bardzo wcześnie.

– W wieku ośmiu lat. Do mojej podstawówki przyjechał działacz warcabowy i zorganizował turniej dla uczniów. Wygrałam wśród dziewczynek, a potem krok po kroku poszerzałam umiejętności – pokazywałam się na mistrzostwach gminy, powiatu i województwa. Wreszcie przyszła pora na szczebel krajowy i międzynarodowy.

I tak od razu, z marszu, same zwycięstwa?

– Nie, najpierw grałam w domu z tatą i dziadkiem. Wciąż mnie ogrywali, bo, okazuje się, grali dosyć dobrze i na początku łatwo nie było, ale byłam ambitna i chciałam się zrewanżować. Wtedy nie było jeszcze gier komputerowych, a warcaby miał w domu prawie każdy.

Teraz ma pani trenera, i to z Białorusi.

– Tak, trener mieszka w Mińsku, ale na stałe współpracuje też z Polskim Związkiem Warcabowym. Wcześniej byłam w zasadzie samoukiem, jednak z uwagi na liczne sukcesy związek postanowił rzucić mnie na głęboką wodę i od dwóch lat trenuje mnie warcabowy arcymistrz, jeden z najlepszych w świecie. Od tego momentu odnoszę duże sukcesy, ale były też trudne momenty.

Dlaczego?

– Trener zaczął zmieniać styl mojej gry. Do tej pory często grałam agresywnie i ryzykownie, on natomiast starał się trochę mnie uspokoić i twierdził, że można wygrywać albo remisować bez ryzyka. Wystarczy dobrze przewidzieć postępowanie przeciwnika i poczekać na jego błąd. To bardzo komplikowało moją sytuację, a gdy ambicje brały górę, traciłam spokój. Chciałam wszystkich pokonywać. W sierpniu czekał mnie jednak zimny prysznic, chciałam wygrać na siłę, ale skończyło się odwrotnym rezultatem. Teraz jest lepiej, dużo wygrywam, mniej przegrywam. Przyjęłam nauki trenera – staram się nie rzucać wszystkich sił do walki. Wolę czekać, bo wiem, że jestem na tyle dobra, że nie muszę ryzykować.

Jest pani absolwentką Akademii Obrony Narodowej. Warcaby są namiastką gier strategicznych?

– Tak, warcaby i szachy. Zresztą w literaturze fachowej na temat warcabów często się pisze o strategii i taktyce. I tam, i tu potrzebne jest dalekie, wyprzedzające planowanie i przewidywanie ruchów przeciwnika kilka kroków do przodu. To prawdziwa bitwa – w warcabach na planszy. Uważnie obserwujemy, co się dzieje na polu walki, i nasze plany przenosimy na ruchy pionków, niekiedy mówi się o nich kamienie. No i są jeszcze damki.

A jak traktuje się w warcabach przeciwnika? W brydżu, gdzie grają cztery osoby parami, niektórzy mówią: ja, geniusz, muszę grać z idiotą przeciwko parze oszustów.

– W warcabach to się nie zdarza. Dobrze znamy naszych przeciwników, bo każdy ma miejsce w rankingu. Wiemy, na jakim jest poziomie i jak na spotkanie z nim się przygotować. Ale nawet jeśli gram ze słabszym przeciwnikiem, nie pozwalam sobie na nonszalancję i nieprzemyślane ruchy. Po pierwsze, on może mnie czymś zaskoczyć i wygrać. Po drugie, należy mu się szacunek. Nie traktuję go jako wroga, nie lekceważę. A po turnieju możemy się spotkać i przyjaźnie porozmawiać.

Czym się różnią warcaby na turniejach od zwykłych, towarzyskich?

– Gramy na planszach o 100 polach, a w warcabach towarzyskich jest plansza taka jak do szachów, 64-polowa. Każda partia rozgrywana jest na czas. W ciągu godziny i 20 minut plus po minucie na każdy ruch na zawodnika. Jedna partia może więc trwać nawet pięć godzin. Najdłuższa trwała aż siedem. Są też turnieje w grze aktywnej, gdzie przypada 20 minut plus pięć sekund na każdy ruch na zawodnika, wtedy partie trwają ok. 40-50 minut. Mamy też turnieje w grze błyskawicznej, partia trwa tylko pięć minut plus trzy sekundy na każdy ruch. Pionki śmigają po planszy. To wymaga bardzo dużej spostrzegawczości i szybkiego myślenia. Jednak najważniejsze turnieje to te, gdzie partia trwa godzinę i 20 minut.

Czy gracz ma ograniczony czas na ruch, czy może myśleć długo?

– Może się zastanawiać nawet pół godziny czy 40 minut nad jednym ruchem. W tym czasie intensywnie rozważa wszelkie możliwe warianty zachowań przeciwnika i układa dosyć precyzyjny plan. Później kolejne ruchy następują dużo szybciej, bo gracz realizuje przemyślany scenariusz.

A jak przebiegał mecz o mistrzostwo świata?

– Był bardzo wyczerpujący, trudno porównywać go do zwykłego turnieju. Po jednej z partii czułam się tak wyczerpana, jakbym przez pół godziny szybko biegła. Potrzebowałam 20 minut, aby serce się uspokoiło i zaczęło bić normalnie. Musiałam w pełni odzyskać równowagę, aby móc zjeść obiad. Świadczy to o wysokim poziomie meczu, emocjach, ciągłym napięciu. Nie było tam miejsca na najmniejsze błędy.

Ilu jest mistrzów świata w warcabach? Łatwo stracić ten tytuł?

– Do tej pory było osiem mistrzyń świata, a ja stałam się dziewiątą. Tego tytułu nikt mi już nie odbierze, bo to fakt historyczny. Jestem jedyną w historii mistrzynią świata w warcabach kobiet w Polsce. Nie mamy natomiast żadnego mistrza świata w warcabach mężczyzn. W 2018 r. mogę walczyć o mistrzostwo świata kobiet po raz drugi. Jeszcze nie wiadomo, kto będzie moją przeciwniczką. Mieliśmy wcześniej dwie wicemistrzynie świata, ja byłam jedną z nich, druga zdobyła swój tytuł w latach 90.

Jak się sygnalizuje wygraną w warcabach? Czy mówi się szach i mat?

– Nie. Gracz, który widzi przegraną, po prostu wyciąga rękę, oddaje tym samym honor przeciwnikowi. Poddaje się. Młodsi niekiedy grają do ostatniego pionka, ale to nie jest eleganckie. Być może liczą, że przeciwnik mimo wyraźnej przewagi na planszy potknie się, żenująco pomyli i szala zwycięstwa przechyli się na ich stronę. Ale w poważnych turniejach tak się nie postępuje.

Czy mistrz warcabów może przegrać z komputerem?

– To raczej się nie zdarza. Słyszałam, że programy komputerowe symulujące grę w szachy bywają już lepsze od arcymistrzów. W warcabach na planszy o 100 polach jest o wiele więcej wariantów rozegrania partii, nawet takich, które nie występują w teorii ani w podręcznikach fachowych. Dobry gracz sam tworzy unikatową strategię i to jest fascynujące. Dlatego wolę warcaby od szachów, bo tutaj teoria nie ma tak olbrzymiego znaczenia jak w szachach.

Gra się w warcaby na pieniądze?

– Dla rozrywki młodzież gra o niewielkie stawki, naprawdę symboliczne. Profesjonaliści raczej nie. Nagrody w turniejach też nie są wysokie, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy mniejsze niż w rozgrywkach szachowych. Ministerstwo Sportu nas nie rozpieszcza mimo znacznych osiągnięć zawodników. Od przyszłego miesiąca zaczynam kolejne poważne rozgrywki. Wyjeżdżamy na drużynowe mistrzostwa Europy do Tallina, gdzie będę w drużynie z młodszą, równie zdolną koleżanką.

Będziecie się mierzyć z mężczyznami?

– W Tallinie będziemy grać oddzielnie. Kobiety mogą oczywiście grać z mężczyznami, ale oni są przeważnie lepsi. Nie ma co ukrywać. Podchodzą mniej emocjonalnie do gry, mają większe przygotowanie teoretyczne. Lepiej wykorzystują zdobytą wiedzę. Podobnie jest w szachach.

Dlaczego pani, mieszkająca w Warszawie, reprezentuje Klub Mazovia z Mińska Mazowieckiego? W stolicy nie ma klubu warcabowego?

– Są tu kluby, ale mnie dobrze się współpracuje z Mazovią. W 2007 r. rozpadł się klub koło mojej rodzinnej Mławy, więc przeniosłam się do Mińska i tak zostało. Gram też w holenderskim klubie MTB Hoogeveen, który niedawno przebił się do holenderskiej ekstraklasy.

Dzięki pani?

– W pewnej mierze tak. Wygraliśmy najważniejsze mecze i wywalczyliśmy awans. W Holandii warcaby mają dosyć wysoką pozycję. Jest tam aż 10 lig, w każdej po 12 drużyn. Latam tam co dwa tygodnie, żeby zagrać dla holenderskiego klubu.

Wydanie: 39/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy