Nastoletnia rewolucja

Nastoletnia rewolucja

Przez świat przetacza się fala ruchów społecznych, których liderzy nie skończyli 20 lat

Od kwietnia jednym z najczęściej wymienianych nazwisk w amerykańskich programach publicystycznych, przede wszystkim tych, które są w opozycji do administracji Donalda Trumpa, była Emma González. 19-letnia Amerykanka o kubańskich korzeniach, uczennica liceum w Parkland na Florydzie, gdzie w lutym doszło do tragicznej strzelaniny, stała się twarzą ruchu przeciwko powszechnemu dostępowi do broni palnej w USA. Pierwszy raz zaistniała na arenie politycznej zaledwie kilka dni po masakrze, przemawiając na wiecu poświęconym ofiarom jako jedna z ocalałych ze strzelaniny. Ubrana w dżinsową kurtkę z naszywkami, z włosami ściętymi krótko niczym rekrut, krzyczała z mównicy, że amerykańska młodzież ma dość bycia okłamywaną i mamioną bzdurnymi argumentami lobby sprzedawców broni.

Przemówienie, które z prędkością światła rozeszło się po mediach społecznościowych, miało jednak też inny, dużo poważniejszy wydźwięk. Oto grupa nastolatków dotknięta życiową tragedią bezceremonialnie wyzwała na pojedynek amerykańską klasę polityczną, domagając się, by ich głos był wysłuchany. Ustami Emmy González przemówiły wówczas tysiące innych osób, które kilka tygodni później, 24 marca, przeszły ulicami Waszyngtonu w „Marszu dla naszego życia”, ogromnej demonstracji przeciwko łatwemu dostępowi do broni palnej i szerokim wpływom środowiska z nią związanego wśród elit amerykańskiej polityki i biznesu.

Od tego czasu Emma González nie schodzi z pierwszych stron gazet, a jej internetowa popularność znacznie przewyższa zainteresowanie którymkolwiek z opozycyjnych polityków. Samo nazwisko licealistki z Parkland było ostatnio w Stanach wyszukiwane kilka czy kilkanaście razy częściej niż Joego Kennedy’ego III, który ma być odpowiedzią Demokratów na obóz Trumpa w najbliższych wyborach do Izby Reprezentantów.

Nie dla swatania

Emma González wraz z kilkorgiem szkolnych przyjaciół założyła na fali marcowej mobilizacji organizację mającą walczyć o bezpieczeństwo w amerykańskich szkołach. Jednak amerykańska mobilizacja nastolatków nie jest odosobniona. Kilka miesięcy temu w Indiach odbył się ponadstutysięczny marsz przeciw pracy nieletnich, którego uczestnicy chcieli wymóc na administracji rządowej zakaz zmuszania dzieci do pracy bez wynagrodzenia oraz polepszenie ich bezpieczeństwa. Dla Indii, kraju z bardzo dużym przyrostem ludności, praca nieletnich to ogromny problem społeczny, bowiem często dzieci od najmłodszych lat są zmuszane do wykonywania prostych prac, by zapewnić jakikolwiek dochód rodzinie. Dotychczas rządzący niespecjalnie tym się przejmowali, jednak po kilku przypadkach śmierci dziecięcych pracowników w okolicach popularnych wśród zachodnich turystów problem społeczny stał się jednocześnie problemem wizerunkowym.

Z kolei w sąsiednim Bangladeszu, w regionie Niphamari, jednym z biedniejszych w tym kraju, nastoletnie dziewczyny założyły ruch społeczny do walki z przymuszaniem ich do aranżowanych ślubów. I postulują stworzenie w kraju tzw. stref wolnych od swatania, w których nastolatki miałyby pewność, że nie zostaną wydane za mąż wbrew własnej woli. Inspiracją dla aktywistek z Bangladeszu był istniejący już w kilku krajach globalnego Południa ruch Girls Not Brides (ang. Dziewczęta, Nie Panny Młode), walczący z przymusowymi małżeństwami m.in. w Indiach, na Filipinach, w Malezji, w Kenii i Etiopii.

Na kontynencie afrykańskim młodzież mobilizowała się głównie przeciwko ograniczeniom w dostępie do edukacji. Marsze przeciw korupcji i niedofinansowaniu szkół, organizowane przez spontaniczne ruchy społeczne prowadzone przez nastolatków, od kilku lat regularnie odbywają się w stolicy Nigerii, Abudży.

Podobną motywację mają młodzi aktywiści w Ameryce Południowej. Najbardziej znanym przykładem jest chilijski ruch pingwinów, nazywany tak od kolorów szkolnych mundurków licealistów. Choć założony ponad dekadę temu, kiedy niemal milionowy protest przeciwko podnoszeniu cen biletów autobusowych i materiałów szkolnych w Santiago de Chile doprowadził prawie do dymisji rządu prezydent Michele Bachelet, nadal prężnie działa i ma na sztandarach zlikwidowanie nierówności między szkolnictwem prywatnym i publicznym w Chile.

Pod presją

Takich przykładów można wyliczać jeszcze wiele, coraz łatwiej znaleźć je w każdym niemal zakątku świata. Na naszych oczach przez wszystkie kontynenty przetacza się niewidziana od co najmniej pół wieku masowa mobilizacja młodych ludzi, którzy nie mieszcząc się w coraz bardziej przestarzałych ramach polityki głównego nurtu, powoli zaczynają brać sprawy w swoje ręce. Nie ma to jeszcze znamion rewolty pokoleniowej, takiej jak chociażby w 1968 r., ale zjawisko to przyjęło rozmiary tak duże, że nie sposób już go ignorować. Dlaczego jednak młodzi wyszli na ulice właśnie teraz?

Jak zwykle nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W wielu przypadkach decydującą rolę odegrały czynniki lokalne i kontekst krajowy, na podstawie którego trudno generalizować. Mimo to dostępne dane socjologiczne pokazują wyraźny trend w wartościach deklarowanych przez współczesnych nastolatków jako kluczowe dla ich życia. Według opublikowanego kilka tygodni temu raportu sporządzonego przez think-tank przy Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, dzisiejszej młodzieży, wbrew popularnej opinii, nie zależy już tylko i wyłącznie na wyrównaniu szans na rynku pracy czy sprawiedliwszej dystrybucji dóbr. Choć to właśnie brak stabilności ekonomicznej i równych szans są wskazywane przez młodych jako element, którego najbardziej brakuje w ich krajach (prawie co drugi respondent wskazał taką odpowiedź w badaniu Forum), zaraz za nim znalazła się odpowiedź niespodziewana. Aż ponad 36% badanych nastolatków uważa, że brakuje im możliwości „życia bez codziennego strachu”.

Odpowiedź ta jest oczywiście kategorią niezwykle szeroką, strach może przybierać najróżniejsze formy i dotyczyć całej gamy zjawisk społecznych. Znamienne jest jednak, że brak bezpieczeństwa w swoich krajach odczuwa aż jedna trzecia nastolatków. Tu być może należy upatrywać źródeł ostatniej mobilizacji. Zapewnienie bezpieczeństwa jest bowiem tradycyjnie domeną aparatu państwowego, nawet najbardziej oszczędnego i ograniczonego. Jeśli zatem, tak jak w Indiach czy w amerykańskim Parkland, administracja nie radzi sobie z realizacją podstawowych zadań, obywatele, nawet ci najmłodsi, decydują się brać sprawy w swoje ręce.

Chcą pomagać

Co więcej, we wspomnianym badaniu ponad jedna piąta badanych jako jeden z kluczowych czynników dla rozwoju ich społeczeństw wymieniła możliwość protestowania przeciwko rządzącym bez ryzyka represji politycznych. To również bardzo sugestywny wynik. Pokazuje bowiem, że coraz więcej młodych ludzi jest nie tylko świadomych sytuacji politycznej w ich krajach, ale i gotowych wyrazić swoje niezadowolenie z jej powodu. Młodzi cenią przede wszystkim edukację. To właśnie ta dziedzina była najczęściej wskazywana (ponad 19%) jako obszar, w którym ich kraj zyskałby najwięcej dzięki lepszej redystrybucji dóbr, inwestycjom i zastosowaniu nowych technologii. Ważne są dla nich również internet i ekonomia oparta na systemie start-upów. Dostęp do sieci jest wymieniany przez 57% respondentów jako kluczowy element umożliwiania samorozwoju.

Bardzo podobnie (53%) młodzi traktują regulacje prawne i proaktywne nastawienie rządów do małych przedsiębiorstw i nowoczesnej gospodarki, w której mogą testować swoje pomysły. Wreszcie, co być może najciekawsze, współczesne nastolatki są dalekie od egoizmu, przynajmniej w deklaracjach. Aż dla 56% z nich ważne lub bardzo ważne jest, by ich kraj angażował się w programy pomocy rozwojowej i humanitarnej dla uboższych krajów.

Trudno prorokować, czy mapa światowych ruchów społecznych zainicjowanych przez nastolatki przyniesie trwałą zmianę we współczesnej polityce albo w systemie ekonomicznym. Historia, nawet ta najnowsza, pokazuje, że nie należy zbyt wcześnie ogłaszać sukcesu. Ruch Occupy Wall Street czy pokrewny europejski Ruch Oburzonych, protestujący przeciwko nierównościom finansowym i domagający się niemal bezpośredniej demokracji na każdym szczeblu, kilka lat temu elektryzował ekspertów i dziennikarzy. Aktywistom wieszczono rewolucyjną przyszłość, jednak twarda rzeczywistość walki politycznej sprawiła, że dziś po dawnej energii i mobilizacji nie ma prawie śladu. Czas pokaże, czy działania Emmy González i jej licealnych kolegów zostawią po sobie coś trwalszego.

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy