Muzeum nadal w Otwocku Wielkim

Muzeum nadal w Otwocku Wielkim

Minister Sawicki zmienił decyzję wojewody przyznającą odbudowany pałac byłym właścicielom

W majowym „Przeglądzie” (nr 18/2009) w artykule „Co zwrócił wojewoda” pisaliśmy o pałacu w Otwocku Wielkim, który został przez wojewodę mazowieckiego przyznany dawnym właścicielom tej wspaniałej rezydencji. Dziś sytuacja zmieniła się, bo oto Marek Sawicki, minister rolnictwa, jako reprezentant skarbu państwa podjął decyzję o uchyleniu decyzji wojewody. Uczynił to na wniosek ministra kultury, który zdecydował się wystąpić z odwołaniem. Na biurko szefa resortu rolnictwa trafiło pismo szefa resortu kultury, dba on bowiem o interesy zarządzanej przez siebie placówki – Muzeum Narodowego, a właśnie w pałacu w Otwocku Wielkim mieści się oddział MN – Muzeum Wnętrz.
Choć postanowienie ministra rolnictwa nie zamyka sprawy, nie jest ostatecznym rozwiązaniem kwestii reprywatyzacji tego obiektu, na jakiś czas usunęło widmo przeprowadzki. Muzeum Narodowe ma poważne problemy lokalowe i miejsce w otwockim pałacu wypełnia część tej luki.

Nikt nie mówi o przeprowadzce

– Na terenie zespołu pałacowego w Otwocku Wielkim jest nie tylko Muzeum Wnętrz, lecz także magazyny muzealne, magazyn mebli, dwie pracownie mebli i pracownia konserwacji tkanin – mówi kurator Muzeum Wnętrz, Mirosław Budzyński.
– Nie słyszałem – dodaje – by centrala miała jakieś plany przeniesienia tych placówek. Pracujemy normalnie. Nie poddajemy się naciskowi różnych informacji, które do nas napływają, nie możemy przecież odbijać się od ściany do ściany. Wiemy o decyzji wojewody i późniejszych odwołaniach, ale sprawa się toczy, nie ma ostatecznego wyroku sądu, a dopiero wtedy trzeba będzie ewentualnie podejmować stosowne kroki.
Pałac jest otwarty dla zwiedzających do końca października. Sezon letni był tutaj bardzo atrakcyjny, odbyło się sześć koncertów, grali znakomici artyści, m.in. Piotr Paleczny, Waldemar Malicki, śpiewał Jerzy Artysz. Jesienią i zimą zainteresowanie turystów zamiera, ale jeśli zgłosi się jakaś grupa chętnych, to z pewnością będzie mogła się zapoznać ze zgromadzonymi tutaj zbiorami.
Kustosz Budzyński nigdy nie spotkał się z dawnym właścicielem pałacu, nestorem rodziny Jezierskich, a w kwestii sporu, do kogo powinien należeć ten obiekt, nie wypowiada się. Jednak gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak prezentował się ten cenny zabytek polskiej kultury zaraz po wojnie, w latach 40., kieruje do wystawy fotogramów w pałacowej kawiarni. Przygotowano ją, korzystając z materiałów Instytutu Sztuki PAN i Państwowego Archiwum Cyfrowego.

To była wydmuszka

– Można się zorientować, że ten pałac był wtedy „wydmuszką” – mówi. – Poza ścianami niewiele tu zostało.
Opinię otwockiego kuratora potwierdza Krystyna Kulczyńska, zatrudniona swego czasu w Pracowni Konserwacji Zabytków, która w latach 60. brała udział w odbudowie pałacu i towarzyszących mu obiektów. Pamięta dobrze, że całość była ogromnym nakładem środków odbudowywana, konserwowana i adaptowana dla potrzeb Urzędu Rady Ministrów, gdzie pełnomocnikiem ds. konserwatorskich był prof. Wiktor Zinn, inwestorem zastępczym zaś Ministerstwo Kultury. Częścią projektu historyczno-architektonicznego zajmowała się historyk sztuki Zofia Baranowska. Pracownicy PZK dołożyli wielkich starań, aby pałacowi nadać wygląd reprezentacyjny, bo zachowały się w nim jedynie zewnętrze elewacje. Gdyby zaraz po wojnie nie wymieniono stropów, to zawaliłyby się nawet ściany. W opłakanym stanie były też dwie oficyny. Wschodnią użytkował przez jakiś czas internat dla dziewcząt sprawiających problemy wychowawcze. Była więc krańcowo zdewastowana, ale w miarę cała. Oficyna zachodnia była kompletną ruiną. PKZ zajęła się też odbudową obiektów położonych „na stałym lądzie” – dawnego dworku, browaru, stajni i spichlerza, jako budynków gospodarczych obsługujących pałac stojący na sztucznej wyspie.
– Koncepcja odbudowy zespołu zabytkowego – wspomina pani Kulczyńska – zakładała przygotowanie obiektu, który byłby atrakcyjny dla delegacji zagranicznych. Miał uzupełniać skromne możliwości pałacu w Wilanowie, gdzie do przyjmowania delegacji przystosowano tylko jedno wąskie skrzydło. W Otwocku Wielkim można było przyjąć najważniejsze głowy państwa wraz z towarzyszącymi osobami, ochroną, administracją itd. Stąd brała się pieczołowitość prac adaptacyjnych i konserwatorskich. Specjaliści PKZ zajęli się wszystkim, także odzyskaniem i zakonserwowaniem cennych malowideł na ścianach pałacu, który w zasadzie od I wojny światowej, kiedy w latach 1914-1918 popadł w ruinę, nie był odbudowywany.
Krystyna Kulczyńska pamięta jeszcze, że pierwszym gościem po odbudowie pałacu był kanclerz Austrii Bruno Kreisky, który oglądając przygotowane dla niego wspaniałości, zażartował, że Austria już nigdy nie będzie brała udziału w rozbiorach Polski.
Ważne jest tutaj również zdanie pani Kulczyńskiej na temat przeznaczenia pałacu w Otwocku Wielkim. Sądzi ona, że z uwagi na zakres i koszt prac konserwatorsko-adaptacyjnych ten obiekt powinien być użytkowany przez URM lub Ministerstwo Spraw Zagranicznych jako reprezentacyjna rezydencja. Wykorzystując pomieszczenia na muzeum, magazyny i pracownie konserwatorskie, marnuje się je. Obie oficyny pałacu zostały specjalnie zaadaptowane do obsługi delegacji, wschodnia ma pomieszczenia dla obsługi, kuchnie i pokoje ochrony, zachodnia – zaplecze konferencyjne.

Urolnienie pałacu?

Oczywiście zupełnie przeciwne jest zdanie pełnomocnika rodziny Jezierskich, Ryszarda Grzesiuły, który od wielu lat zapewnia obsługę prawną przedstawicielom rodów arystokratycznych starających się o odzyskanie dawnych dóbr. To on zaskarżył decyzję ministra rolnictwa i obecnie sprawa znalazła się w wojewódzkim sądzie administracyjnym.
– Sąd z pewnością uchyli absurdalną decyzję ministra rolnictwa – mówi. – Przecież wojewoda, przyznając ten majątek niesłusznie odebrany dekretem o reformie rolnej prawowitym właścicielom, dokładnie przebadał status jego podstawowych składników na podstawie dokumentów geodezyjnych. Trudno uznać pałac, park, jezioro za grunty orne, do których się stosował dekret. Istotna była wielkość konfiskowanych gruntów rolniczych, która musiała przekraczać 50 ha, a tego w żaden sposób nie można powiedzieć o Otwocku Wielkim. Tymczasem minister rolnictwa ma inne zdanie. Dla niego gruntem ornym jest jezioro, bagno, tzw. stacja trafo, park, który figuruje na planach od 300 lat, i liczące sobie tyle samo lat dwie drogi wewnętrzne, których powierzchnię wyliczono na ponad 2 tys. m kw. To zdaniem specjalistów Ministerstwa Rolnictwa są grunty rolne. Zapytałem w piśmie do resortu wiceministra rolnictwa: dlaczego, panie ministrze, orzekł pan, że te działki podlegały reformie rolnej? Odpisał mi inny wiceszef resortu, w sposób całkiem enigmatyczny, po to tylko, by dać jakąś odpowiedź. Od 20 lat zajmuję się prowadzeniem spraw reprywatyzacyjnych i jeszcze nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by resort rolnictwa wbrew oczywistym faktom ustąpił w sprawie o zakwalifikowanie jakiejś działki jako gruntu rolnego – skarży się Ryszard Grzesiuła.
Wydaje się jednak, że w sprawach o reprywatyzację ważnych obiektów kultury narodowej nei można wszystkiego przeliczać na hektary pola uprawnego.
Zwrot dawnym właścicielom lub spadkobiercom pałacu z przyległościami w jego obecnym stanie byłby wielką szkodą nie tylko w opinii tych, którzy go odbudowali i doprowadzili do stanu świetności.

Wydanie: 37/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy