Uczucia religijne kontra wolność słowa

Uczucia religijne kontra wolność słowa

Czym są uczucia religijne? Czy i kiedy można je obrazić? Na co może pozwolić sobie artysta?

Tego można się było spodziewać: zanim najnowszy film Marka Koterskiego „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, najbardziej oczekiwana polska premiera tego roku, wszedł na nasze ekrany (od 21 kwietnia), środowisko skrajnej prawicy podniosło larum, że plakat oraz publikowane w internecie i kinach zwiastuny reklamujące ten obraz obrażają uczucia religijne wierzących Polaków. Jedni pukają się w głowę, drudzy grożą twórcom i dystrybutorowi filmu prokuratorem, są i tacy, którzy bezradnie rozkładają ręce, gdyż ich zdaniem, takie kwestie toną w relatywizmie i ze swej natury są nierozstrzygalne.
Po raz kolejny wraca więc drażliwy temat, z którym ani prawo, ani opinia publiczna od wielu lat nie mogą sobie poradzić. Czym są uczucia religijne? Czy i kiedy można je obrazić? Gdzie kończy się wolność słowa, a zaczyna bluźnierstwo? Czy popkultura może bezkarnie korzystać z religijnych ikon, będących nieodłączną częścią naszej tradycji? Czy świeckie sądy powinny rozstrzygać tego typu dylematy, skoro nawet zapis dotyczący uczuć religijnych w polskim kodeksie karnym naznaczony jest wieloznacznością? Na ile może pozwolić sobie artysta? Jak daleko mogą się posunąć obrońcy wartości?

Koterski jak Forman?

To tylko niektóre – a jest więcej – pytania, z którymi nieraz już próbowano się mierzyć. Tym razem jednak ideologiczny nastrój towarzyszący rodzącej się nieporadnie IV Rzeczypospolitej budzi dodatkowy lęk: czy państwo Kaczyńskich, mających przecież totalne aspiracje (monitorowanie mediów, chęć wprowadzenia cenzury obyczajowej, zawężanie przestrzeni wolności), nie zechce czasem zamknąć tej dyskusji w czterech ścianach autorytarnej obsesji, zarezerwowanej dotychczas dla funkcjonujących na peryferiach polityki, acz bardzo aktywnych, radykalnych kanap? I czy przez to sens jakiejkolwiek dyskusji nie zostanie podany w wątpliwość: po co rozmawiać, gdy wszystko załatwi się odgórną dyrektywą?
Wolny świat, który ma już za sobą podobną debatę i zapewne będzie się przyglądał, jak radzi sobie z tym problemem świeżo upieczony członek Unii Europejskiej, nie raz zapewne się zdziwi. Zwłaszcza że dysponuje mocnymi argumentami, na przykład orzeczeniem Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu z 1997 r., które jednoznacznie stwierdza, że członkowie wspólnoty religijnej muszą tolerować negowanie przez inne osoby ich przekonań, nawet jeśli wiąże się to z głoszeniem poglądów wrogich ich wierze. W wielu państwach przepisy dotyczące obrazy uczuć religijnych są martwe bądź zostały zniesione, wyraźna jest tendencja do abolicji w takich sprawach. Inna kwestia, czy w katolickim kraju, w którym emocje społeczne są wyjątkowo wybuchowe, a poziom racjonalizmu nie sięga zbyt wysokich rejestrów świadomości, tego typu trend może się spotkać z akceptacją.
Ale do rzeczy. Najnowszy film Koterskiego, którego nikt jeszcze nie widział, opowiada o zmaganiach ulubionego bohatera reżysera, czyli Adasia Miauczyńskiego, z alkoholizmem. Wiemy tyle: reżyser nałożył odtwórcy tej roli, Markowi Kondratowi, koronę cierniową na głowę, a drogę przez meandry uzależnienia porównał, chyba słusznie, do męki Jezusa. Na ocenę artystyczną przyjdzie czas, już dziś jednak „Nasz Dziennik”, gazeta ojca Rydzyka, jedna z propagandowych tub Prawa i Sprawiedliwości, rozdziera szaty, donosząc swoim czytelnikom o „profanacji”, nad którą nie można przejść do porządku dziennego. Przez wszystkie przypadki odmienia się słowo „bluźnierstwo”, podkreślając, że już sam tytuł zasługuje na takie miano, jednocześnie dezawuuje się twórcę filmu jako autora głupawych i obscenicznych komedyjek, czego w swej przytomności nikt, kto dobrze zna filmy autora obsypanego nagrodami i uznaniem krytyki „Dnia świra”, na pewno nie weźmie za dobrą monetę.
Ale taka jest na ogół metoda, którą już dawno opisał Artur Schopenhauer w „Dialektyce erystycznej, czyli sztuce prowadzenia sporów”: za oskarżeniem, w tym wypadku o obrazę uczuć religijnych, często formułowanym na podstawie szczątkowych informacji lub własnych mniemań, idzie atak personalny, który dodatkowo podgrzewa atmosferę i przenosi ciężar głównego zarzutu, zwykle pozbawionego racjonalnej mocy, na sferę emocji. W przypadku Koterskiego, który od zawsze „niepokornie” drwi z naszych narodowych przywar, fałszywej religijności i głupoty, może się to okazać wyjątkowo skuteczne. Wytaczając najcięższe działa, warto uzbroić się w dodatkową protezę. Pojawiła się groźba, że film „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” podzieli los znakomitego obrazu o wolności słowa, czyli „Skandalisty Larry’ego Flynta” Milosza Formana, który przed laty był pokazywany w kinach w atmosferze skandalu związanego z oskarżeniem plakatu, przedstawiającego głównego bohatera „ukrzyżowanego” na łonie kobiety przepasanej amerykańską flagą. Ciągnący się proces w tej sprawie, wytoczony m.in. przez kard. Franciszka Macharskiego, do dziś wprawia w zakłopotanie prawników i komentatorów.

Prawica w natarciu

W ostatnim czasie mnożą się przykłady podobnych zdarzeń mniejszego lub większego kalibru. Dość wspomnieć niedawny start reaktywowanej „Machiny”, która na okładce zerowego numeru umieściła wizerunek Matki Boskiej z twarzą popowej piosenkarki Madonny, trzymającej na rękach dzieciątko do złudzenia przypominające córkę artystki. Reakcja była natychmiastowa i pociągnęła za sobą ingerencję prokuratury, która bada, czy mogły zostać obrażone czyjekolwiek uczucia religijne. Wydawca pisma, po krótkotrwałej obronie „bluźnierczej” okładki, począł się kajać i tłumaczyć, co jednak nie zatrzymało inkwizytorskiej machiny. Długotrwały proces sądowy wisi w powietrzu.
Przed dwoma tygodniami lokalna prasa doniosła, że burmistrz Środy Wielkopolskiej, Wojciech Ziętkowski, zakazał wystawiania w miejscowym ośrodku kultury przedstawienia „Apokalipsis” zrealizowanego przez Teatr IT. Spektaklu wprawdzie nie widział (co okazuje się dziwną regułą przy podobnych sprawach), ale na podstawie relacji jednej z radnych, która po 30 minutach oglądania opuściła salę teatralną, stwierdził, że obraża on uczucia religijne, gdyż najeżony jest bluźnierstwami przeciwko Bogu. Na nic się nie zdały argumenty twórców przedstawienia, że niczyich uczuć nie mieli zamiaru obrażać, a spektakl jest tylko mroczną wizją końca świata, opartą na biblijnych figurach. Sztukę, przy nielicznych głosach sprzeciwu, zdjęto z afisza, a dodatkowym argumentem był fakt, że wystawiano ją w instytucji utrzymywanej przez podatników.
W lutym tego roku legnickie Stowarzyszenie Rodzin Katolickich oprotestowało ekspozycję w tamtejszej galerii, przedstawiającą przydrożną kapliczkę z butelką coca-coli zamiast Matki Boskiej i napis „Powstałeś z proszku i w proszek się obrócisz”. I znów: mimo uszu puszczono tłumaczenia, że nie chodziło o atak na religię, lecz o krytykę społeczeństwa konsumpcyjnego, które tradycyjne wartości wymienia na wytwory popkultury, zastępując jedną ikonę drugą. W tym wypadku prokuratura umorzyła śledztwo, nie dopatrując się znamion przestępstwa, jednak działacze stowarzyszenia, wsparci przez polityków Ligi Polskich Rodzin, nie dali za wygraną i poprosili o interwencję ministra sprawiedliwości.
W historii III Rzeczypospolitej nie są to sprawy nowe i na ogół przebiegają według takiego samego schematu. Politycy skrajnej prawicy lub różnego rodzaju stowarzyszenia katolickie znajdują w przestrzeni publicznej – kinie, teatrze, galerii, na ulicznym plakacie, w reklamie – obraz godzący ich zdaniem w uczucia religijne i uruchamiają łańcuch reakcji: od protestu poprzez samowolne usuwanie lub niszczenie „obrazoburczego” przedmiotu do złożenia skargi w prokuraturze lub sądzie.
Tak było w przypadku filmów „Dogma”, „Ksiądz” czy „Bruce wszechmogący”. Atakowano spektakl „Sen pluskwy, czyli towarzysz Chrystus” pokazywany w jeleniogórskim teatrze, kieleckie przedstawienie „Łóżko pełne cudzoziemców”, które obraziło uczucia religijne posła PiS, Przemysława Gosiewskiego, a także Teatr Wierszalin. Zakaz występowania miał swego czasu rockowy zespół Piersi, który w jednej z piosenek obśmiał Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, dziś kłopoty ma grupa Big Cyc, której piosenka „Moherowe berety” bojkotowana jest przez większość rozgłośni. Represje spotykały artystów: między innymi Katarzynę Kozyrę za plakaty „Więzy krwi” i Dorotę Nieznalską za instalację „Pasja” (proces w tej sprawie trwa nadal, po tym jak sąd uwzględnił apelację artystki od pierwszego, skazującego wyroku). W warszawskiej Zachęcie poseł LPR, Witold Tomczak, zniszczył rzeźbę Maurizia Cattelana przedstawiającą papieża przygniecionego meteorytem.

Problem nie dla prawa

Katalog podobnych zdarzeń jest doprawdy imponujący. Mają one jednak wspólny mianownik, a mianowicie 196 artykuł kodeksu karnego, który głosi, że karze podlega ten, „kto umyślnie obraża uczucia religijne innych osób poprzez publiczne znieważenie miejsca przeznaczonego do wykonywania obrzędów religijnych lub znajdującego się w tym miejscu przedmiotu czci religijnej”. Tu zaczynają się schody. Jak stwierdzić ową „umyślność”? Jak zbadać natężenie „obrazy”? Jak zdefiniować „uczucia”, tym bardziej religijne? Kto ma o tym zdecydować? Biegli? Prawnicy? Zainteresowane strony?
Według prof. Tadeusza Gadacza, filozofa, wicedyrektora Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć konfliktu między uprawnionym zakresem wolności a etyczną odpowiedzialnością i dojrzałością za pomocą prawa i sankcji karnych. „To jest sfera namysłu etycznego, filozoficznego oraz oddziaływania pedagogicznego”, stwierdził w lutym tego roku w wywiadzie dla „Newsweeka”. Nawet wśród duchownych katolickich dominuje podobny pogląd. Abp Józef Życiński wprost powiedział kiedyś, że do końca nie da się stwierdzić, czym jest obrażanie uczuć religijnych. Sprawa jest tym bardziej trudna – uważa biskup – że oscyluje między nadwrażliwością niektórych osób wierzących a tendencją do nieuzasadnionego szokowania w celu zdobycia na przykład medialnego rozgłosu.
W tej mgle niejednoznaczności pojawia się kolejna niejednoznaczność: czym jest uczuciowa nadwrażliwość i skąd wiadomo, że ktoś nie ma talentu, a ów brak nadrabia skłonnością do prowokowania? Co dla jednego jest nadwrażliwością, dla drugiego oznacza normalny stan duszy, i odwrotnie. Dla miłośników malarstwa tradycyjnego miarą talentu artysty będzie co innego niż dla zwolenników sztuki nowoczesnej, dla których liczyć się będzie przede wszystkim symboliczny komentarz i jego siła. Jak przyznał w jednym z wywiadów o. Tadeusz Bartoś, religia nie powinna być domeną obrażalskich, ale zarazem brak szacunku dla odczuć innych ludzi, choćby nawet były niezrozumiałe, jest mało szlachetny. A więc – pat.
Tymczasem według prof. Barbary Stanosz, filozofa, współzałożycielki kwartalnika „Bez dogmatu”, nie ma żadnych podstaw, by w nowoczesnym i demokratycznym społeczeństwie uczucia religijne podlegały ochronie prawnej. Według niej, nie ma racjonalnego kryterium pozwalającego bezstronnie odróżnić zachowania, które urażają uczucia religijne, od takich, które ich nie urażają. Prof. Stanosz mówi wprost, że funkcjonowanie w polskim prawie przepisu o obrażaniu uczuć religijnych jest reminiscencją epoki, w której czołobitność wobec religii wymuszano ogniem, mieczem i torturami.

Obrażający i obrażani

Warto przy okazji zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, który być może pozwoli na całą historię „wojny uczuć religijnych z wolnością słowa” spojrzeć z ukosa. Otóż o ile „obrazoburcy”, oskarżani o zachowania bluźniercze i raniące wierzących, nie używają ostrza krytyki czy satyry w celu zamknięcia kościołów i wyrzucenia poza nawias społeczności wierzących, o tyle posiadacze „uczuć religijnych”, szukający wszędzie profanacji sacrum, dążą do całkowitego zakneblowania nieprawomyślnych i zakazu głoszenia niektórych poglądów. Mechanizm ten obserwowaliśmy podczas niedawnej burzy wywołanej publikacjami w prasie karykatur Mahometa. Urażony świat islamu zareagował tak ostro, jakby podejrzewał, że jakiś satyryczny rysunek jest w stanie obrócić w pył tę wpływową i przebogatą religię.
Myślę, że ta zasada – krytyki i używania symboli religijnych do opisania własnych poglądów z jednej strony i chęci „wykastrowania” tych zjawisk z przestrzeniu publicznej z drugiej – legła u podstaw orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka z lat 80., który był odpowiedzią na skazujący wyrok szwajcarskiego Sądu Najwyższego za znieważenie krzyża przez malarza: „Swoboda wypowiedzi artystycznych ma podstawowe znaczenie w demokratycznym społeczeństwie. Typowe dla niedemokratycznych społeczeństw są poważne ograniczenia wolności artystycznej oraz swobody obiegu dzieł sztuki. Artysta przedstawia w swojej twórczości nie tylko osobistą wizję świata, ale również poglądy na świat, w którym żyje. W ten sposób sztuka nie tylko pomaga w kształtowaniu opinii publicznej, ale także ją wyraża i ułatwia stawianie czoła najważniejszym problemem codzienności”. Stanowisko to zostało dekadę później uzupełnione przez stwierdzenie, że dotyczy to także wszystkich tych idei, „które obrażają, szokują lub niepokoją państwo lub jakąś część ludności”.
A uczucia? Cóż, może najlepiej byłoby zostawić je psychologii?


Wolność tworzenia w konstytucji

Artykuł 73 konstytucji RP: Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.
Artykuł 54 konstytucji RP:  1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.


Obraza uczuć w świetle prawa

Artykuł 196 kodeksu karnego: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.


Media – zapis o wartościach chrześcijańskich

W ustawie o radiofonii i telewizji z 1992 r. znalazły się zapisy chroniące wartości chrześcijańskie. Artykuł 18 stwierdza, że „audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości”. W artykule 26 znalazł się zapis mówiący o tym, że audycje radiofonii i telewizji publicznej powinny m.in. „respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki”. W 1994 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że zapisy te są zgodne z konstytucją. Pierwszy z wymienionych zapisów, nieporównanie rzadziej niż artykuł 196 kodeksu karnego używany do „ścigania” nieprawomyślnych poglądów, stał się dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji podstawą do finansowego ukarania Polsatu za – zdaniem Elżbiety Kruk z rady – obrażającą uczucia religijne wypowiedź Kazimiery Szczuki o Magdzie Buczek w programie Kuby Wojewódzkiego. Nie ulega wątpliwości, że obecna władza częściej zechce korzystać z tych zapisów.


Bluźnierstwo w Europie

– W Szkocji prawo o bluźnierstwie zastosowano po raz ostatni w 1843 r.
– W Hiszpanii przestępstwo bluźnierstwa uchylono w 1988 r.
– We Francji nie istnieje przestępstwo obrazy uczuć religijnych, ścigane jest jedynie wzniecanie nienawiści.
– W Norwegii przepis obrazy religii nie był stosowany przez sądy od 1936 r., a w Danii od 1938 r..
– W Holandii przestępstwo bluźnierstwa odnosi się tylko i wyłącznie do Boga.
– W Belgii prawo przewiduje ściganie znieważenia obiektów religijnych w miejscach praktykowaniu kultu lub w czasie publicznych obrzędów religijnych.


Czy artykuł 196 kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych jest w Polsce potrzebny?

Prof. Jarosław Warylewski,
prawnik z Uniwersytetu Gdańskiego
Przepis jest taki, jaki powinien być. Nie pozostawia wiele wątpliwości co do interpretacji przez sądy. Więcej wątpliwości powinni natomiast mieć ci, którzy składają doniesienie w sprawie przestępstwa, gdyż na ogół nie wiedzą, co jest zakazane. Ale i sąd popełnił już błąd, skazując Dorotę Nieznalską. Po raz pierwszy skazano artystę za jego pracę, natomiast sąd odwoławczy nie podzielił tej opinii i wyrok uchylono, kierując do ponownego rozpoznania. Nie wystarczy bowiem, że coś obraża uczucia religijne innych osób, sama obraza nie jest zabroniona, musi być to uczynione publicznie. Obraza musi dotyczyć przedmiotu czci religijnej, ale przedmiotem nie jest osoba żyjąca czy już nieżyjąca. Jeśli ktoś na przykład strzela do wizerunku papieża, nie znieważa przedmiotu czci religijnej, bo papież nie jest przedmiotem takiej czci. Typowym przedmiotem czci religijnej jest natomiast krzyż, ale czy każdy? Nie są przedmiotami czci np. krzyże św. Andrzeja, stojące przed przejazdami kolejowymi, ani ozdoby noszone przez panie. Obecne przepisy uwzględniają wyłącznie znieważenie przedmiotu czci, a nie bluźnierstwo, które figurowało w kodeksie w II Rzeczypospolitej. Wtedy można było skazać za bluźnierstwa wobec Boga, teraz bluźnić Bogu może każdy. Całkiem inny problem dotyczy konfliktu wartości. Z jednej strony, mamy prawo do swobody wypowiedzi, z drugiej strony, swobodę kultu religijnego. Istnieją propozycje zmiany prawa w kierunku jego zliberalizowania, tak by obrażenie uczuć religijnych mogło być interpretowane bardziej racjonalnie, tzn. było uznane za czyn przestępczy, gdy pociąga za sobą niekorzystne skutki, np. niepokoje społeczne. Wówczas zostałoby jeszcze wyraźniej zaakcentowane, że obrazą uczuć religijnych nie jest przypadek, gdy ktoś poczuje się dotknięty.

Dr hab. Bohdan Chwedeńczuk,
filozof, Uniwersytet Warszawski
Przepis jest bzdurny i arbitralny. Nie ma żadnego sposobu, by ustalić, co to są uczucia religijne. Jest to mgliste, niejasne pojęcie. Nie wiadomo, czy chodzi tylko o Boga, czy o sakramenty. Dobry kodeks karny powinien unikać takich pojęć, bo nie istnieje sposób, aby sprawdzić, czy dany fakt wystąpił. Zwłaszcza że uczucia można zamarkować lub symulować, i tak w wielu przypadkach się dzieje. Osobniki obu płci cynicznie symulują obrazę tzw. uczuć religijnych.

Andrzej Celiński,
były minister kultury
W tej sprawie zbyt często wypowiadają się politycy, aby wykorzystać kwestię do medialnych czy wyborczych interesów. Sprawa jest natury delikatnej i mieści się w kulturze współżycia z innymi ludźmi. Prawo jest tutaj instrumentem ostatecznym i odwoływanie się do przepisu o obrazie uczuć religijnych przynosi więcej kłopotów niż pożytku. Polityk powinien trzymać się jak najdalej od kwestii wyznaniowych. Zazwyczaj ci, którzy wyciągają tego typu problemy, traktują sam przepis instrumentalnie. Gdy słyszę polityka, który mówi cokolwiek o Bogu czy wierze, budzi to we mnie niesmak.

Jerzy Urban,
redaktor naczelny „NIE”
Ten przepis bywa wykorzystywany jako narzędzie do cenzurowania wszystkiego, co jest krytyczne wobec religii lub innych postaw czy osób powołujących się na religię. Pochodzi z czasów stalinowskich, stworzono go przeciwko prowokacjom, aby zapewnić spokój różnym imprezom i uroczystościom religijnym, otoczyć je większą opieką i powagą. W III i IV Rzeczypospolitej stosuje się do oceny publikacji i wszystkiego, co się klerowi nie podoba, co już wkrótce będzie penalizowane jako obrażające uczucia religijne. Motywem oskarżeń są listy organizowane przez dewotów lub pisma powielane przez organizacje przykościelne, zwykle jednakowej treści. Spotkałem się ze stosami takich listów w prokuraturze, gdzie mnie przesłuchiwano w związku z oskarżeniem mnie o obrazę papieża, które złożyło pięciu członków młodzieżówki PiS. Oni poczuli się urażeni w imieniu papieża. Tak nakręca się terror religijny i eliminuje z życia wszystko, co nie pasuje decydentom. To już dowodzi, że Polska wypisuje się z Unii Europejskiej, jako kraj zbliżony do rządzonych przez fundamentalistów muzułmańskich. Różnica jest taka, że tam zapadają wyroki śmierci na tych, którzy wyrażają inne poglądy, a u nas stosuje się inne kary, a prócz tego zastrasza się artystów czy autorów niezbyt pobożnych.

Prof. Grzegorz Klaman,
gdań
ska ASP, rzeźbiarz, świadek obrony w procesie Doroty Nieznalskiej
Uważam, że przepis jest wyraźnie nadużywany. Z powodu afery z Dorotą Nieznalską i sytuacji wywołanej przez proces artystki zamknięto Galerię Wyspa, którą prowadziłem przez 12 lat. Taki przepis to bardzo łatwe w użyciu narzędzie, bo uczucia religijne są niewymierne. Wystarczy, że dowolna osoba złoży wniosek i doprowadzi do procesu, aby autor poniósł konsekwencje. Jest to wręcz sposób pokazujący najkrótszą drogę z galerii sztuki za kratki. Nawet to, co z definicji Kościoła nie jest poświęcone, nie jest obiektem kultu, może zostać uznane jako element symboliczny i podciągnięte do przedmiotu obrazy uczuć religijnych. To czysty absurd. Wystarczyło samo postawienie zarzutów Nieznalskiej, aby rektor ASP, prof. Jerzy Krechowicz, który jest świadkiem oskarżenia w procesie, też uznał się za obrońcę uczuć i przeniósł zarzuty na galerię. Pozbył się tej placówki na wszelki wypadek, aby „nie zagrażała dobremu imieniu uczelni”.

Krzysztof Zanussi,
reżyser
W całej Europie uczucia religijne bywają lekceważone, a wyznawcy różnych religii znieważani. Przedstawiciele różnych religii prezentują często inną wrażliwość co do takich spraw. Przepisy kodeksu mają wymiar prawniczy, ale jest sprawą zwykłego taktu, aby takich uczuć nie urażać, tak jak nie należy obrażać inwalidów, ludzi o innej orientacji seksualnej czy innym kolorze skóry. Kodeks formalizuje w tym wypadku sprawy, które dotyczą sumienia, relacje z przedstawicielami innych religii czy grup społecznych, jednak ktoś, kto posługuje się sumieniem i działa taktownie, nie powinien mieć z kodeksem do czynienia.

Wojciech Wierzejski,
polityk LPR
Powinny istnieć zapisy prawne dotyczące ochrony uczuć religijnych, a także dobrego imienia Polaka i katolika, tak jak powinny istnieć możliwości wdrożenia postępowania prawnego. Każdy obywatel powinien mieć prawo powołać się na taki przepis, a zadaniem organów sprawiedliwości jest decydowanie, czy dany przypadek wymaga ścigania i karania nie tylko za obrazę uczuć religijnych, ale także narodowych czy innych. Interpretowanie przepisów zostawiam sądowi. Osobiście nie zostałem nigdy w ten sposób dotknięty, ale uważam, że każdy obrażony powinien mieć prawo, by oponować, jeśli uzna, że został obrażony.

Krzysztof Żwirblis,
kurator i organizator wystaw artystycznych
Paragraf dotyczący obrazy uczuć religijnych jest gumowy. Można go rozciągać na różne sprawy, obrażenie uczucia zaś może być wywołane nawet zupełnie delikatnym dotknięciem jakiej kwestii, poprzez jedno słowo, które zostanie zakwalifikowane jako potarganie uczuć, świętokradztwo, zbezczeszczenie. Te sprawy zupełnie nie nadają się do ścigania, bo trudno sprecyzować emocje. Takiego przepisu nie powinniśmy mieć w kodeksie. Wrażliwość ludzka jest sprawą bardzo indywidualną.

Mec. Tomasz Kopoczyński,
adwokat, który bronił Doroty Nieznalskiej
Uważam, że ten przepis jest przeciwny założeniom, zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi różne podejście do estetyki połączone z prawem karnym. Np. dzieła pani Nieznalskiej można oceniać różnie od strony estetycznej, ale aby określać uczucia religijne, stosunek do Boga, nie jest potrzebna interwencja prokuratury w ochronie czci czy uczuć religijnych. Moim zdaniem, jest to nadużycie stosowania przepisu i nadużywanie aparatu państwa w sprawie błahej. Można sobie wyobrazić też o wiele poważniejsze naruszenia wolności czy czci religijnej, ale nie w dziele sztuki. Ten przepis nie jest warty, by go stosować do takich spraw.

Paweł Huelle,
pisarz
Ten przepis jest nie tylko dowodnie interpretowany, ale i nadużywany. Każdy świętoszek molierowski, byle kretyn pozbawiony rozumu może się poczuć obrażony byle czym. Gdybyśmy zastosowali używane w LPR standardy, to należałoby spalić „Ulissesa” Joyce’a i w ogóle trzy czwarte kultury europejskiej. Można postawić pytanie prawnikom: dlaczego tylko uczucia religijne mają podlegać ochronie? Każdy może obrazić przecież także uczucia estetyczne, narodowe, filozoficzne i rodzinne. Możemy się doczekać, że w skrajnym przypadku, jeśli określone osoby i określona rozgłośnia osiągną większy wpływ na rzeczywistość, będziemy świadkami jeszcze większych nadużyć, nagonek, oskarżeń w stosunku do tych, którzy ośmielą się zakwestionować obecną praktykę. Powinniśmy więc siedzieć cicho i uznawać, że to sfera nietykalna, choć sprzeczna z duchem kultury europejskiej, która stworzyła myśl krytyczną. Dzięki tej myśli Europa stała się tym, czym jest dziś, jednak element destrukcyjny rozwija się szybciej niż inteligencja.

Zbigniew Nosowski,
redaktor naczelny miesięcznika „Więź”
Nie jestem prawnikiem i nie potrafię oceniać przepisu kodeksu karnego. Osobiście nie podoba mi się zawarte tam sformułowanie „uczucia religijne”, bo w postawie religijnej uczucia są najmniej istotne. Co do przypadku Doroty Nieznalskiej, jest dla mnie oczywiste, że jej zależało i zależy na obrażaniu wiary chrześcijańskiej.

Dr Izabela Kowalczyk,
krytyk sztuki, Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Ten przepis jest niedobry, jest interpretowany zbyt dowolnie, a bardzo często naciągany. Paragraf w prawie karnym stoi w sprzeczności z konstytucyjną wolnością wypowiedzi i twórczości. Przepis o obrazie uczuć religijnych powstał w innym celu, aby chronić obiekty kultu, takie jak kościoły i cmentarze, przed zniszczeniem. Gdy stosuje się go do dzieł sztuki, do przedstawień itd., mamy do czynienia z pomyłką. Zauważę też, że przepis działa tylko w jedną stronę, nie mówi o obrazie uczuć osób niewierzących. Tutaj też można się odwołać do konstytucji, która daje nam wolność niewyznawania żadnej religii i prawo do poszanowania takich poglądów. A u nas dzieją się rzeczy niebezpieczne, czego przykładem jest postępująca katolicyzacja polskiej szkoły.

Not. BT

Wydanie: 16/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy