Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się…

PRAWO I OBYCZAJE 

Prasa polska nigdy nie korzystała z tak wielkiej, wprost nieograniczonej swobody głoszenia poglądów i przekazywania wszelkich, nawet nie sprawdzonych informacji. Dziennikarze mówią pysznie o sobie, że są czwartą władzą (obok władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej). Można nawet odnieść wrażenie, że uważają się już za “superwładzę”, decydującą o losach polityków, sędziów, prokuratorów, wysokich urzędników itd.
Rola prasy w społeczeństwie demokratycznym często nie była doceniana. Np. H. Sienkiewicz, ustami swego bohatera z powieści “Bez dogmatu”, pisał: “Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyj, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzec. Dzięki gazetom zanikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia […]”.
Bardzo krytycznie pisał o dziennikarzach naszych czasów uczony dominikanin, ojciec J.M. Bocheński. W książce pt. “Sto zabobonów” (Paryż 1987) zarzucił żurnalistom, że w ciągu ostatniego wieku przywłaszczyli sobie funkcję nauczycieli, kaznodziei i moralistów, zamiast wypełniać rzetelnie rolę specjalistów w zbieraniu, przedstawianiu i podawaniu innym informacji. Wiara, że dziennikarz ma prawo być czymś więcej niż sprawozdawcą i że należy mu wierzyć, gdy nas poucza, uznana została przez autora za jeden “z typowych zabobonów współczesnych”. Można sobie wyobrazić, co by powiedział ów wybitny myśliciel z Fryburga o dzisiejszych dziennikarzach, zajmujących się na własną rękę, po partyzancku, wykrywaniem przestępstw, do czego powołany jest fachowy aparat prokuratorski!
Krytyczne uwagi pod adresem dziennikarzy warte są zastanowienia, ale trudno jest zgodzić się z przesadnie negatywnymi ocenami stylu pracy tej profesji. Nie ulega wątpliwości, że wolna prasa w demokratycznym państwie prawnym stanowi gwarancję prawa obywateli do informacji. Pod jednym wszelako warunkiem – że jest to informacja obiektywna, rzetelna, oparta na sprawdzonych faktach. Niestety, coraz częściej pojawiają się w prasie przedwczesne wiadomości o rzekomych nadużyciach i przypadkach korupcji, które nie zostały potwierdzone przez organy ścigania i są objęte tajemnicą toczącego się dopiero śledztwa.
Niektórzy dziennikarze posuwają się nawet do ujawniania informacji o rzekomych szczegółach prowadzonych postępowań (karnych, dyscyplinarnych) i podjętych w tych postępowaniach decyzjach, mimo że ich treść jest według wyraźnych zastrzeżeń rzeczników prasowych sądów, prokuratur i policji – ściśle tajna. Celuje w tym zwłaszcza “Gazeta Wyborcza”. Nie mogąc uzyskać w urzędowym trybie właściwej informacji, dziennikarze powołują się na jakichś bliżej nieokreślonych “informatorów”, których wiarygodność jest nie do sprawdzenia. Zasada tajności legalnych procedur jest po prostu omijana w gazetach, które bez żenady piszą: “Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie”. W ten sposób prasa żądna sensacji urabia opinię publiczną na swą modłę, nie dbając o prawdziwość owych “nieoficjalnych” informacji. Ważne jest, by news ludzi bulwersował. Czytelnicy wierzą oczywiście gazetom, bowiem słowo drukowane jest potęgą i ekscytuje opinię publiczną, zwłaszcza wtedy, gdy prasa miesza kogoś z błotem, zarzuca osobom na wysokich stanowiskach (np. sędziom) korupcję, podważa uznane autorytety itd.
Nieodpowiedzialnym enuncjacjom prasowym towarzyszy dobieranie tendencyjnych, czasem wręcz brukowych nagłówków do tekstów przypisujących konkretnym ludziom nie udowodnione przestępstwa. Np. dziennikarz “Gazety Wyborczej”, uprzedzając wynik postępowania dyscyplinarnego przeciw pewnemu sędziemu, już samym tytułem artykułu sugeruje, że sędzia ten trafi jeszcze przed zakończeniem postępowania “za kraty” (“Sędzia do aresztu!”, “GW” z 14.03.br.).
Inny znów luminarz polskiej żurnalistyki opublikował (również w “Gazecie Wyborczej”) artykuł pt. “Korupcja w wymiarze sprawiedliwości”, a na dowód owej “korupcji” podał przykład sędziego, który nie dał się przekupić! Rzeczywistość rozminęła się w tym tekście z nieodpowiedzialną propagandą, wmawiającą ludziom, że wymiar sprawiedliwości jest totalnie skorumpowany. Zamiast rzeczowej informacji, dementującej plotki o upadku stanu sędziowskiego, gazeta zafundowała czytelnikom czystą groteskę! Uczciwy sędzia trafił do prasy odsądzającej trzecią władzę od wszelkiej czci i wiary.
Najdalej w podważeniu autorytetu sądów posunął się publicysta tygodnika “Wprost”, J.S. Mac, który przypuścił frontalny atak na cały obecny system sądownictwa (“Sąd nad sędziami”, nr 10 z 11.03.br.). Kamieniem węgielnym demokratycznego wymiaru sprawiedliwości i ostoją państwa prawnego są gwarancje niezależności sądów od władzy wykonawczej i niezawisłości sędziów w orzekaniu, a także samorządność sędziowska, chroniąca stan sędziowski przed ingerencją administracji w sprawy wykonywania zawodu. Dziennikarz ten nie pojął najwidoczniej istoty demokratycznych przemian w Polsce po 1989 r., zakwestionował bowiem fundamentalne zasady niezawisłego wymiaru sprawiedliwości, w szczególności zasadę nieusuwalności sędziów (obowiązującą z wyjątkami określonymi w ustawie). Przy Okrągłym Stole ta właśnie zasada była czołowym postulatem reformy prawa i sądów. Czym grozi powrót do “ręcznego sterowania” wymiarem sprawiedliwości, nie zrozumiał też poseł S. Iwanicki (szef sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka), który opowiedział się za utworzeniem w sądach wydziałów spraw wewnętrznych podległych ministrowi sprawiedliwości.
Statystyki orzecznictwa dyscyplinarnego nie potwierdzają tezy o niebywałym jakoby szerzeniu się zjawiska korupcji w wymiarze sprawiedliwości. Nieobiektywny dziennikarz fakty te tłumaczy oczywiście na niekorzyść sędziów: sądy dyscyplinarne to “towarzystwo wzajemnej pobłażliwości” (J.S. Mac w cyt. wyżej artykule). Na jakich jednak dowodach opiera swe twierdzenie, że sądownictwo znajduje się w stanie moralnej zapaści, nie podaje.
Czas najwyższy, by prasa przestała wreszcie wyręczać właściwe organy w ich profesjonalnej działalności śledczej i orzeczniczej. W dobrze zorganizowanym państwie funkcje publiczne są ściśle rozgraniczone i mogą być wykonywane tylko przez instytucje prawnie upoważnione. Warto nadmienić, że już starożytni Grecy powiadali, że wtedy będzie wszystkim źle, gdy wszyscy będą zajmowali się wszystkim (Stobajos 4 I, 141, w: Antologia anegdoty antycznej, Ossolineum 1970).

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy