W najnowszym (24/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (24/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 11 czerwca, w kioskach 24. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Ile warte są sojusze
Polska przestała być podmiotem, a stała się przedmiotem polityki międzynarodowej już na początku września 1939 r. Przez cały okres wojny o tym, kto będzie stał na czele polskiego rządu i jak będzie on funkcjonował, decydowały mocarstwa – najpierw Francja i Wielka Brytania, a na końcu Związek Radziecki. Francuzi i Anglicy mieli o tyle ułatwione zadanie, że emigracyjne elity były głęboko podzielone, politycy rywalizowali o względy obcych rządów, a osobiste animozje często górowały nad interesem państwa. W takiej sytuacji doświadczeni dyplomaci zachodni rozgrywali poszczególnych polskich ministrów i premierów niczym pionki na szachownicy. Ingerencja Moskwy w skład i funkcjonowanie rządu krajowego była więc jedynie brutalnym podsumowaniem dotychczasowego traktowania Polski przez jej sojuszników.

WYWIAD
Wołamy: rządzie, obudź się!
Kapitalizm po polsku mi się nie podoba ze względu na wyzysk, brak troski o człowieka pracy. U nas jest kapitalizm XIX-wieczny – twierdzi Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Ale kapitalizm XXI w. będzie jeszcze trudniejszy. Sharing economy (ekonomia współdzielenia), tam jest nierejestrowana praca. Sam będziesz musiał opłacić sobie składkę, sam będziesz musiał znaleźć sobie pracodawcę, żeby ci zapłacił, być może trzeba będzie zmiany funkcji związków zawodowych. Bo oferta dla tych pracowników, którzy pracują w jednym miejscu, w jednym zakładzie, będzie coraz mniejsza.
Problemem jest bezpieczeństwo. Liczba wypadków przy pracy w 2017 r. wzrosła w stosunku do roku 2016 prawie o 15%. Ciężkich wypadków zarejestrowano prawie 90 tys. Przyczyną jest pogoń za pieniędzmi przez prywatnych właścicieli. Niskie nakłady na ochronę pracy, na BHP. Na sprzęt, zabezpieczenia. Często wygląda to tak – a to wejdź, postaw lekkie rusztowanie, dwóch cię potrzyma… I jak to się kończy? Do tego dochodzi spadek autorytetu społecznej inspekcji pracy i upolitycznienie Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy PIP pilnują, żeby w niedzielę sklepy nie pracowały, a inne sprawy są dla nich mniej ważne.

KRAJ
Jak komendanci spadali z drabiny
Od początku 2016 r. do 31 marca 2018 r. zostało odwołanych 242 spośród 335 komendantów powiatowych Państwowej Straży Pożarnej, dwie trzecie kadry dowódczej tego szczebla. 205, czyli zdecydowana większość, złożyło raporty o zwolnienie ze służby, czyli przeszło na emeryturę, jaka już im przysługiwała. Chociaż to ludzie doświadczeni, z 30-letnim stażem, a jednocześnie w sile wieku, którzy ledwie przekroczyli pięćdziesiątkę i niekoniecznie myśleli o odpoczynku. „Zachęty” bywały różne. Najczęściej skuteczne, choć zdarzały się wyjątki. Komendantowi z Malborka bryg. Adamowi Zielińskiemu w maju 2016 r. zaproponowano funkcję komendanta wojewódzkiego w Gdańsku. Kiedy odmówił, bo w propozycji dojścia do stanowiska kryła się pułapka, zaczęły się szykany. W końcu złożył raport o zwolnienie z pracy, tracąc 760 zł emerytury. W Szczytnie szef tamtejszej komendy, st. bryg. Mariusz Gęsicki, postawił się i odmówił przejścia w stan spoczynku. „W nagrodę” został przesunięty na wcześniej zajmowane stanowisko – zastępcy dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej. Z innymi strażakami jeździ do pożarów i – jako wysoki rangą oficer – bezpośrednio podlega… chorążemu.

Fiesta w zagłębiu pieroga
Każde miasteczko, gmina i większa wieś ma latem swoje „dni”. Scenariusz zbliżony: msza, uroczyste otwarcie, jarmark, rękodzieło, ludowy zespół seniorów, dmuchany zamek i koncert artysty, który bodaj raz otarł się o telewizję. Lokalne doroczne obchody to rodzaj dożynek – tylko plony bywają niezwyczajne, jak w trakcie Festiwalu Pstrąga w Kłodzku, na festynie Nasze Maliniaki w Sobiskach (zagłębie malinowe w Lubelskiem) czy Święcie Pieroga w Bielawach Małych (Dolny Śląsk, okolice Wołowa). Gmina Przemęt (Wielkopolska, okolice Wolsztyna) zafundowała sobie na początku czerwca Święto Szparaga, mleko fetowano z końcem maja (już po raz siódmy) w Garwolinie w formie rodzinnego festynu, o co rokrocznie dba tamtejsza spółdzielnia mleczarska. A skoro o napojach mowa, Polska coraz częściej pija własne wina, co też świętuje. Do klasyki przeszły Mistrzostwa Świata w Rzucie Gumofilcem. To wyzwanie rzucają planecie niepozorne Wejsuny. Gdzie jeszcze warto dotrzeć tego lata – podpowiada Wiesław Kot.

Wplątany w historię
Śląsk jest spoiwem wydarzeń, relacji i związków w życiu Józefa Musioła. W biografii większości jego bliskich przyjaciół znajduje się przynajmniej śląski epizod, jednak najczęściej jest to śląskie pochodzenie lub powstańcza przeszłość któregoś z członków rodziny. Przeważnie za owym pochodzeniem podąża także wspólna wizja tego, czym Śląsk jest i jakie jest jego miejsce na współczesnej mapie Polski. Mimo że z rodzinnego regionu wyprowadził się w latach 70 XX w., nigdy tak naprawdę nie utracił swojej tożsamości. Mieszkając i pracując w stolicy, stworzył w niej przylądek śląskości – Towarzystwo Przyjaciół Śląska w Warszawie (1988), którego do dziś jest prezesem. Wokół niego i przez lata zgromadziło się wiele wybitnych osobowości życia kulturalnego, takich jak Franciszek Pieczka, Kazimierz Kutz, prof. Jan Miodek, prof. Dorota Simonides, abp Damian Zimoń, Maria Pańczyk, Krystyna Loska. Samo TPŚl. pełni funkcję swoistej „ambasady” Śląska. Towarzystwo nie poprzestaje jedynie na organizacji wydarzeń kulturalnych. Zdarza się, że często odnosi się ono do bieżących sporów dotyczących Śląska piórem swojego prezesa.

Fragmenty książki „Wplątany w historię, Przemysław Ziemichód rozmawia z Józefem Musiołem”, Wydawnictwo Antykwa, Kraków 2018

ZAGRANICA
Ukraina na bezdrożu
Ukraina wyludnia się i starzeje. Ma teraz 35,7 mln mieszkańców. Bilans 25 lat niepodległości to ubytek 16,5 mln obywateli, z tego 10 tys. ofiar wojny domowej. Według danych Eurostatu 3 mln Ukraińców wyjechało do UE, najwięcej do Polski (1,5 mln), Czech, Włoch i Niemiec, kolejne 3 mln pracuje w Rosji. Rada Narodowego Banku Ukrainy ogłosiła, że od Majdanu PKB spadł o 38%. Jedyną osobą, która wzbogaciła się po Majdanie, jest Petro Poroszenko. Bo też kto, jak nie cukiernicza korporacja Roshen, założona przez obecnego prezydenta w 1996 r., wzbogaciła się na dopisaniu czekoladek do listy towarów zwolnionych z cła przy eksporcie do Unii. Czekoladki nie są dla Ukrainy towarem priorytetowym, jak dla Szwajcarii, a osobista korzyść króla czekolady jest oczywista. W tym czasie ludzie muszą płacić za cytrusy wyższą cenę nominalną niż w Polsce, choć są rozładowywane w dokach Odessy bez zaporowego cła UE. W ocenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego szara strefa obejmuje 45% gospodarki. Część produkcji zakładów wycieka wprost z magazynów. Urzędnicy biorą w łapę za przyśpieszenie procedur, przy czym stawki są znormalizowane i powszechnie znane. Zdaniem samych Ukraińców największym hamulcowym rozwoju kraju są: oligarchowie, parlamentarzyści, prezydent, rząd, urzędnicy i Rosja.

Starał się nie wymądrzać
Dr Michael Häupl, najdłużej urzędujący burmistrz Wiednia, po 24 latach w ratuszu odszedł na emeryturę. Przeżył na stanowisku sześciu kanclerzy i początek rządów siódmego, Sebastiana Kurza. Pozostawia Wiedeń jako metropolię bezpieczną, rokrocznie uznawaną za wymarzone miasto do życia, choć nie bez problemów. Politycznym znakiem rozpoznawczym Michaela Häupla było zwalczanie prawicowego populizmu. Jako misję traktował ochronę urzędu burmistrza Wiednia przed populistami z FPÖ, straszącymi Austriaków islamem, imigrantami, utratą miejsc pracy czy przywilejów socjalnych. Jeszcze w 2001 r., za życia lidera FPÖ Jörga Haidera, starającego się o fotel burmistrza Wiednia, Häupl grzmiał, że w „jego mieście nie ma miejsca dla antysemityzmu”. Dziś Austrią rządzi koalicja FPÖ i ÖVP, ale Häupl wierzy, że FPÖ nie przejmie władzy w stolicy, o czym od lat marzą jej liderzy. „To miasto, mimo wszystkich minusów, stało się zbyt otwarte na świat. Wiedeńczycy to w większości obywatele świata”.

Akademickie imperia finansowe
Najnowszy raport dziennikarzy śledczych „Guardiana” pokazuje skalę bogactwa anglosaskich szkół wyższych zaskakującą nawet dla ekspertów w zakresie edukacji wyższej i brytyjskiego prawa. Pozyskiwane nieprzerwanie od ośmiu stuleci nieruchomości, historyczne budynki, sukcesywnie nabywane grunty, inwestycje w instrumenty finansowe oraz zyski pochodzące z własnej działalności badawczej dają razem oszałamiającą kwotę ponad 21 mld funtów, którymi zarządzają tylko dwa najstarsze i najbardziej prestiżowe uniwersytety na Wyspach, czyli uczelnie w Oksfordzie i Cambridge. Pieniądze te w żaden sposób nie przyczyniają się do realizacji celów statutowych szkół, czyli edukacji młodych ludzi. Brytyjskie uniwersytety są bowiem wyjątkowo niechętne powiększaniu stypendiów i grantów dla swoich studentów. Na wielu wyspiarskich uczelniach pełne wsparcie finansowe otrzymuje zaledwie 2-3% uczących się, a plagą Oksfordu stają się coraz mniejsze kwoty przekazywane m.in. na badania w naukach społecznych. Ze strony środowisk lewicowych padają postulaty położenia kresu ekspansji inwestycyjnej Oksfordu i Cambridge, ponieważ wzmacnia ona i tak już ogromne dysproporcje między elitą a resztą kraju.

Zdecyduje ten trzeci
17 czerwca Kolumbijczycy wybiorą prezydenta. W II turze zagłosują na Ivána Duque albo Gustava Petra. I turę wyborów wygrał Iván Duque reprezentujący Centrum Demokratyczne, którego przywódcą jest były prezydent Álvaro Uribe. Duque otrzymał 39% głosów (ponad 7,5 mln). Lewicowy kandydat Gustavo Petro uzyskał poparcie 25% (4,8 mln) wyborców. Niewiele mniej głosów – 23% (4,5 mln) – zdobył kandydat Partii Zielonych, Sergio Fajardo. I on właśnie zadecyduje o ostatecznym wyniku wyborów. Chociaż w pierwszych wystąpieniach po ogłoszeniu rezultatów kandydat Zielonych nie mówił nic o możliwym przymierzu, analitycy kolumbijskiej sceny politycznej są zgodni, że bliżej mu do Petra niż do jego kontrkandydata. Petro w swoim programie proponuje m.in. bezpłatną opiekę zdrowotną i oświatę, ze studiami włącznie. W czasie kampanii był jednak ostro atakowany za przyjacielskie relacje z Hugonem Chávezem i Nicolasem Madurem. Przeciwnicy zarzucają mu, że w wypadku zwycięstwa będzie się kierować „castrochavizmem” i doprowadzi do przekształcenia kraju w nową Wenezuelę.

OPINIE
Lepszy świat dzięki otwartym i innowacyjnym Chinom
Od maja tego roku Polacy i obywatele 59 innych krajów mogą odwiedzać chińską prowincję Hainan bez wizy. W listopadzie w Szanghaju odbędą się pierwsze międzynarodowe targi importowe China International Import Expo. To tylko dwa przykłady coraz szerszego otwierania się Państwa Środka na świat. A jest to rynek liczący niemal 1,4 mld ludzi. – Chiny zyskują na otwartości, a zatem dalszy ich rozwój wymaga dalszego otwarcia – podkreśla Liu Guangyuan, ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce. – Prezydent Xi zwrócił uwagę, że metaforyczne drzwi do Chin nie zostaną zamknięte, a wręcz przeciwnie, będą się otwierać coraz szerzej. Chiny w przyszłości znacznie ułatwią dostęp do rynku, stworzą atrakcyjniejsze otoczenie inwestycyjne, wzmocnią ochronę własności intelektualnej, zwiększą import, wdrożą politykę liberalizacji i ułatwień w handlu i inwestycjach, będą rozwijać coraz bardziej otwartą gospodarkę, krótko mówiąc – w każdym aspekcie wprowadzą upgrade chińskiego otwarcia na świat. Szacuje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat Chiny będą importować towary i usługi o łącznej wartości ponad 10 bln dol., inwestycje zagraniczne przekroczą 750 mld dol., a za granicę wyjedzie ponad 700 mln Chińczyków.

Aktualność Marksa
Przypadająca w tym roku 200. rocznica urodzin Karola Marksa powinna być dla lewicy okazją do dyskusji nad znaczeniem jego dzieła. Bo Marks jest bodaj jedynym myślicielem należącym w sposób jednoznaczny do lewicy, a jednocześnie zajmującym niezwykle ważne miejsce w historii myśli ludzkiej. Z filozofii Marksa wynikają praktyczne przesłanki do działalności lewicy. Często bowiem jej polityka opiera się na tzw. wiedzy zdroworozsądkowej, potocznej. Poszukiwanie rozwiązań wielkich i trudnych problemów społecznych, choćby takich jak kryzys migracyjny, metodą prób i błędów, jest – w szerokim sensie tego słowa – zbyt kosztowne. A koszty te ponoszą przede wszystkim nie elity, lecz zwykli ludzie, których reprezentantem powinna być lewica. To najistotniejszy bodaj powód, by lewica wróciła do swej, zapoczątkowanej przez Marksa, tradycji: tradycji tworzenia programów politycznych w oparciu o teorie naukowe. Jest też powód bardziej przyziemny: partia, chcąc zdobyć władzę, utrzymać ją, czy choćby być silną opozycją, powinna dysponować wiedzą nt. swego elektoratu – jego struktury, interesów itd. Także – co w dłuższej perspektywie nie mniej ważne, choć trudniejsze do rozpoznania – na temat dynamiki zmian w jego składzie, postawach itd. Fundamentem takiej wiedzy musi być wiedza dotycząca klasowej struktury społeczeństwa. I tu znów, i to bezpośrednio, pojawia się Marks.

KULTURA
Zdarzało mi się grać kompletnych dupków
Nawet jeśli chcę zagrać pozytywnego bohatera, na końcu i tak wychodzi jak zwykle – mówi Sam Neill, aktor, reżyser i scenarzysta, grający obecnie w filmie „Sweet Country”, który opowiada autentyczną historię z początków XX w. – Jej bohaterami są rdzenni mieszkańcy Australii. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale Aborygeni uzyskali pełnię praw obywatelskich dopiero w 1967 r. Wcześniej, według obowiązującego prawa, byli traktowani jako część „lokalnej fauny i flory”. Grany przez Neilla kaznodzieja Fred Smith wcale nie jest postacią tak jednoznaczną. W końcu – choć apeluje o równość wszystkich ludzi i szczerze troszczy się o los Aborygenów – służy Kościołowi, czyli organizacji, która wymaga od rdzennej ludności wyrzeczenia się wielu lat własnej kultury i tradycji w imię przychodzącej z zewnątrz religii. Pokazane w filmie mechanizmy opisujące podział społeczeństwa na lepszych i gorszych, a w konsekwencji prowadzące do wyzysku, konfliktu i okrutnej przemocy, są uniwersalne. Wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje dziś w Korei Północnej czy w Syrii. Przeszłość wcale nie jest tak odległa, jak chcielibyśmy sądzić. Widać to choćby na ulicach dowolnego miasta w Stanach Zjednoczonych. Choć jeszcze niedawno wydawało się to nierealne, zwolennicy skrajnej prawicy zachowują się tam dosłownie jak naziści. Pod każdym względem – stylu ubierania się, poglądów i retoryki służącej do ich wyrażania. Trudno o lepszą definicję ignorancji wobec historii.

Pierwszy stradivarius w Polsce
Janusz Wawrowski, laureat Fryderyka 2017 za płytę „Sequenza”. będzie grał na pierwszych w Polsce skrzypcach Antonia Stradivariego. – Jestem ogromnie rad, że właśnie mnie przypadł pierwszy stradivarius. Od pewnego czasu starałem się o pozyskanie dla Polski instrumentu tej klasy. Szczęśliwie na zakup zdecydował się mecenas, który nie chce ujawniać nazwiska. Z pewnością jest on dobrze poinformowany o moim dorobku artystycznym i preferencjach programowych. A jednym z moich priorytetów jest promocja muzyki polskiej. Ten instrument, gdy pojawił się na rynku, był łakomym kąskiem. Ogromnie chciał go zdobyć (oczywiście z pomocą sponsora) koncertmistrz orkiestry La Scali. Polski nabywca jednak ubiegł Włocha. Instrument oficjalnie ma „swój dom” w skarbcu Zamku Królewskiego w Warszawie. Przy okazji koncertów i innych ważnych spotkań zostaje mi przydzielona ochrona. Sądzę jednak, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie chciał go ukraść. Instrument zostałby natychmiast zlokalizowany, gdy tylko pojawiłby się na rynku, ale ryzyko np. uszkodzenia istnieje.

Qulturalia

SPORT
Drużyna Nawałki
Tak wysoko reprezentacja Polski jeszcze nigdy w rankingu FIFA nie była. Kiedy Nawałka obejmował kadrę – 1 listopada 2013 r. – zajmowaliśmy miejsce 78.! Teraz byliśmy na 15., a nasi rywale, z którymi mieliśmy zmierzyć się w Bukareszcie, byli sklasyfikowani na miejscu 34. Warto podkreślić, że do tej pory wygraliśmy z Rumunią zaledwie pięć razy na 34 mecze, w dodatku tylko raz na ich ziemi. Dokonaliśmy tego… jeszcze przed II wojną światową. I choć miało się spotkać dwóch uczestników ostatniego Euro, to na papierze byliśmy zdecydowanie mocniejsi. W Bukareszcie dało się wyczuć tę naszą przewagę – gospodarze nie ukrywali, że to my jesteśmy faworytem. – Mentalnie jesteśmy przygotowani znakomicie. Chcemy narzucić swoje warunki i kontrolować mecz – zapowiedział odważnie nasz selekcjoner. I tak właśnie się stało – odnieśliśmy spektakularne zwycięstwo 3:0! Moim zdaniem był to najlepszy pojedynek reprezentacji pod wodzą Adama Nawałki – pisze Marcin Feddek w książce „Dekalog Nawałki”. – W zasadzie trudno było znaleźć jakieś mankamenty w naszej grze. – Nie mieliśmy żadnych argumentów w starciu z grającą na takim poziomie reprezentacją Polski – powiedział uczciwie trener Rumunów Christoph Daum. – Cieszę się, że wróciliśmy na odpowiednie tory – stwierdził z kolei Nawałka. – Ta drużyna znów pokazała, że ma wielkie możliwości.
Zobaczymy, na ile potwierdzą się one na rozpoczynających się mistrzostwach świata w Rosji.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Ile warte są sojusze?
Bronisław Łagowski: Etap postprawdy
Jan Widacki: Długi weekend
Roman Kurkiewicz: Źle bardzo, Polseczko
Tomasz Jastrun: Kraj jak na dłoni
Ludwik Stomma: Mundial+
Edward Mikołajczyk: Trójka wreszcie żąda

Wydanie: 24/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy