Najpierw przyjeżdża klawiszowiec

Najpierw przyjeżdża klawiszowiec

Rozmowa z Mikiem Kaminskim

Na koncertach staramy się trzymać znanego brzmienia. Gramy przede wszystkim hity, do których słuchacze przez lata zdążyli się przywiązać

– Ma pan polskie nazwisko, ale nie mówi po polsku.
– Niestety nigdy nie miałem okazji, żeby się nauczyć. Mój tata był Polakiem, ale nigdy nie byłem w Polsce prywatnie, przyjeżdżałem jedynie na koncerty.

– No właśnie, a teraz ELO zakończyła serię koncertów w Polsce. Jakie wrażenia?
– Bardzo pozytywne. Czujemy, że wiele osób nas zna, w trakcie koncertów śpiewa piosenki razem z nami, reaguje na naszą grę. Wszyscy są nastawieni bardzo entuzjastycznie.

– Przez Electric Light Orchestra – i późniejsze wcielenia zespołu – przewinęło się wiele osób.
– Tak, to skomplikowana historia. Zespół powstał w 1970 r., po rozpadzie The Move. Ja doszedłem do ELO w 1973 r. Wkrótce nagraliśmy m.in.
cover „Roll Over Beethoven” Chucka Berry’ego i zaczynaliśmy być znani, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Wszystko szło od dobrego ku lepszemu, nasze piosenki i płyty z miejsca stawały się hitami. Graliśmy koncerty na całym świecie. A ja nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem z Anglii! Ten czas był niesamowity dla nas wszystkich. Na koncerty przychodziły tłumy. Całe lata 70. były czasem ciężkiej pracy, ale też niesamowitej satysfakcji. Problemy zaczęły się, kiedy Jeff Lynne, który był przecież naszym liderem, powiedział, że nie chce jeździć w trasy koncertowe. Wyjeżdżaliśmy jeszcze wspólnie w latach 1982 i 1986…

– Wtedy Jeff zdecydował się opuścić zespół.
– Tak, dlatego zaczęliśmy grać jako Electric Light Orchestra Part Two (część druga – red.), z perkusistą Bevem Bevanem na czele. Kiedy i on odszedł, od 2000 r. graliśmy jako The Orchestra, a teraz koncertujemy pod hasłem The Former Members of ELO and ELO II (dawni członkowie ELO i ELO II).

– Wiele osób jest zdania, że ELO bez Jeffa Lynne’a już nigdy nie było tym samym zespołem. Jego odejście było dla was trudne?
– Przez lata to rzeczywiście on nadawał zespołowi kształt. Wszelkie zmiany brzmienia, nowe pomysły wychodziły w ogromnej mierze od niego. To nie było proste, bo Jeff czasem decydował w ostatniej chwili. Ale już przed jego odejściem mieliśmy poczucie, że może dojść do takiej sytuacji. Jeff nie lubił koncertów, wolał pisać muzykę, nagrywać płyty. le się czuł, kiedy byliśmy w trasie. Po odejściu z ELO zajął się przede wszystkim produkcją, później też nagrywał własną muzykę. Jego decyzja nie była dla nas szokiem, choć oczywiście musieliśmy zacząć sobie radzić inaczej niż dotąd. I chyba się udało. Na koncertach dajemy z siebie wszystko i staramy się trzymać znanego brzmienia. Gramy przede wszystkim hity, do których słuchacze przez lata zdążyli się przywiązać. Kiedy przychodzą na koncert, wiedzą, czego można po nas oczekiwać, i to im dajemy.

– Wasze trasy koncertowe to wielki show z udziałem lokalnych orkiestr. Jak zagrać dobry koncert, gdy za każdym razem towarzyszą wam inni muzycy?
– Niezależnie od orkiestry zawsze najważniejsze jest to, abyśmy sami byli jak najlepiej przygotowani. Najpierw przyjeżdża na miejsce Louis Clark, klawiszowiec i autor orkiestracji, żeby przeprowadzić próby z orkiestrą. W każdym kraju gramy z inną orkiestrą, więc pracy jest sporo, ale zawsze mamy do czynienia z bardzo profesjonalnymi muzykami. To dotyczy też Polski – graliśmy zawsze ze świetnymi zespołami, które na dodatek bardzo szybko się uczą. Teraz była to Orkiestra Kameralna L’autunno.

– Wasze brzmienie jest dziś znane także dzięki coverom i ciągłej obecności w różnych mediach. Czuje pan, że staliście się legendą?
– Czy legendą – nie wiem, ale to bardzo odświeżające przeżycie, kiedy słyszę, jak muzycy korzystają z naszych pomysłów, kiedy proponują własne interpretacje. Lubię słuchać, jak inni dodają kawałek siebie do tego, co wyszło od nas. Dla nas jako artystów to ważne, że wciąż istniejemy w kulturze, w rozmaitej formie: także w filmach i reklamach.

– Z wykształcenia jest pan muzykiem klasycznym. Nie żałował pan nigdy decyzji o pójściu inną ścieżką?
– Nie. Przez chwilę zajmowałem się też jazzem, ale to w ELO byłem naprawdę szczęśliwy. Czy inaczej miałbym szansę zwiedzić świat, zobaczyć tyle miejsc i ludzi?

________________________________

Mik Kaminski, (właśc. Michael Kaminski, ur. w 1951 r.) – skrzypek, członek legendarnego zespołu Electric Light Orchestra. Zespół powstał jako eksperymentalna kapela rockowo-symfoniczna wykorzystująca klasyczne elementy brzmienia orkiestry i odnosił ogromne sukcesy w latach 70., bijąc rekordy sprzedaży płyt. Największe przeboje ELO to „10538 Overture”, „Can’t Get It Out of My Head”, „Evil Woman”, „Don’t Bring Me Down”, „Here Is the News”, „Eleanor Rigby”, a także ścieżka dźwiękowa do filmu „Xanadu”, przygotowana z Olivią Newton-John (1980 r.). Mik Kaminsky grał także we własnych zespołach Violinski i OrKestra.

Wydanie: 49/2009

Kategorie: Kultura
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy