Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Poszła już w świat fama, że Cimoszewicz będzie zwalniał dyplomatów. Że zaczął od trzech AWS-owców: Sikorskiego, Wojtczaka i Kamińskiego. I że przyjdzie kolej na innych. Na jakiej podstawie tę teorię zbudowano? Otóż mówi się w MSZ, że minister ma zamiar zbudować mechanizm oceniający pracę ambasadorów. Więc jest grupa, która przed tym drży. Ciekawe, jak duże ma ku temu powody…
Z drugiej strony, są ludzie, którzy się uspokoili. Tak jak na przykład podsekretarz stanu (z czasów poprzedniego rządu), Grażyna Bernatowicz. „Nie jest źle, cały dzień siedziałam w ławach rządowych, tuż za Millerem. Chyba przetrwamy” – mówiła pani wiceminister szefowej Departamentu Promocji, Agnieszce Wielowieyskiej, na MSZ-etowskim korytarzu.
Obok famy, że będą zwolnienia, poszła fama, że będą przyjmować. Faktycznie, jest kilka ważnych placówek, które powinny być jak najszybciej obsadzone. Zwłaszcza Konsulaty Generalne na Wschodzie. Grodno, Brześć, Kijów – czekają na Konsuli Generalnych. Tylko kto tam pojedzie?
Do Grodna jechać miał niedawny poseł Platformy Obywatelskiej, Edward Daszkiewicz. Ale po raz drugi oblał egzamin konsularny. Potem typowano tam Jana Kunata, dyplomatę z wieloletnim stażem. Ale on, z przyczyn zdrowotnych, jechać nie może. Więc kto?
Okazuje się, w dwunastym roku III RP, że nasza dyplomacja nie ma kadr do obsadzenia placówek na Wschodzie. Nie dochowaliśmy się tu zbyt wielu specjalistów. Tym bardziej że rzeczywistość zweryfikowała większość tez dotyczących polityki wschodniej, wyznawanych przez ekipy solidarnościowe. I ta polityka, i jej autorzy, minęli się z rzeczywistością – dostrzegł to zresztą sam Władysław Bartoszewski, w ostatnich miesiącach swego urzędowania zapraszając do MSZ ludzi z Kancelarii Prezydenta, by dokonali zmian.
Ale jak ich dokonać? Czy nową politykę wschodnią mają prowadzić ci, którzy byli motorami polityki dotychczasowej? Jak np. ambasador na Ukrainie, wcześniej dyrektor Departamentu Europy Wschodniej? Czy inni, którzy swą misję w krajach za Bugiem widzieli jako walkę z imperium zła?
To wszystko powodowało, że minister Bartoszewski próbował lokować na Wschodzie osoby, które nie znały regionu, ba – często nie znały nawet języka rosyjskiego. I tak na Konsula Generalnego w Kijowie promowano Wiesława Walkiewicza, byłego ambasadora w Chorwacji. Nie znającego ukraińskiego i mającego kłopoty z rosyjskim. Do Moskwy wysłano Mariana Orlikowskiego, który dobrze dawał sobie radę w Bułgarii. Uznano więc, że da sobie radę w Moskwie, na stanowisku zastępcy ambasadora. Ale miał kłopoty z rosyjskim, więc wraca do Warszawy. Na jego miejsce jedzie Henryk Litwin, wprost z konsulatu w Rzymie.
Swoją drogą, uważni obserwatorzy nie omieszkali zauważyć rozczarowania malującego się na twarzy prezydenta, podczas ostatniej wizyty w Moskwie. Prezydent kilkakrotnie próbował zapoznawać przyszłego ambasadora w Moskwie Stefana Mellera z miejscowymi VIP-ami. A Meller od tych rozmów wyraźnie uciekał.
Panie ministrze, z Rosjanami na dystans, po francusku, jak w XIX wieku? W ten sposób wiele pan nie zdziała.

Wydanie: 49/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy