Nie wykorzystywać sześciolatków

Nie wykorzystywać sześciolatków

Dałem się nabrać jak dziecko. I tylko skromniutką pociechą jest to, że nabrano mnie właśnie w sprawie dzieci. I że zrobili to młodzi rodzice sześciorga dzieci, państwo Elbanowscy. Myślałem sobie – naiwnie, jak się rychło okazało – że przecież nikomu nie może bardziej zależeć na sensownej edukacji własnych dzieci niż ludziom z ich pokolenia. Bo to oni mają przecież ten problem na głowie. Raport, który Tomasz Elbanowski przedstawił w Sejmie, to dzieło z tak wieloma przykładami nieprzygotowania polskiej szkoły na przyjęcie sześciolatków, że robi duże wrażenie. Informacje w nim przedstawione były ponure, a wnioski przygnębiające. Zobaczyliśmy obraz szkół, które trzeba omijać szerokim łukiem, a nie wysyłać tam małe dzieci. Milion podpisów zebranych za referendum mocno uwiarygodniał te oceny. Widmo klęski zajrzało w oczy urzędnikom oświatowym. Rządzącą koalicję zaczęto przepytywać o przyspieszone wybory. A tego każda władza tak bardzo nie znosi, że jest w stanie podjąć nawet takie działania, o które wcześniej nie można było się doprosić. Historia wydarzeń wokół tego referendum, którego jednak nie będzie, jest zapisana wieloma kolorami. Elbanowscy wybrali z niej wyłącznie czerń. Można by machnąć na to ręką, bo pesymiści i krytycy też jakoś wpływają na rozwój świata, gdyby nie kardynalne błędy, od których w raporcie wręcz się roi.
Gdy chodzący twardo po ziemi posłowie PSL, chcąc ratować koalicję, postanowili sprawdzić, jak to jest ze szkołami w ich okręgach wyborczych, zobaczyli, że są w materiałach Elbanowskich opisy, które z realiami nie mają nic wspólnego. Wpadki oczywiście mogą się zdarzyć każdemu. Nawet Elbanowskim, którzy chłostali system oświatowy bezlitośnie. Wpadki tak, ale nie kłamstwa. I nie brednie. Bo za każdym kłamliwym opisem stoi ludzka krzywda. To nic innego jak manipulacja. A ten opis błędów i wypaczeń w szkołach w oczywisty sposób wpływał na nasze zachowania. I na atmosferę społeczną.
Autorzy raportu zapomnieli, że manipulowanie opinią publiczną poprzez podawanie niesprawdzonych informacji może podważyć sens całego ich ruchu. A tak przy okazji kłamstw za pokrzywdzonymi fałszywymi opisami pochowali się ci, którzy faktycznie nagrzeszyli. I ci, którzy z wielu względów nigdy nie powinni być nauczycielami. A także pasożytnicza grupa urzędników. I roszczeniowcy ze związków, którzy niejednego już ministra potrafili wykolegować. Ramię w ramię z tymi grupami pomaszerowali politycy. I to był koniec merytorycznej dyskusji. Ofiara niemiłosiernie rozbuchanych, a niczym nieuzasadnionych ambicji, Beata Kempa z grupy Ziobry, zapytała, dlaczego państwo traktuje dzieci w sposób okrutny. Najlepiej mógłby na to pytanie odpowiedzieć tenże Ziobro. Bo to za jego rządów lista dorosłych potraktowanych niezwykle okrutnie była bardzo długa. Bezprawne zatrzymania, areszty wydobywcze i fałszywe zarzuty to był przecież znak firmowy ich ekipy. Posłanka o tylu talentach chyba wie, jak cierpiały wówczas dzieci i wnuki poddanych takim praktykom.
Tamte rachunki krzywd nie zostały jeszcze wyrównane. Przeprosin też nikt się nie doczekał. Najlepiej więc będzie, jeśli ludzie z tamtych czasów przynajmniej dzieci zostawią w spokoju.

Wydanie: 46/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy