Nie dostaną ani guzika

Nie dostaną ani guzika

Obywatele USA nie mają prawa do zwrotu utraconych w Polsce majątków

W marcu tego roku na spotkaniu z organizacjami żydowskimi w USA premier Donald Tusk obiecał – co zostało nagłośnione przez amerykańskie i polskie media – że jesienią do Sejmu trafi projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Trafi, mówił premier, w takim terminie, by parlament mógł jeszcze w tym roku podjąć decyzję i ostatecznie rozwiązać ciągnącą się od kilkunastu lat kwestię zwrotu majątków odebranych przez PRL.
Premier zapewnił publicznie, że projekt ustawy zostanie przyjęty przez rząd we wrześniu, a w październiku zajmie się nim Sejm. „Minął sierpień, minął wrzesień, już październik i ta jesień”, śpiewają Starsi Panowie, a projektu ustawy ani widu, ani słychu.

Obiecanki pana premiera

Jesień kończy się 21 grudnia, teoretycznie więc rząd ma trochę czasu, a jak Sejm i Senat się sprężą, to mogą zdążyć z uchwaleniem ustawy w tym roku (choć nie wiadomo, czy prezydent jej nie zawetuje). Praktycznie zaś to projekt ustawy reprywatyzacyjnej wciąż nie jest gotowy i wiadomo, że na najbliższym posiedzeniu, 2 grudnia, Rada Ministrów nie będzie się nim zajmować.
Wygląda więc na to, że organizacje żydowskie, od kilku lat wytykające Polsce brak ustawy reprywatyzacyjnej, będą miały powód, by krytykować rząd za niedotrzymanie obietnicy, w czym pomogą im nasze organizacje skupiające byłych właścicieli (w ubiegłym roku szefowie Kongresu Żydów i Unii Właścicieli Nieruchomości zorganizowali razem konferencję, domagając się zwrotu majątków).
W rzeczywistości reprywatyzacja w Polsce trwa od lat, a majątki są zwracane na drodze sądowej lub administracyjnej. To dobry i sprawiedliwy sposób, bo uwzględnia indywidualne strony każdego przypadku odebranego mienia, pozwala obiektywnie ocenić straty byłych właścicieli i nakłady ze strony państwa. W Warszawie dawni właściciele i ich spadkobiercy odzyskali prawie 3 tys. nieruchomości, w całej Polsce kilkanaście tysięcy, odszkodowania otrzymało ok. 2 tys. osób. Ten proces narasta, toczy się dziś kilkanaście tysięcy reprywatyzacyjnych postępowań sądowych i administracyjnych.
Byli właściciele krytykują wszakże taką formułę reprywatyzacji, domagając się ustawy, która zagwarantuje powszechny zwrot mienia lub odszkodowania bez trwających ich zdaniem zbyt długo oraz nadmiernie dokładnych formalności.

Zwracanie zakazane

Trzeba jednak podkreślić, że ustawa reprywatyzacyjna, której uchwalenia tak zdecydowanie domagają się środowiska byłych właścicieli w USA (do jej przyjęcia wezwała Polskę także rezolucja Izby Reprezentantów), nie obejmie obywateli Stanów Zjednoczonych. I trudno nawet sobie wyobrazić, jak gwałtowna będzie reakcja środowisk amerykańskich, zwłaszcza żydowskich, żądających ustawy reprywatyzacyjnej, gdy uświadomią sobie, że przepisy nie pozwolą im na odzyskanie utraconych majątków ani otrzymanie jakiegokolwiek odszkodowania…
Rzecz w tym, że 16 lipca 1960 r. PRL zawarła z USA układ dotyczący roszczeń obywateli USA. Na mocy układu rząd polski wypłacił rządowi amerykańskiemu odszkodowanie (40 mln dol.) za mienie amerykańskie przejęte przez nasz kraj. Rząd amerykański zrezygnował zaś z popierania roszczeń obywateli amerykańskich wobec Polski i wziął na siebie wypłacenie im odszkodowań. Zaspokajanie przez Polskę jakichkolwiek żądań amerykańskich dotyczących utraconych majątków jest więc nielegalne.
Podobne układy indemnizacyjne (odszkodowawcze) na łączną sumę ponad 210 mln dol. Polska podpisała w latach 1948-1971 także z Danią, Francją, Szwajcarią, Liechtensteinem, Szwecją, Wielką Brytanią, Norwegią, Belgią, Luksemburgiem, Grecją, Austrią, Holandią i Kanadą. W minionych latach te traktaty były utajnione, komunistyczne władze w Polsce wolały nie ujawniać, że przekazują „twardą walutę” na rzecz „wrogów klasowych”.

Twarde prawo, ale prawo

„Przegląd” zdobył jednak tekst układu między Polską a USA. Oto jego najważniejsze zapisy:
Art. I mówi wyraźnie, iż kwota 40 mln dol. przeznaczona jest „na całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zarówno osób fizycznych, jak prawnych, do Rządu Polskiego z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów (…), które miało miejsce w dniu lub przed dniem wejścia w życie niniejszego Układu” (czyli 16.07.1960).
Art. III stwierdza, że „suma zapłacona Rządowi Stanów Zjednoczonych zostanie rozdzielona w sposób i zgodnie z metodą podziału, zastosowanymi wedle uznania Rządu Stanów Zjednoczonych”.
Art. IV odsyła wszelkie żądania odszkodowawcze obywateli amerykańskich do rządu USA, stwierdzając: „Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał Rządowi Polskiemu ani nie będzie popierał roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych do Rządu Polskiego. W przypadku gdyby takie roszczenia zostały bezpośrednio przedłożone przez obywateli Stanów Zjednoczonych Rządowi Polskiemu, Rząd Polski przekaże je Rządowi Stanów Zjednoczonych”.
Warto zauważyć, że polscy negocjatorzy przewidzieli sytuację, gdy ktoś zrzeka się obywatelstwa amerykańskiego i przyjmuje np. obywatelstwo Izraela (ten kraj nie ma z Polską umowy odszkodowawczej), by tą drogą domagać się zwrotu mienia. Art. V mówi: „W celu zabezpieczenia Rządu Polskiego przed możliwym dochodzeniem za pośrednictwem krajów trzecich lub w inny sposób, roszczeń uregulowanych niniejszym Układem, Rząd Stanów Zjednoczonych dostarczy Rządowi Polskiemu kopii takich formalnych oświadczeń odnośnie roszczeń, jakie zostaną przedstawione przez wnoszących roszczenia oraz kopii decyzji dotyczących ważności i wysokości roszczeń”.

Ponad 10 tys. odszkodowań

Traktat wciąż obowiązuje, nie wypowiedziała go żadna ze stron. Rząd polski skrupulatnie wypełnił jego postanowienia, przekazując rządowi amerykańskiemu 40 mln dol. w 20 ratach – ostatnią w 1981 r. – które ten rozdzielił pomiędzy swych obywateli: byłych właścicieli pochodzących z Polski. Dolar przez lata tracił na wartości, dziś jest to kwota odpowiadająca prawie 200 mln dol. W sumie napłynęło 10.037 wniosków o wypłatę odszkodowania za przejęte przez Polskę mienie. Rząd USA nie popierał do tej pory żadnych roszczeń swych obywateli i brał ich realizację na siebie. (Izba Reprezentantów to nie rząd, może uchwalać rezolucje, jakie chce, ale nie mają one mocy wiążącej). Należy mieć nadzieję, że tak będzie i w przyszłości.
Nie ulega wątpliwości, że amerykańskie środowiska byłych właścicieli, w tym Żydów pochodzących z Polski, którzy utracili swoje majątki, składają się z obywateli USA. To zaś oznacza, że naszemu krajowi, w majestacie prawa, nie wolno im oddać ani guzika. Inaczej byłoby to złamaniem przepisów nie tylko polskich, ale i amerykańskich. Cóż, dura lex sed lex.
Identyczne, jedyne możliwe stanowisko, zajmuje nasz rząd pracujący nad projektem ustawy reprywatyzacyjnej. Założenia projektu opracowane przez Ministerstwo Skarbu mówią wyraźnie: „Z zakresu podmiotowego ustawy reprywatyzacyjnej będą wyłączone osoby objęte uprawnieniami odszkodowawczymi wynikającymi z umów międzynarodowych zawartych w latach 1948-1971”.
Jan Borkowski, sekretarz stanu w MSZ, stwierdza zaś: – Rząd polski przekazał określoną kwotę pieniężną na zaspokojenie roszczeń rządom państw obcych, które przejęły na siebie całkowitą odpowiedzialność za wypłatę odszkodowań dla swoich obywateli i osób prawnych. Umowy te miały dla strony polskiej skutek zwalniający co do zaspokojenia roszczeń podmiotów uprawnionych. Skutek ten został osiągnięty bez względu na fakt, czy osoby uprawnione wystąpiły ze stosownym roszczeniem, czy też nie. Zarzuty co do niewypłacenia odszkodowania nie mogą być kierowane przeciwko stronie polskiej, ponieważ to rządy obcych państw przejęły na siebie w całości rozdział kwot odszkodowawczych.

Bezprawne zwracanie majątków

Tak więc byli właściciele w Stanach Zjednoczonych nie mogą nic dostać. Na zdrowy rozum, zamiast domagać się ustawy o reprywatyzacji, powinni raczej żądać wstrzymania wszelkich prac nad nią…
Obiecując w USA przyjęcie ustawy reprywatyzacyjnej, premier Tusk nie wspomniał, że obywatele amerykańscy będą z niej wyłączeni. Najprawdopodobniej po prostu o tym nie wiedział. Wiceminister Borkowski wyjaśnił jednak, iż strona polska w rozmowach w USA nie nawiązywała do umowy indemnizacyjnej z 1960 r., uznając, że aktywność Kongresu w kwestiach dotyczących restytucji mienia w Polsce ma charakter polityczny i przedwyborczy, związany z próbą pozyskania wyborców pochodzenia żydowskiego. Poza tym zaś, dodał wiceminister Borkowski, rezolucje Kongresu nie mają charakteru prawnie wiążącego.
Prawdziwy powód pomijania tej kwestii, wyłączając niewiedzę premiera, jest jednak zapewne inny. Oto gdyby Donald Tusk podczas spotkania ze środowiskiem Żydów amerykańskich ujawnił, że przygotowywana ustawa reprywatyzacyjna, której tak się oni domagają, nie pozwoli zwrócić im nawet centa, wywołałoby to szok i, mówiąc delikatnie, ogromne niezadowolenie jego rozmówców.
Pozostaje pytanie, dlaczego polscy urzędnicy nie zwracali dotychczas należytej uwagi na postanowienia układu polsko-amerykańskiego i układów z innymi państwami, oddając majątki także byłym właścicielom oraz ich spadkobiercom mającym obywatelstwo zagraniczne. Trzeba ustalić skalę tego procederu, a sprawców podejmowania bezprawnych decyzji reprywatyzacyjnych postawić przed sądem za działania na szkodę Polski. Ale to już inna historia.

 

Wydanie: 49/2008

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy