W najnowszym (30/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (30/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 24 lipca, w kioskach 30. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Co zrobi Kaczyński?
Zamach lipcowy to początek, a nie koniec. Polska wchodzi w okres turbulencji. Wygrana Jarosława Kaczyńskiego może być pyrrusowym zwycięstwem. Rzeczywiście sądy za chwilę będą w jego rękach, ale co dalej? Masowe protesty w największych miastach Polski to jego zasługa. Kaczyński zmobilizował przeciwko sobie dziesiątki tysięcy Polaków i raczej stracił ich już na zawsze. Ma przeciwko sobie inteligencję, traci młodzież. W tej chwili jednak nie ma siły, która mogłaby go powściągnąć. PiS jest do tego niezdolne. Biskupi również. Na Unię prezes nie zwraca większej uwagi. Boi się tak naprawdę wyłącznie ulicy. Ale manifestacje mają to do siebie, że dziś są, a jutro ich nie ma. Jest to więc jakaś zachęta dla władzy do twardych, brutalnych działań. Czy mamy zatem porzucić nadzieję? PiS weźmie sądy, potem media, spacyfikuje nas wszystkich? Cała władza trafi w ręce Kaczyńskiego, człowieka, który ma wahania emocjonalne? Tylko pozornie tak będzie. Im bardziej będzie on brutalny, bezwzględny, tym mocniejsza będzie siła oporu. Owszem, Kaczyński może sprowadzić Sejm do atrapy. Ale wtedy polityka przeniesie się na ulice i do sieci. Miejsce wyważonych parlamentarzystów zajmą liderzy kolejnych manifestacji. Bardziej radykalni i zdeterminowani.

Polska stanie się państwem bezprawia
– Kiedy prezydent podpisze ustawy dotyczące sądownictwa, dopełniony zostanie ciąg działań PiS niszczących praworządność naszego kraju. Polska stanie się państwem bezprawia – twierdzi Włodzimierz Cimoszewicz, były marszałek Sejmu i premier. – Do tej pory bezprawie było dziełem władzy wykonawczej, czyli prezydenta i rządu, oraz ustawodawczej. Likwidacja niezależności sądownictwa wyeliminuje ostatni bastion obrony przed bezprawiem. Wszędzie, gdzie PiS przejęło władzę i kontrolę, dokonane zostały czystki personalne. To samo stanie się w sądach. Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym to przykład bezczelnego bezprawia. Narusza ona konstytucję; sposób potraktowania obecnych sędziów, żywcem przejęty z początków III Rzeszy, ma służyć zastraszaniu sędziów i adwokatów. Reszta zmian jest nieistotna. Chodzi właśnie o czystkę personalną i przejęcie kontroli nad orzecznictwem Sądu Najwyższego. Czystka w Sądzie Najwyższym jest potrzebna pisowcom także dlatego, że pierwszy prezes SN jest przewodniczącym Trybunału Stanu. Jakaś ich Przyłębska bis z sześcioletnią kadencją to nadzieja na spokój. O historii myślą tylko wstecz, a nie do przodu.

KRAJ
Z chóru do zbrojeniówki
Wiceminister obrony Bartosz Kownacki to były lider młodzieżówki Ruchu Odbudowy Polski i asystent byłego premiera Jana Olszewskiego. Z ministrem Antonim Macierewiczem związał się w 2005 r. Jest też jednym z jego głównych pitbulli. Okazuje się jednak, że Kownacki nie jest ani tak antykomunistyczny, jak się przedstawia, ani tak antyrosyjski, jak odbierani są ludzie z bezpośredniego otoczenia Antoniego Macierewicza. Przyszły wiceminister obrony był członkiem Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych (AENM), organizacji stworzonej przez antysemitów i negacjonistów Holokaustu, znanych z popierania polityki Władimira Putina. Z ramienia AENM Kownacki pojechał obserwować wybory w Rosji z członkami innej organizacji prokremlowskiej. Wiele się mówi o karierach w zbrojeniówce niektórych powiązanych z nim osób. Kilka to – jak wiceminister Kownacki – absolwenci paksowskiego liceum im. św. Augustyna, m.in. członkowie Towarzystwa Śpiewaczego Lira, dawnego chóru ich liceum, którzy przed przejęciem MON przez Antoniego Macierewicza i Kownackiego nie pracowali w zbrojeniówce i niewiele wiedzą o tym przemyśle.

Zawiedzione uczucia prezydenta
– Główny nurt PiS jest totalnie nakręcony, żyje w stworzonym przez siebie świecie, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistym – twierdzi dr Jarosław Flis, socjolog polityki. – Sondażowe wyniki PiS w obecnej sytuacji oceniam jako będące poniżej oczekiwań. Gdyby nie ewidentne głupoty i błędy, mogłyby wynosić ponad 50%. Rządząc tak jak chadecy w Niemczech, PiS miałoby szansę na utrzymanie się przy władzy 16 lat. Mocnym ogniwem elektoratu tej partii jest nurt republikański, przywiązany do tradycji, narodu, oczekujący jednocześnie pomocy ze strony państwa, które ma obowiązek interesować się jego losem. PiS okazało się partią wiarygodną dla tej części Polski, która doznała w czasie transformacji krzywd i na którą druga część Polski – ta zadowolona – patrzy z góry. To, że zawiedziona część społeczeństwa ma od lat swoją reprezentację, stabilizuje system polityczny w Polsce. Andrzejowi Dudzie pewnie zależałoby na nadaniu nowego, bardziej umiarkowanego kierunku Prawu i Sprawiedliwości, ale wątpię, czy będzie on w stanie zbudować wokół siebie zaplecze wspierające go w staraniach o to, by PiS prowadziło politykę w jakiś cywilizowany sposób. Prezydent od początku urzędowania wspierał we wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, ale spotkał się z lekceważeniem, okazywaniem wyższości, postponowaniem. Ludzie tacy jak on rzadko się irytują, gdy jednak czują się wciąż wykorzystywani, oszukiwani, upokarzani, w końcu się łamią – wtedy „nie ma zmiłuj”.

Bo tu jest Polska!
Na Podlasiu i we wsiach Łemkowszczyzny wandale niszczą dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Polskie nazwy zostają nienaruszone, zamalowywane są nazwy pisane cyrylicą i litewską łacinką. Tablice były legalne. Polskie prawo dopuszcza ich umieszczanie w gminach, w których 20% ludności należy do mniejszości narodowej. Intencja sprawców jest zatem jasna – tu jest Polska. Tu się mówi i pisze wyłącznie po polsku. Problem powraca w różnych gminach zamieszkanych przez mniejszości. Tomasz Sulima, radny i działacz mniejszości białoruskiej z podlaskiej gminy Orla, uważa, że jest to konsekwencja igrania z demonami szowinizmu i wynoszenia na piedestał wyłącznie Polaków katolików. Nie ma miejsca na niezasymilowane mniejszości czy ateistów, podobnie jak nie było go w koncepcji Romana Dmowskiego, ukutej jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 r. Historia uczy, że kiedy powstaje klimat sprzyjający złym rzeczom, zawsze musi znaleźć się „inny”.

HISTORIA
„Wyklęci” to nie AK
– W ramach oficjalnej polityki historycznej kreuje się całe podziemie antykomunistyczne jako bohaterów, ale nie mówi się, że obok postaci godnych pamięci mamy mnóstwo postaci negatywnych, zwykłych zbrodniarzy i takich, którzy odpowiadają za zbrodnie – podkreśla prof. Julian Kwiek. – Według mnie tu chodzi o to, by legendą „żołnierzy wyklętych” wyrugować z pamięci historycznej polskiego społeczeństwa prawdziwą legendę Solidarności i inne ruchy opozycyjne. Z polityki historycznej wypiera się AK, a jednocześnie „wyklętych” przedstawia się jako akowców, co nie ma żadnego historycznego uzasadnienia. Wiadomo przecież, kiedy AK została rozwiązana – 19 stycznia 1945 r., rozkazem jej komendanta głównego gen. Leopolda Okulickiego. Spora część historyków tego nie dostrzega i powojenne podziemie traktuje jako kontynuację AK, co jest absolutnie nieuprawnione, wręcz jest całkowitą bzdurą. Nie dziwią mnie więc protesty środowisk akowskich z Podhala, by „Ognia” i „ogniowców” nie nazywać partyzantką akowską, bo on z niej zdezerterował.

ZAGRANICA
Niedyplomatyczny szef dyplomacji
Ministrem spraw zagranicznych RFN Sigmar Gabriel jest od niemal pół roku. Kiedy były szef SPD i minister gospodarki przejął tekę po Steinmeierze, który został prezydentem, zapewniał, że polityka zagraniczna nie powinna być narzędziem w kampanii wyborczej. Niemieccy obserwatorzy nie dostrzegli jednak w strategii Gabriela śladu wycofania się w dyplomatyczne zacisze. Gabriel nie zawsze zachowuje się zgodnie z zasadami przekazywanymi uczniom szkół dyplomatycznych. Umiar, rozbrajanie konfliktów, spokojne rozmowy i powściągliwość przed mikrofonami czekającymi na sensację – to wszystko nie pasuje do lubiącego szum medialny i prowokacje nowego szefa dyplomacji. Niekiedy Gabriel zachowuje się tak, jakby nigdy nie zrezygnował z wcześniejszych ról i w dalszym ciągu chciał wziąć losy SPD we własne ręce. Przypuszcza się, że nawet gdyby SPD znowu weszła w koalicję z Merkel, Gabriel niekoniecznie zostanie powtórnie wicekanclerzem i szefem MSZ, bo potencjalnym kandydatem na to stanowisko byłby właśnie Martin Schulz.

Odebrecht pogrążył prezydentów
Największy skandal korupcyjny w historii Ameryki Łacińskiej, prawie 800 mln dol. wypłaconych przez brazylijską firmę budowlaną Odebrecht wysokim rangą urzędnikom w Brazylii, Kolumbii, Peru, Argentynie, Meksyku, Wenezueli i innych krajach regionu to nie tylko dowód erozji demokracji, ale też poważna groźba destabilizacji politycznej i gospodarczej regionu. Pieniądze Odebrechtu zasilały konta wyborcze prezydentów Kolumbii i Panamy, Juana Manuela Santosa i Juana Carlosa Vareli. W Peru prokuratura wydała nakaz aresztowania jednego byłego prezydenta, Ollanty Humali, a drugi, Alejandro Toledo, jest ścigany listem gończym. Z kolei w Brazylii trwa konflikt między skorumpowaną władzą polityczną a nieskorumpowaną władzą sądowniczą. W ostatnich latach skazano setki ministrów, gubernatorów, deputowanych, senatorów. 12 lipca sąd pierwszej instancji skazał byłego prezydenta Brazylii Lulę da Silvę na dziewięć i pół roku więzienia za korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Zarzut przyjmowania łapówek ciąży też na prezydencie Michelu Temerze. W Ameryce Łacińskiej sędziowie – np. Sérgio Moro, który stanął naprzeciw Luli da Silvy – i prokuratorzy – tacy jak Rodrigo Janot oskarżający o „bierną korupcję” prezydenta Michela Temera – podejmują często karkołomną walkę z przejawami korupcji, klientelizmu i obojętności moralnej klasy politycznej. Uświadamia nam to, jak olbrzymią rolę odgrywa sądownictwo w obronie podstawowych zasad demokracji i ograniczaniu samowoli przedstawicieli władzy wykonawczej.

PRZEGLĄD ZWIĄZKOWY
NIE dla niszczenia dialogu i sądownictwa!
Dialog społeczny w Polsce umiera, a wraz z nim umiera niezależne sądownictwo. Projekty ustaw dotyczące fundamentalnych zmian w systemie sądownictwa to kolejne akty prawne, nad którymi proceduje się bez konsultacji społecznych i poza Radą Dialogu Społecznego. Władza nie słucha obywateli, nie zwraca uwagi na głos partnerów społecznych, przyjmuje ważne rozwiązania bez opinii ekspertów i bez debaty publicznej. W ten sposób nie walczy się z patologiami, ale raczej je umacnia i tworzy nowe. Dlatego partnerzy społeczni kilka dni temu przyjęli stanowisko, w którym stwierdzają, że „poprawa funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jest ważna i konieczna, ale musi odbywać się z poszanowaniem konstytucji i z zachowaniem standardów stanowienia prawa. (…) Jako członkowie Rady Dialogu Społecznego, reprezentatywne organizacje pracodawców i związków zawodowych, chcielibyśmy mieć możliwość wyrażenia poglądów w tak ważnych sprawach systemowych”. Dokument podpisały wszystkie reprezentatywne organizacje pracodawców i związków zawodowych z wyjątkiem Solidarności.

OPINIE
Elity daleko od ludzi
Zwykły obywatel nie ma poczucia, że jego codzienne problemy są przedmiotem troski klasy politycznej. Przez ostatnie pół roku największe partie opozycyjne zmarnowały wiele okazji, żeby zademonstrować troskę nie tylko o państwo i jego instytucje, ale o zwykłych ludzi. Można było to zrobić, odnosząc się do sytuacji w polskiej nauce, reagując na pogarszającą się sytuację pielęgniarek i ratowników medycznych czy zabierając głos w sprawie niskiej jakości leczenia psychiatrycznego. Opozycja troszczy się o demokrację tylko wtedy, gdy PiS przeprowadza zamach na Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa czy Sąd Najwyższy. Działanie w tak krótkiej perspektywie może im dać wygraną w kolejnych wyborach, ale w dłuższej da zwycięstwo komuś znacznie groźniejszemu niż Kaczyński. W historii każda demokracja miała swoich wykluczonych. Dzisiaj w Polsce także ich nie brakuje. W debacie o sądach nie może zabraknąć głosu ludzi, którzy stracili pracę i przez lata dochodzili sprawiedliwości przed sądami pracy. Ani lokatorów, którzy zostali pozbawieni dachu na głową. Dla nich wszystkich rozmowa o sądach jako niezależnych instytucjach jest fanaberią elit.

SLD niesłusznie oskarżony
Trzeba odkłamać obiegowe opinie o polskiej lewicy, w które wierzą już nawet jej członkowie i sympatycy – apeluje Bartłomiej Ciążyński, przewodniczący wrocławskiego SLD. Oto kilka z nich. Nieprawdą jest, że SLD nie dążył do liberalizacji obowiązującej ustawy antyaborcyjnej, ponieważ przeprowadził przez parlament daleko idącą ustawę liberalizującą prawo do aborcji, która została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny i w krótkim czasie od wejścia w życie przestała obowiązywać. Natomiast oskarżanie SLD, że mógł wprowadzić związki partnerskie, jest oderwane od rzeczywistości i po prostu niesprawiedliwe. W czasach rządów SLD w niewielu państwach związki partnerskie lub małżeństwa jednopłciowe były legalne. Co innego, gdy sprawa dojrzała, ale wówczas SLD był już w opozycji, a rządząca PO wielokrotnie odrzucała projekty ustaw o związkach partnerskich. Niemniej jednak Sojusz zgłaszał projekty ustawy o związkach partnerskich np. w 2013 r., a także obecnie, w trybie petycji. Krzywdzące jest oskarżanie SLD o wprowadzenie podatku liniowego. To prawica zdecydowała się na faktycznie liniowy PIT. SLD takich zamiarów nigdy nie miał, a kiedy był u władzy, raczej nieco podwyższał podatek dochodowy, chciał wysokiego progu dla najbogatszych (50%) i wprowadzał podatek od dochodów kapitałowych. Trzeba się spierać, również stojąc po tej samej stronie sceny politycznej, ale na argumenty, a nie na półprawdy, niesprawiedliwe oskarżenia, chamskie etykietki.

Szum wokół Puszczy Białowieskiej, czyli o czym milczą media
Spór o Puszczę Białowieską toczy się nie tyle o stan puszczy, ile o władztwo nad nią, także polityczne – twierdzą AndrzejWojciech Antczakowie, zawodowo związani z puszczą, polemizując z publikacjami na temat wycinki. – Ten spór ma dwie strony. Pierwszą można nazwać pro-EKO, drugą pro-LAS. Oba te środowiska mają przeciwstawne podejście do sposobu zachowania puszczańskiego środowiska przyrodniczego dla następnych pokoleń. Pro-EKO nawołuje do wprowadzenia całkowitego zakazu wycinki drzew martwych, wyjątkowo dopuszcza usuwanie drzew niebezpiecznych przy drogach i szlakach turystycznych. Pro-LAS chce mieć możliwość kontynuowania zrównoważonego użytkowania puszczy. Taki sposób użytkowania jest po prostu aktywną ochroną puszczańskiej bioróżnorodności, a nie zarabianiem pieniędzy na produkcji desek, jak twierdzi pro-EKO. A zakaz usuwania drzew zaatakowanych przez kornika drukarza dał początek masowemu rozmnożeniu się tych owadów. I choć sytuacja ta stworzyła olbrzymie pole badawcze i eksperymentalne, nie wykorzystano jej i nadal nie wykorzystuje się w pełni. Można było wówczas wyznaczyć powierzchnie porównawcze regeneracji lasu metodami naturalnymi i półnaturalnymi oraz kontrolowanymi przez leśnika.

KULTURA
Inna gęstość muzyki
– Może jestem architektem muzyki? – zastanawia się Jerzy Maksymiuk, dyrygent, kompozytor i pianista. – Niedawno rozmawiałem z architektami i jeden z nich zwrócił mi uwagę, że korzystam z wielkiego przywileju – obcuję z geniuszami. Tak właśnie myślę. Najwięksi kompozytorzy to dla mnie geniusze, bogowie, a dyrygentura jest dla mnie czymś więcej niż zawodem. To, co robię, to piękna konieczność. Człowiek może być niewolnikiem i robić to, co musi, co mu każą, pracować na zamówienie. Ja z nabożeństwem nachylam się nad partyturą, czytam ją, czasami przepisuję i wtedy rozmawiam z wielkimi. Myślę, że geniusz muzyczny musi mieć 300% talentu i włożyć w to 300% pracy. Ostatnim z powszechnie uznanych wielkich był Dymitr Szostakowicz, urodzony w 1906 r. Taki twórca nie musi myśleć, w jaki sposób można pisać, czy są jakieś zakazy. On stwarza nowy świat dźwiękowy, nowe brzmienia, harmonie, których nie było przed nim ani nie będzie po nim. Wcześniej geniuszem był Claude Debussy, który główny akcent położył na jakości brzmieniowe, kolorystyczne. W naturze nie ma takich dźwięków i współbrzmień, jakie tworzą wielcy kompozytorzy.

Dobry Niemiec, tchórzliwy Francuz
– W sztuce Rostanda, która była podstawą scenariusza filmu „Frantz” zafascynował mnie wątek francuskiego żołnierza składającego kwiaty na grobie niemieckiego wroga – mówi François Ozon, francuski reżyser i scenarzysta filmowy. – Nie chodziło mi o nakręcenie typowego filmu historycznego – sam temat był pretekstem do poruszenia dużo głębszej problematyki. Okres po I wojnie światowej był we Francji i w Niemczech czasem wielkiej żałoby, bo to była prawdziwa rzeź. Nie wiem, czy filmy mogą zmienić świat, ale jestem przekonany, że pozwalają go lepiej rozumieć. Jeden z historyków powiedział mi nawet, że „Frantz” zdziałał dużo więcej na rzecz stosunków francusko-niemieckich niż setki polityków wygłaszających oficjalne przemówienia.

Qulturalia

SPORT
Maciej pyta – Maciej odpowiada
– Przez ponad 40 lat byłem świadkiem wzlotów i upadków – zawodników, trenerów, działaczy, sędziów i dziennikarzy – wspomina Maciej Polkowski, autor PRZEGLĄDU, były redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” w wywiadzie z okazji 70. urodzin. – Nigdy nie wybaczę uczestnikom futbolowych afer, bo nie dość, że odnosili nielegalne korzyści, to jeszcze odarli tysiące, miliony fanów piłki ze złudzeń, że jesteśmy obserwatorami czystej, sportowej rywalizacji. Mimo wszystko żyjemy nadzieją, że teraz jest już inaczej. Mamy ligę w coraz ładniejszym opakowaniu – sporo ładnych, nowoczesnych stadionów, do tego przyzwoita oprawa na widowni, profesjonalne transmisje telewizyjne. Problemem jest przeciętny poziom rywalizacji i większości klubowych kadr. Na murawie oglądamy zbieraninę zagranicznych graczy trzeciej klasy i niższych. Problem nie tylko w braku funduszy. Reprezentacja seniorów poszybowała wysoko, ale – jak pokazały finały mistrzostw Europy drużyn do lat 21 – druga w hierarchii młodzieżówka pozostała na znacznie niższym poziomie. Wytworzyła się zastanawiająca i niepokojąca luka. Nadal wiele dyskusji, kontrowersji i wątpliwości budzi system szkolenia dzieci i młodzieży. Dopóki przy tych grupach nie pojawią się fachowcy, w dodatku należycie wynagradzani, nie spodziewajmy się jakichś znaczących efektów.

Sportowa lekcja historii
Międzynarodowy Turniej Piłkarski o Puchar Pamięci Małego Powstańca ma łączyć narody podzielone historią. Turniej odbywać się będzie od 31 lipca do 2 sierpnia, już po raz dziesiąty, na terenie Stadionu SCS Aktywna Warszawa przy Ośrodku Polonii Warszawa. Turniej jest wyrazem hołdu dla dzieci, które w nim walczyły i ginęły. Miejsce wydarzenia również jest nieprzypadkowe. – Na boisku Polonii jednej nocy, 22 sierpnia 1944 r., w czasie natarcia na Dworzec Gdański zginęło 12 żołnierzy harcerskiego batalionu Zośka – mówi Jerzy Piekarzewski, honorowy prezes i legenda Polonii Warszawa, pomysłodawca Międzynarodowego Turnieju Piłkarskiego o Puchar Pamięci Małego Powstańca. – Teraz co roku zbiera się tutaj ok. 200 młodych zawodników i ponad 2 tys. gości, którzy biorą udział w turnieju i towarzyszących mu wydarzeniach. – To sztandarowa impreza Fundacji na rzecz Rozwoju i Promocji Sportu Młodzieżowego. Biorą w nim udział dzieciaki ze wszystkich krajów, które w jakikolwiek sposób były związane z powstaniem, niezależnie po której stronie ich kraj walczył – dodaje prof. Stanisław Speczik, geolog, od lat związany z fundacją organizującą turniej. W tym roku w turnieju weźmie udział 10 drużyn chłopców z rocznika 2005/2006 – pięć z Polski i pięć z zagranicy: reprezentanci Niemiec, dwie drużyny z Anglii i dwie z Ukrainy.

NAUKA
Od lotów kosmicznych do okrzemków
Amerykanka Sally Ride (1951-2012) dwukrotnie poleciała w kosmos. Przez rok z młodymi pracownikami NASA zastanawiała się nad kolejnymi posunięciami agencji. W końcowym raporcie znalazły się cztery główne zalecenia: wysłanie ludzi na Marsa, eksploracja Układu Słonecznego, stała baza na Księżycu, a także ostatni, szczególnie bliski jej sercu, organizacja Misji na Planetę Ziemia. Celem Misji na Planetę Ziemia miało być wykorzystanie technologii kosmicznej do lepszego zrozumienia naszego globu jako kompletnego systemu oraz dowiedzenia się, jak zmiany naturalne i powodowane przez człowieka wpływają na środowisko naturalne.
Ruth Patrick (1907-2013) była pierwszą naukowczynią, która pokazała, jak zmierzyć stan biologiczny wód poprzez obserwację najdrobniejszych wodnych organizmów: okrzemków, jednokomórkowych glonów fitoplanktonowych. „Okrzemki są jak mikroskopijni detektywi”, wyjaśniała. Ich ściany komórkowe składają się z krzemionki, która wchłania zanieczyszczenia środowiskowe.

Fragmenty książki Rachel Swaby „Upór i przekora. 52 kobiety, które odmieniły naukę i świat”.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Politycy specjalnej troski
Roman Kurkiewicz: Rewolucja lipcowa
Tomasz Jastrun: Maska spadła z twarzy
Anna Tatarkiewicz: Czy warto być Polakiem?
Edward Mikołajczyk: Tron dla Zenka na Malczewskiego
Agnieszka Wolny-Hamkało: Suche doki

Wydanie: 30/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy