Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Maj jest miesiącem Polonii, więc o Polakach rozsianych po całym świecie mówiono więcej niż zwykle – i w MSZ, i w kraju. Pomówmy i my – o instrumentach, które służą (przynajmniej teoretycznie) realizowaniu polityki wobec naszych rodaków.
Otóż, po pierwsze, z okazji swojego miesiąca Polonia amerykańska otrzymała prezent – Bob Spanski, który ma wyłączność na emisję TV Polonia w Ameryce, po raz kolejny zmienił, bez uprzedzenia, platformę, na której program jest emitowany. Oznacza to, że wszyscy, którzy zapłacili po ponad tysiąc dolarów na anteny satelitarne i wykupienie pakietu, żeby oglądać TV Polonię, wyrzucili te pieniądze za okno. Efekt tego jest taki, że Polacy mieszkający w USA i Kanadzie mają tylko teoretyczne szanse, by oglądać „Wiadomości”. Za to mogą oglądać „Fakty” TVN, który wszedł w miejsce TV Polonii.
A może zadowoliłoby ich słuchanie programu V Polskiego Radia, nadawanego specjalnie dla Polonii? To bardzo ciekawy program, inny od reszty nadawanej w radiu publicznym. Inny przede wszystkim dlatego, że jego dyrektor jest obsadzany zgodnie z opinią MSZ. Czy coś to oznacza? Wiele. Wystarczy przypomnieć wydarzenie sprzed paru lat, kiedy na żądanie wiceministra Sikorskiego odwołano z funkcji dyrektora Wandę Samborską, związaną z PSL. Na jej miejsce przyszedł człowiek z prawicy.
I kształtuje program według własnych gustów. Jak? Nie tak dawno przez Polskę przetoczyła się dyskusja, że i radio, i telewizja publiczna wspierają koalicję i pomijają opozycję. Czyżby? W Programie V jest inaczej. Otóż to nie politycy SLD są tam dziś najczęstszymi gośćmi. Ani rząd. Najczęściej goszczącym w Piątce politykiem był w kwietniu nie prezydent, nie premier, nie marszałek Sejmu – ale Piotr Nowina-Konopka, były poseł Unii Wolności. Zresztą Unia Wolności jest najczęściej słyszanym w programie dla Polonii ugrupowaniem. W kwietniu zagospodarowała tam 28 minut, podczas gdy prezydent 11 minut, Prawo i Sprawiedliwość prawie 21 minut, a SLD 22 minuty. Tyleż samo, co jeden Piotr Nowina-Konopka. Dla porównania minister Cimoszewicz był prezentowany przez 6,5 minuty… Ciekawe, prawda?

PS
Oj, ileż to telefonów i maili dostaliśmy w sprawie testów językowych, które są przeprowadzane w MSZ. Przede wszystkim psioczących – bo ludzie w MSZ, okazuje się, nie lubią się weryfikować. Zwłaszcza przez anglistów z Uniwersytetu Warszawskiego. Więc teraz opowiadane są rozmaite historie o osobach, których „test Cimoszewicza” podobno skrzywdził. Na przykład o człowieku, który lata całe spędził w Nowej Zelandii i oblał angielski. I inne. Z drugiej strony, kierownictwo MSZ umacnia się w przekonaniu, że uczyniło słusznie, decydując się na testy. Umocniły je w tym przekonaniu dane, które wydobyto z Departamentu Personalnego. Według nich, na 400 pracowników merytorycznych pracujących w centrali MSZ prawie połowa nie ma w aktach potwierdzonej znajomości języka obcego. Oczywiście, przeważnie tak jest, że osoby te w językach obcych mówią i piszą. Ale jeżeli jest inaczej?

Wydanie: 20/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy