Niedotykalna milionerka

Niedotykalna milionerka

Biznesmeni z niskich kast pojawiają się na okładkach indyjskich gazet. Niektórzy pamiętają, jak jedli szczury i po kilka kilometrów chodzili do szkoły

Dźai Bhim! Niech żyje Bhima!

Jadę już kilkanaście minut, a początku kolejki nie widać. Wysiadam tam, gdzie zdyscyplinowany łańcuszek zamienia się w rzekę ludzi tamującą ruch kołowy. Wdrapuję się na murek: przede mną morze głów. Niektórzy podnoszą rękę w geście nie wiem, czy bardziej radosnym, czy bardziej wojowniczym: „Dźai Bhim!”.

– Damy radę – twierdzi chłopak w słonecznych okularach i bluzie z kapturem, który pomaga mi torować drogę w tłumie przeciskającym się przez bramę. (…) – Mów mi Packy – przedstawia się już po drugiej stronie.

Gazety podały, że pod kompleks Ćaitja Bhumi w Mumbaju ściągnęło w tym roku ok. 2 mln osób. Postawiono 120 toalet, 80 punktów z żywnością, 350 punktów z wodą, 10 cystern, imprezy pilnowało kilkuset policjantów w mundurach i w cywilu, zabarykadowano też na wszelki wypadek cały park, a z góry obserwował wszystkich dron.

Za bramą w prażącym słońcu trwa wielki piknik. (…)

– Mam dostęp do wszystkich wychodzących SMS-ów – oznajmia Packy, który (…) pracuje w centrum obsługi Airtela, indyjskiego operatora komórkowego, choć jego marzeniem jest własny zespół raperski. – Ale nie mam dostępu do SMS-ów przychodzących – dodaje.
– A, to faktycznie szkoda – przyznaję. – Jesteś buddystą?
– Wszyscy jesteśmy buddystami z niskich kast – mówi z dumą za siebie, kolegów i tłum za plecami. Na to hasło kilku chłopaków wypina pierś udekorowaną kotylionami z podobizną pana w okrągłych okularach. Bhimrao Ramdźi Ambedkar, pan w okrągłych okularach, to pierwszy wykształcony parias Indii, naczelny architekt indyjskiej konstytucji i guru niedotykalnych lub – jak sami siebie wolą nazywać – dalitów. Dla zebranych w parku Śiwadźi jest równie ważny jak Mahatma Gandhi, a może nawet ważniejszy niż on, bo oprócz wolności od Brytyjczyków chciał im także sprezentować wolność od przynależności kastowej. Dlatego każdego grudnia w rocznicę jego śmierci wielotysięczny tłum ludzi z kastowych nizin pielgrzymuje pod jego mauzoleum (…).

Ambedkar i Gandhi nie żyli w przyjaźni. (…) Gandhi uważał kastowość za rzecz konieczną i naturalną, a wymuszanie zmian tego z gruntu harmonijnego porządku mogłoby jedynie doprowadzić do społecznego rozkładu (…).
Ambedkar uważał sielską, anielską, niewidzialną rodzinę Gandhiego za perfidną i toksyczną. Nie ma chyba na świecie drugiego takiego społeczeństwa, z tak zacementowaną strukturą nierówności, oburzał się na próżno.

Niewzruszalność tego systemu miała według niego polegać na tym, że choć wszyscy wespół w zespół życzą upadku tym na górze, to nigdy nie wez­mą ich na widły. Osiągnięto to w następujący sposób: najpierw wszystkich dzieli się na cztery klasy, czyli warny, które mają niejednakowe obowiązki i przywileje. Wyższa warna może i chciałaby pozbyć się najwyższej, ale nie życzy sobie związków z niską i najniższą. Niska może i po cichu marzy, żeby obalić wysoką, ale nie pozwoli, żeby najniższa dorównała jej statusem. Żeby sprawy skomplikować, każda warna dzieli się na tysiące dźati, czyli kast, które też nie lubią wchodzić sobie w paradę. Żadna grupa nie jest zupełnie pozbawiona przywilejów i nawet ci blisko dna mają swoje małe przywileje i swoich pariasów do sprzątania, każdy więc pilnuje własnego nosa. Najgorzej, rzecz jasna, wychodzą na tym ci na samym dole piramidy, dalici.

(…) Rozgoryczony polityką Ambedkar przyjął buddyzm jako jedyną możliwą ucieczkę od kastowej opresji, a za jego przykładem poszły wtedy i potem tysiące niedotykalnych. Masowe konwersje niskich kast zaniepokoiły władze do tego stopnia, że w niektórych stanach zakazano takich ceremonii.

Tłum zepchnął nas w kierunku morza, skąd unosi się gęsty dym kadzideł. Na szczycie skarpy usłanej kwiatami palą się setki świeczek, a z jej brzegu skaczą na główkę do wody rozochoceni pielgrzymi.
– Ci wszyscy ludzie tutaj to buddyści? – pytam Packy’ego. Nie wydają się mieć ze sobą wiele wspólnego.
Packy objaśnia:
– To buddyści Mahari, niedotykalni z Maharasztry, którzy przeszli na buddyzm – pokazuje na milczących mnichów siedzących na chodniku. – A to zwolennicy Wira Sawarkara, bojownika o wolność od Brytyjczyków, który chciał znieść podział kastowy – mówi o innej grupie pielgrzymów. – Znasz doktora Ambedkara? – pyta, jakby chodziło o doktora House’a, kultowego bohatera medycznego serialu. Doktor Ambedkar jest tutaj wiecznie żywy.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy