Na prezydenckich salonach

Na prezydenckich salonach

Można już zwiedzać rezydencję głowy państwa w Wiśle-Czarnem. Jak tam jest? Skromnie, ale ciekawie…

Gabinet Ignacego Mościckiego trąci, jak powinien, myszką. Czarne meble w stylu epoki tchną urzędniczą solidnością, ciekawość turystów budzą staromodne telefony na korbkę i papierosy z filtrem wetknięte w etui pionowo niczym długopisy. Gdyby zapalić któregoś i odłożyć na popielniczkę, miałoby się wrażenie, że prezydent wyszedł zaledwie na chwilkę, może do znudzonej polityką żony odpoczywającej na tarasie?
W biblioteczce książki całkiem już współczesne – zbiory przemówień Aleksandra Kwaśniewskiego przetykane co parę tomów biografią… Lecha Wałęsy. Dobór dzieł jest o tyle zasadny, że to prezydent Wałęsa rozpoczął starania o odzyskanie zamku w Wiśle dla potrzeb głowy państwa. Kwaśniewski dokończył dzieło i od połowy marca odrestaurowany obiekt mogą oglądać turyści.
„Najdostojniejszy Panie Prezydencie! Niezmienną radością gorą serca nasze, rozpalone żagwią szczęśliwości wielkiej, gdyż z woli łaski Wszechmogącego doznaliśmy nieocenionego zachwytu, że raczyłeś Panie Prezydencie przybyć do naszego skromnego zakątka uroczych Beskidów. (…) Chwile Twego, Panie Prezydencie, przebywania wśród nas będą zawsze dla górala chwilami wielkiej radości i wielkiej szczęśliwości…”, tak witał Ignacego Mościckiego wzruszony Paweł Nogowczyk, wójt Wisły, podczas uroczystego otwarcia obiektu, 21 stycznia 1931 r.
Kiedy kilka miesięcy temu do będącego ciągle w remoncie zameczku przyjechał Aleksander Kwaśniewski, ceremonia powitania była nader skromna. Burmistrz Jan Poloczek nie ujawnił mediom treści swego przemówienia, ba – nie chciał nawet zdradzić, która z lokalnych cukierni upiekła tort, wychwalany przez szacownych konsumentów.

Punkt patriotyczny

Zadni Groń w Wiśle-Czarnem na zboczu góry Kubalonki to miejsce szczególne z wielu powodów. U jego stóp, dziś na dnie sztucznego jeziora, łączą się Wisełki: Biała i Czarna. Kiedy zaś Śląsk Cieszyński objęli w posiadanie austriaccy Habsburgowie – katolicy jak najbardziej – tutaj właśnie, w ukryciu, odprawiali protestanckie msze miejscowi górale, dla których luteranizm był zasadniczym warunkiem zachowania polskości.
Na początku XX w. arcyksiążę Fryderyk Habsburg kazał postawić na Zadnim Groniu dwór myśliwski, skąd wyprawiał się na głuszce. Gdy c.k. monarchia wraz z końcem I wojny światowej odeszła w niebyt, pałacyk przejęły władze autonomicznego województwa śląskiego. – Wojewoda Michał Grażyński szukał sposobu na integrację z ojczyzną regionu, który przez 600 lat był poza granicami Polski. Chodziło też o ukłon w stronę protestantów, którzy stanowili i stanowią tutaj większość i których należało przekonać do młodego państwa. Dlatego zabiegał, by obiekt stał się miejscem wypoczynku prezydentów II RP – tłumaczy Zbigniew Cienciała, znawca historii Śląska Cieszyńskiego, jeden z przewodników po rezydencji.
Poddany gruntownemu remontowi dwór spłonął w przeddzień Wigilii, zanim dostojny gość zdążył tutaj przyjechać. Niebawem jednak Grażyński przedstawił Sejmowi Śląskiemu propozycję budowy nowej, murowanej rezydencji, co wywołało lokalny konflikt polityczny. Świat ogarnięty był wielkim kryzysem, przed kopalniami i hutami stało tysiące bezrobotnych. Wojewodzie zarzucano próbę marnotrawienia społecznych pieniędzy, a największym przeciwnikiem pomysłu był Wojciech Korfanty.
Historia lubi się powtarzać – w zeszłym roku remont na krótko wstrzymano, również wskutek kłótni na temat finansowania zamku, do której doszło w Sejmie.

Remont dziejów

– Moim zdaniem, odbudowa obiektów zamkowych to ukłon wobec wiślańskiej tradycji – komentuje Władysław Sanecki, mieszkaniec Wisły. – Jestem przedsiębiorcą budowlanym, wprawdzie moja firma nie brała udziału w modernizacji, ale wcześniej stale wzywano mnie do łatania cieknących dachów i sypiących się murów. Przez 20 lat miałem obawy, że ktoś zadzwoni w końcu i powie: Przyślij pan spychacze, żeby zrównać te ruiny z ziemią!
Architektura budynków jest dziełem Antoniego Szyszko-Bohusza, znanego przedwojennego krakowskiego projektanta, który zaprosił do urządzenia wnętrz Andrzeja Pronaszkę, malarza znanego z niekonwencjonalnych pomysłów artystycznych. Dachy po kilku zimach trzeba było wymienić na spadziste, płaskie bowiem zapadały się pod tonami śniegu. Koncepcje Pronaszki zaprzepaszczono w czasie wojny i po niej, malując pomieszczenia byle czym, kiedy główny gmach zamieniono w ośrodek wypoczynkowy.
Dziś w pachnącym nowością wnętrzu dźwięcznie bije zegar, który ponoć pamięta czasy Mościckiego. Salon Pronaszki, czyli największa sala głównego zamku, odzyskał dawne barwy dzięki zastosowaniu najnowocześniejszych technik badania składu farb. Żółć i szarość ścian sąsiadują z seledynem stolarki okiennej oraz czerwienią kolumn o fakturze drewna, którą uzyskano dzięki zastosowaniu tempery jajowej. – Jesteśmy zaskoczeni skromnością wnętrz. Spodziewaliśmy się blichtru, a tu nic z tych rzeczy. Szkoda, że nie można zobaczyć osobistych apartamentów prezydenckich – komentują Teresa i Aleksander Tomasikowie z Dąbrowy Górniczej, towarzyszący nam w zwiedzaniu.
Co ciekawe, hitlerowscy żołnierze, którzy stacjonowali na Zadnim Groniu podczas wojny, traktowali obiekt z niejakim respektem. W dobrym stanie zachowały się szafy, kilka łóżek i foteli, stoliki i barek na kółkach. Meble służyły potem kolejnym lokatorom, obecnie zaś, po renowacji, prezydenckiej parze oraz jej gościom.

Na narty i…

Wiślanie wypatrują na drodze na Kubalonkę ważnych gości, tak samo jak przed wojną. Ignacy Mościcki zjeżdżał tu średnio dwa razy do roku – w lutym na narty, w październiku na polowania. Pamięta się wizyty Jana Kiepury oraz niezwykle liczną świtę księcia Kentu. Poza tym rezydencja, zwana przez miejscowych zdrobniale zameczkiem, często gościła członków rządu oraz wysokich rangą wojskowych, prowadzących tu poufne międzynarodowe rozmowy.
Z dziejami Wisły, poniekąd i zameczku, a w konsekwencji także państwa, związane są wstydliwe okoliczności uprawiania polityki, które może doczekają się kiedyś badań wnikliwego historyka. Michał Choromański ulokował wprawdzie akcję prześmiewczej powieści: „Schodami w górę, schodami w dół” „gdzieś w wysokich Tatrach”, ale to nie w Zakopanem rządowe limuzyny parkowały w kolejce do okultystów. Stały w Wiśle, i to w towarzystwie packardów oraz mercedesów zagranicznych dyplomatów. W okresie międzywojennym miejscowość była bowiem stolicą europejskiej ezoteryki. W bogatej literaturze źródłowej, zgromadzonej w tutejszym Muzeum Beskidzkim, można poczytać o sekretnych wizytach ówczesnych VIP-ów. Byli wśród nich ministrowie, arystokracja, dyplomaci wielu europejskich krajów, komisarze policji, sędziowie. Znaleźliśmy nawet dokładną „Listę dwudziestu osobistości” szukających pomocy u Agnieszki Pilchowej, zwanej Jasnowidzącą, gdzie wymienia się m.in. niejakiego… „Józefa Piłsudskiego z Warszawy”.

Dach nad głową

Powojenni użytkownicy zameczku do okultystów nie chadzali, pewnie też dlatego, że już ich tutaj nie było. Jeśli spytać starszych mieszkańców Wisły o bywalców z czasów PRL, to oprócz Edwarda Gierka pamiętają Władysława Gomułkę, Edwarda Ochaba, Włodzimierza Sokorskiego i Józefa Cyrankiewicza, który często wpadał na kielicha do wiślańskich knajp.
Miejscowi czują sentyment do czasów, kiedy obiekty były ogólnodostępne. – Mojej córce urządziliśmy tam bardzo udaną konfirmację – wspomina Bogdan Kozyra (KTO TO?). – Ale dziś cieszę się, że zamek ma porządnego gospodarza. Obiekt stworzył wiele nowych miejsc pracy i już napędza dodatkowe inwestycje. Sporo ludzi z Wisły znalazło tam zatrudnienie, nasi chłopcy poszli do BOR-u i pracują w ochronie.
Główny gmach rezydencji, mimo że oryginalny, gdyż zbudowany na planie łuku, ma raczej skromne rozmiary, choćby w porównaniu z willami nowobogackich. Sądząc po części udostępnionej do zwiedzania, z 16 pokoi rezydencji, te które wystarczają prezydentowi oraz osobom towarzyszącym, policzyć można na palcach jednej ręki. Poza meblami sprzed wojny wstawiono także nowe, lecz utrzymane w starym stylu. Na ścianach wiszą zdjęcia i portrety, w Pokoju Kominkowym przeglądaliśmy plik gazet i czasopism z niedawnymi datami. Jeśli przejść drzwiami w Ścianie Kryształowej do Salonu Pronaszki, a potem na taras, widzi się najlepszy dowód upływu czasu – ogromne świerki. Siedem dekad temu, gdy na Zadni Groń po raz pierwszy zawitał Ignacy Mościcki, pod zamkiem rozciągała się hala.
Remont, będący już na ukończeniu, był o tyle skomplikowany, iż starano się zachować oraz wykorzystać jak najwięcej dawnych elementów, nie wyłączając kaloryferów, lamp i dawnej stolarki.

W górę serca

Lokalne władze umiejętnie wykorzystują efekt marketingowy odnowy rezydencji prezydentów RP. Pozyskano fundusze na modernizację rynku, za kilka miesięcy Wisła stanie się zimowym kurortem Polski z największą liczbą skoczni narciarskich. Udało się uruchomić bezpośrednie połączenie kolejowe z Warszawą, a najbardziej znany polski hotelarz, Tadeusz Gołębiewski, postawił tutaj ogromny hotel, dzięki czemu bezrobocie w mieście zmniejszyło się dokładnie o połowę.
Z uznaniem przyjęto w Wiśle decyzję Aleksandra Kwaśniewskiego, by przyzamkowa zabytkowa kaplica, dotychczas katolicka, miała charakter ekumeniczny. Prezydent ufundował też do niej okazałą chrzcielnicę.
Gdyby zbadać wskaźnik optymizmu społecznego w Wiśle, byłby z pewnością najwyższy w kraju. Tutejsi zacierają ręce i inwestują – w pensjonaty, lokale gastronomiczne, wyciągi narciarskie. Cóż, to przecież jedyne miasto w Polsce, gdzie będą wypoczywali, zapewne po wsze czasy, kolejni prezydenci Rzeczpospolitej Polskiej.

*

Wystarczy zadzwonić
Narodowy Zespół Zabytkowy w Wiśle-Czarnem składa się z czterech obiektów: rezydencji prezydenta RP, zamku dolnego będącego dostępnym dla wszystkich hotelem, tzw. gajówki oraz zabytkowej kaplicy. Gmach główny udostępniany jest turystom poza dniami, w których przebywa tam głowa państwa lub inni dygnitarze. Nocleg w hotelu kosztuje od 80 zł lub 122 zł ze śniadaniem. Ale można też znaleźć w Wiśle kwatery prywatne już od 35 zł. Goście mogą korzystać z siłowni oraz prezydenckiego kortu. Termin zwiedzania rezydencji trzeba uzgodnić telefonicznie w wiślańskim biurze PTTK, tel. (33) 855-35-60, lub drogą elektroniczną pod adresem: pttk@wisła.pl. Zamkowe atrakcje można obejrzeć w Internecie, na stronie www.zamek.wisla.pl
Każdy, kto wchodzi do zamku, musi wiedzieć, że zostanie poddany kontroli równie dokładnej jak ta na lotniskach.

Rezydencja pełna gości
Rozpoczęty przed dwoma laty remont, który wkrótce ma się zakończyć, będzie kosztował około 30 mln zł. Gruntownej odnowie poddano budynki od fundamentów po dach. Harmonogram przyjmowania dostojnych gości w Wiśle, choć trzymany w tajemnicy, wydaje się bardzo napięty. W dniu, kiedy zwiedzaliśmy zamek, mówiono, że podczas świąt wielkanocnych zamieszka tutaj królowa Belgii. W kwietniu zamek ma gościć prezydentów Czech, Słowacji, Węgier i Polski podczas kolejnego szczytu Grupy Wyszehradzkiej.

 

Wydanie: 13/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Adam Molenda

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy