Niepodległość z Daszyńskim

Niepodległość z Daszyńskim

Młoda krakowska lewica przypomniała rząd lubelski utworzony 7 listopada 1918 r.

Trzy bardzo głośne marsze przeszły 11 listopada przez Kraków. Najpierw ten oficjalny, z żołnierzami, strażakami i ułanami na koniach, na który pod Barbakanem zaczaili się zwolennicy PiS, aby pod adresem wojewody Jerzego Millera wykrzykiwać: „Miller oszust, Miller zdrajca”, „Gdzie jest wrak?”, „Precz z komuną”, a pod adresem rządzących: „PO to samo zło”, „Żeby Polska w siłę rosła, trzeba wodza, a nie osła”, „Pan prokurator ma rację, mamy w Polsce demokrację”. Po południu Kraków przeszedł we władanie PiS, wzmocnionego przez 500 Węgrów przybyłych w podzięce za wsparcie Viktora Orbána. Były więc transparenty: „Rodacy! Ojczyzna gore. Przestańcie gnić w milczeniu. Tylko ogólnonarodowy zryw oczyści Polskę z PRL-owskich oszustów, złodziei i grabarzy Polski. Abdykujcie, najemne kanalie, medialni zdrajcy Polski”, „Kaczyński + Orbán = silna Europa”, „Kaczyński – nasz prezydent”. A wieczorem przeszedł przez miasto Marsz Wolnej Polski. Ponad 700 członków Narodowego Odrodzenia Polski skandowało: „Nacjonalizm to wolność”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Polska to my, a nie Donek i jego psy”, by na koniec podeptać i spalić flagę Unii Europejskiej.
Odbyła się też czwarta manifestacja, najpoważniejsza, najspokojniejsza, pełna refleksji nad 95-leciem odzyskania niepodległości. Wieczorem 7 listopada, na al. Ignacego Daszyńskiego, pod monumentalnym pomnikiem Czynu Zbrojnego Proletariatu Krakowa prawie sto osób wysłuchało koncertu Krakowskiego Chóru Rewolucyjnego i wspólnie z nim śpiewało: „Śmiało podnieśmy sztandar nasz w górę” z „Warszawianki 1905 r.”, „Krew naszą długo leją katy” z „Czerwonego sztandaru” i „O cześć wam, panowie, magnaci” z „Gdy naród do boju”. Przechodnie zatrzymywali się i słuchali, policjanci ochraniający manifestację byli w szoku – żadnych protestów, gwizdów ani incydentów.
Zgromadzenie w 95. rocznicę powołania Tymczasowego Rządu Ludowego Ignacego Daszyńskiego zorganizowali młodzi lewicowcy skupieni wokół Krakowskiego Chóru Rewolucyjnego, którzy postanowili nie brać udziału w żadnym marszu i nie włączać się w rywalizację o to, kto ma prawo świętować rocznicę odzyskania niepodległości. Wyszli z założenia, że w kraju mamy ważniejsze problemy do rozwiązania. Powołali Komitet 7 Listopada, w skład którego weszli ludzie z Polskiej Partii Socjalistycznej, „Krytyki Politycznej”, Partii Zielonych, Federacji Młodych Socjaldemokratów i Centrum im. Ignacego Daszyńskiego.
W wystąpieniach pod pomnikiem przypomniano, że utworzony nocą z 6 na 7 listopada 1918 r. w Lublinie rząd Ignacego Daszyńskiego zapowiedział równouprawnienie wszystkich obywateli bez względu na wyznanie, wolność słowa, zrzeszeń i zgromadzeń, zagwarantował prawa wyborcze kobiet, dał prawo do strajku, wprowadził ośmiogodzinny dzień pracy, zobowiązał się do przeprowadzenia reformy rolnej, wprowadzenia ubezpieczeń i ochrony pracy, a także powszechnego, świeckiego i bezpłatnego nauczania w szkołach. Łukasz Dąbrowiecki z Krakowskiego Chóru Rewolucyjnego, Adam Jaśków z Centrum im. Daszyńskiego czy Antoni Grześczyk z Polskiej Partii Socjalistycznej wyjaśniali, że obchodzenie 7 listopada rocznicy powstania rządu Daszyńskiego nie jest afrontem wobec Józefa Piłsudskiego, bo Święto Niepodległości zostało ustanowione dopiero w 1937 r., wcześniej zaś czczono rocznicę utworzenia w 1918 r. rządu w Lublinie. Poza tym, jak przypomniał Łukasz Dąbrowiecki, Ignacy Daszyński, nie chcąc wywoływać w kraju podziałów politycznych, sam złożył rezygnację na ręce towarzysza z PPS Józefa Piłsudskiego. Adam Jaśków podkreślił, jak wiele postulatów z manifestu rządu Daszyńskiego nie zostało zrealizowanych, a w niektórych sprawach nawet się cofnęliśmy. Ale najbardziej wzruszające było wystąpienie dwudziestokilkuletniego przedstawiciela PPS Antoniego Grześczyka, mówiącego o rozczarowaniu obecną Polską, w której nie ma równości ani solidarności, demokracja jest ułomna i powierzchowna, rządzi wielki kapitał, a normy moralne narzuca Watykan. Trzeba więc przypominać ideały zawarte w deklaracji Ignacego Daszyńskiego sprzed 95 lat.
Doskonałym uzupełnieniem manifestacji była wcześniejsza dyskusja w klubie Artefakt: „Duch równości – duch niepodległości”. Wstępem do rozmowy była książka Kate Pickett i Richarda Wilkinsona „Duch równości”, w której autorzy piszą, że nie można skupiać się tylko na wzroście gospodarczym. Różnice w zamożności społeczeństwa powodują cierpienia psychiczne i fizyczne. Trzeba świadomie zmniejszać dysproporcje materialne pomiędzy ludźmi, budować społeczeństwo bardziej egalitarne. To sprawi, że ludzie będą się czuli szczęś­liwsi i zdrowsi. Kapitalizm i wolny rynek nie dają szczęścia, pogłębiają tylko podziały. Trzeba więcej równości i solidarności. Z takim przekonaniem uczestnicy dyskusji udali się na al. Daszyńskiego śpiewać proletariackie pieśni.

Wydanie: 47/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy