500 dni Brzęczka

500 dni Brzęczka

Selekcjoner reprezentacji piłkarskiej potrafi zaryzykować i nie boi się w kadrze nowych twarzy

Wz Wnuta spotkania Polski ze Słowenią na Stadionie Narodowym w Warszawie, kiedy Robert Lewandowski zabłysnął futbolowym geniuszem. Kilkadziesiąt metrów od bramki, bliżej prawej strony, ustawiony tyłem i pod presją rywala przyjął piłkę, ograł pierwszego Słoweńca i wykonał fantastyczny slalom. Mijał obrońców niczym alpejczyk tyczki na narciarskim stoku i wreszcie, w całkiem niełatwej pozycji, uderzył precyzyjnie, nie do obrony, przy dalszym słupku. Popis kapitana biało-czerwonych – wirtuozeria na poziomie wyczynów Lionela Messiego. yborna dyspozycja Lewego, przepiękny debiutancki gol Sebastiana Szymańskiego już w 3. minucie i wreszcie zwycięska (także pierwsza w reprezentacji) bramka Jacka Góralskiego w 81. minucie. Jak trafnie napisano, jest on wszędobylskim pomocnikiem – od ciężkiej pracy, odbiorów i pressingu. Kiedy zaś do wygranej 3:2 dodać awans z pierwszego miejsca grupy G do finałów Mistrzostw Europy 2020 oraz serdeczne pożegnanie Łukasza Piszczka, wtorkowy wieczór 19 listopada należy uznać za wielce udany.

Piszczek po raz (66) ostatni

Od pierwszego gwizdka widać było, że Polacy nie zamierzają wyczekiwać, co zrobią ich wrześniowi (0:2) pogromcy, tylko postarają się jak najszybciej wyrównać rachunki. Zysk to szybko zdobyty pierwszy gol, strata to pechowa interwencja Kamila Glika, który złamał sobie nos i już w 7. minucie musiał opuścić murawę. Łatwo nie było – Słoweńcy nie zamierzali ustępować pola. Potrafią grać w piłkę i nie unikają bardzo twardych, a niekiedy wręcz brutalnych pojedynków.

Nie obawiał się rywali jeden z bohaterów wieczoru – występujący po raz 66. i ostatni w biało-czerwonej drużynie obrońca Łukasz Piszczek. O jego rozstaniu z kadrą narodową pisaliśmy w PRZEGLĄDZIE nr 36/2018: „Trzeba podejmować racjonalne decyzje. Moja przygoda z reprezentacją dobiegła końca – poinformował po mundialu na Facebooku Łukasz Piszczek, gracz Borussii Dortmund. Zadebiutował w kadrze 3 lutego 2007 r. i rozegrał w niej 65 spotkań, zdobywając trzy bramki. Wziął udział w czterech turniejach – Euro 2008, Euro 2012, Euro 2016 oraz MŚ 2018.

Piszczek ma 33 lata, ale w niemieckiej Bundeslidze – gdy omijały go kontuzje – nie dawał po sobie poznać, że jest piłkarzem zaawansowanym wiekowo. Jeszcze przed kilkoma laty interesowały się nim największe markowe kluby, z Realem Madryt na czele.

O odejściu z reprezentacji myślał jeszcze przed mundialem. Katastrofalne występy na rosyjskich boiskach ułatwiły mu podjęcie decyzji. Obrońca bardzo przeżył nieudane mistrzostwa świata. Nic dziwnego, że zakończenie reprezentacyjnej kariery przez tak nietuzinkową postać spotkało się z szerokim oddźwiękiem. Znakomity były bramkarz Jerzy Dudek powiedział: – Myślę, że najbardziej rozczarowany jego decyzją jest Jurek Brzęczek. Bardzo dobrze się znają. (…) Łukasz ma ogromny bagaż doświadczeń.

Analityczny umysł. Bez wątpienia nadawałby się na trenera. Jestem pewny, że po mundialu byłby w stanie wskazać i Brzęczkowi, i drużynie, co poszło nie tak i w którą stronę należy postawić kolejny krok. Nie mogło zabraknąć głosu selekcjonera Brzęczka. – Łukasz Piszczek to wspaniały piłkarz i człowiek. Zapisał się w historii polskiego futbolu swoją grą, postawą i tym, co zrobił dla reprezentacji. Teraz podjął taką decyzję. Na pewno byłby nam jeszcze potrzebny, ale z drugiej strony piłka nożna, sport i w ogóle życie nie znosi próżni. Będzie szansa dla następców. Myślę, że jeżeli chodzi o prawą obronę, to mamy zawodników, którzy podejmą rękawicę, aby starać się prezentować wysoki poziom”.

Brakowało tylko grabek i łopatki

Przed meczem ze Słowenią, w jego trakcie i po nim przewijał się w wypowiedziach kompromitujący problem fatalnego stanu murawy na Stadionie Narodowym. Kilkakrotnie pisaliśmy o nawierzchni nienadającej się do profesjonalnej gry w piłkę nożną. Podczas niedawnego meczu z Macedonią Północną, ale też we wcześniejszych pojedynkach, na śliskiej trawie piłkarze wykonywali ewolucje niczym w jeździe figurowej na lodzie. Po konfrontacji ze Słowenią miarka się przebrała. – Brakowało tylko grabek i łopatki. Mamy tak piękny stadion i to wstyd, że jest na nim taka murawa – ocenił Grzegorz Krychowiak. – Szacunek dla obu drużyn, bo granie na tej murawie było sztuką. Raz czy dwa to było śmieszne, ale to jest po prostu żałosne. Chętnie byśmy rozegrali spotkanie na Stadionie Śląskim w Chorzowie, na normalnym boisku – dodał wyraźnie zirytowany Wojciech Szczęsny. – Cud, że nikomu nic się nie stało – mówili jednym głosem Brzęczek i Lewandowski.

Obecny na meczu premier Mateusz Morawiecki odwiedził po nim piłkarzy w szatni. Kadrowicze poprosili go o interwencję w sprawie murawy. Moim zdaniem nie tylko firma odpowiedzialna za stan boiska zawaliła sprawę.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 48/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Rafał Gaglewski/REPORTER

Wydanie: 48/2019

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy