Nie lubię piątku

Nie lubię piątku

Włosi i Niemcy nienawidzą pracować na początku tygodnia, Polacy nie cierpią jego końcówki

Zwyczaje urzędników panujące w polskich biurach znacząco odbiegają od innych krajów Unii Europejskiej. Badania angielskiego instytutu ICM Research, które przeprowadzono na ok. 300 urzędnikach każdego kraju UE, pokazują, że w Polsce zdecydowanie najgorszym dniem jest piątek. Włosi i Niemcy dla odmiany nienawidzą poniedziałków, Polacy natomiast pierwszy dzień tygodnia są jeszcze w stanie ścierpieć, jednak w piątki zdecydowanie tracą zainteresowanie pracą. W szczególnie skrajnych przypadkach ten piątkowy uwiąd przeciąga się nawet na końcówkę czwartku. To dlatego w niektórych polskich biurach czwartek jest nazywany małym piątkiem, bo już wtedy zaczynają się korytarzowe rozmowy na temat zbliżającego się weekendu.

Kocham szefa

Czy to znaczy, że tylko w Polsce ludzie pracujący w biurach obijają się i pozorują pracę? Nie. Badania ankietowe pokazały, że wszyscy Europejczycy mają okresy lepsze i słabsze, pełną parą pracują tylko przez 75% dnia, czyli przez jedną czwartą czasu przeznaczonego na zajęcia biurowe są nieproduktywni. Badania pokazały, że nawet nagrody finansowe i premie, choć podnoszą nieco wydajność pracy, nie są w stanie tak zmotywować urzędników do wzmożonego wysiłku, jak zwykłe dobre słowo, poczucie, że ktoś docenia tę niewdzięczną pracę za biurkiem. Pochwała i zainteresowanie szefa działa dużo lepiej niż pieniądze.
Ten wniosek z badań już został przyjęty przez zarządy polskich firm, które miały dostęp do wyników ankiety ICM Research. – Okazuje się – mówi Wojciech Gierasimowicz, menedżer w firmie Canon CEE – że przeznaczanie coraz wyższych kwot na wynagrodzenie nie jest wcale najlepszym sposobem zachęty do wydajnej pracy, takim jak okazywanie uznania.
Inną wskazówką, jak poprawić wydajność, jest wprowadzenie bardziej elastycznego tygodnia roboczego. Wielu pracowników podsunęło badającym różne alternatywne rozwiązania, np. chcieliby krócej pracować w ciągu dnia w biurze, a część obowiązków biurowych przenieść do domu.

Słaba końcówka

Polacy, jak wynika z badań, są najmniej produktywni w końcówce każdego tygodnia, ale także w końcówce każdego dnia. 88% zapytanych twierdziło, że pod koniec ośmiogodzinnego dnia pracy jest już przemęczona i przepracowana. Co gorsza, najniżej ze wszystkich krajów oceniamy też swoją wydajność wczesnym rankiem. Natomiast Anglicy, którzy pracują tradycyjnie z przerwą na obiad, największe rozprężenie notują w porze lunchu. Jednak nikt Polakom nie odbierze pierwszego miejsca w ocenie swej pracy w piątki. Urzędnicy znad Wisły najsilniej spośród innych europejskich kolegów eksponują swoją niewydolność w tym dniu, a przecież najstarsi z zatrudnionych pamiętają jeszcze, że kiedyś pracowało się także w soboty. Wygląda więc na to, że Polacy najsilniej przyswoili sobie proces sukcesywnego skracania tygodnia pracy i wciąż jeszcze mają nadzieję na kontynuację. W żadnym innym kraju urzędnicy tak mocno nie akcentują też niechęci do pracy w okresie tradycyjnych wakacji, czyli w lipcu.

Donos na szefostwo

Nasi urzędnicy nie tylko oceniali własną wydajność, ale również wystawiali cenzurki pracownikom wyższego szczebla. Pytanie brzmiało: Kto jest najbardziej wydajnym pracownikiem w twojej firmie (nie możesz wskazać siebie)? W ankiecie pytano o różne funkcje w nomenklaturze międzynarodowej odnoszące się do sprywatyzowanych przedsiębiorstw, jaka obowiązuje też w polskich firmach z kapitałem zagranicznym. Urzędnikom pozwolono więc ocenić, jak wydajny jest ich zdaniem prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor z rady nadzorczej, dyrektor spoza rady nadzorczej, menedżer wyższego, średniego i niższego szczebla, a także executive i asystent. Z ankiety wynika, że najbardziej nabożny stosunek do prezesa i dyrektora zarządzającego jest w Rumunii, która od niedawna podąża drogami Unii Europejskiej. Urzędnicy tego kraju są przekonani o wysokiej wydajności i omnipotencji swych szefów. W tzw. starych krajach Unii oraz Czechach opinia o wydajności prezesa jest bliska zeru, waha się od 2 do 3%. Pod tym względem Polska jest już bliższa Wielkiej Brytanii czy Francji niż Rumunii, bo wydajność prezesa wysoko oceniło 9% badanych. Nieco mniej miało dobre mniemanie o dyrektorze zarządzającym, w czym różnimy od urzędników starej Unii, którzy dyrektora zarządzającego lepiej oceniają niż “szefa szefów”. Urzędnicy polscy i zagraniczni (z wyjątkiem Rumunii) najwyżej oceniają jednak wydajność pracowników niebędących niczyimi szefami, a więc asystentów i executive.

Kubek Polaka

Badanie pracowników biurowych obejmowało jeszcze formy spędzania krótkich przerw w pracy i zwyczaje sprzyjające zwiększeniu produktywności. Urzędnicy podawali tutaj różne techniki przywracania sprawności. Np. najsilniej przekonani o dobroczynnym działaniu pogawędek z kolegami są Duńczycy. Polacy szczególnie podnoszą zalety kubka ciepłego napoju w trakcie przerwy. Do biurowych plotek przyznają się niechętnie, natomiast zupełnie odrzucają możliwość wykonywania jakichś ćwiczeń fizycznych, gimnastyki, biegania. Polski urzędnik jest najwyraźniej stworzeniem siedzącym.
Może to wygląda zaskakująco i niewiarygodnie, ale badania ICM Research wykazały jeszcze jedną odrębność polskich urzędników. Na tle kolegów z Europy zajmujemy pierwsze miejsce w umiejętności obsługi nowoczesnego sprzętu biurowego, np. kopiarek, drukarek itp. Może to jeszcze pozostałość po czasach “Solidarności”, kiedy nielegalne drukowanie ulotek na sprzęcie biurowym uchodziło za czynność szczególnie godną i szlachetną. Bardziej prawdopodobne jest jednak inne wytłumaczenie. W polskich biurach jest mało supernowoczesnego sprzętu, a obsługi starego, wysłużonego wszyscy już się dobrze nauczyli.

 

Wydanie: 44/2008

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy